Wydarzenie rekrutacyjne:
Prezentacja firmy
Zadanie grupowe po angielsku i zdanie indywidualne w różnych językach - sprawdzane były m.in. umiejętności komunikacyjne, umiejętności badania potrzeb klienta, podejmowanie grupowej decyzji.
Test z gramatyki angielskiej i języka pracy (oprócz polskiego) - Cactus
Krótkie wypracowanie pisemne - po angielsku i w dodatkowych językach pracy
Prezentacja branży clearance
Przy pierwszej prezentacji musiałam się wyłączyć, nie zauważając tego. Nie posiadam zbyt wiele odporności na lanie wody, a tak ta prezentacja wyglądała i zupełnie jej nie zapamiętałam. Źle dla mnie.
Złapałam się za to na samo clearance. Against waste. Decydując się na pójście do pracy do korpo spodziewałam się wyłącznie nudnej, papierkowej roboty w bezdusznej instytucji nastawionej na zysk, a w VEO odkryłam branżę, która zapobiega marnotrawieniu produktów. Żadne charytatywne akcje jak dla mnie już tutaj nie byłyby potrzebne, by utrzymać mnie w przekonaniu, że firma robi coś dobrego.
O dziwo nikt w VEO w ten sposób chyba o ich biznesie nie myśli - przynajmniej nie w polskim biurze. Firma-matka, czyli francuskie NOZy, już u siebie aspekty środowiskowe podkreśla.
To spowodowało, że chciałam tam pracować. Wahałam się tylko, czy będę się chciała rozwijać w firmie poziomo bądź pionowo (szkolenia pracowników byłyby dla mnie także ciekawe), czy też potraktuję ostatecznie tę pracę jako czas na podniesienie kwalifikacji językowych, co było pierwotną przyczyną, dla której na pracę w korpo się decydowałam (poprzednia branża nie zostawiała mi wolnego czasu na dodatkowe szkolenia) - a więc jako pracę na okres roku do dwóch lat.
Zaczynając pracę spodziewałam się jeszcze dalszej selekcji, ale sądziłam, że będzie to zależało od wykonywania bądź nie określonych zadań.
Pierwsze trzy dni to było tzw. value school, co rozumiem - coraz więcej firm kładzie na to nacisk, a wszystkie te wartości były u nas sprawdzane w praktyce, budowana była identyfikacja z firmą, przy okazji ludzie się zaczynali integrować; odpadły tutaj pierwsze dwie osoby, jedna zrezygnowała sama.
Razwan, prowadzący Value School, zapewniał, że firma akceptuje to, że niektóre z osób mogą za parę miesięcy zrezygnować, że mają to wliczone i że nie stosują żadnej polityki zapobiegającej tego typu sytuacjom.
No cóż, podejście w polskim biurze najwidoczniej jest inne, bo nie patrzą na potencjał, a jedynie na perspektywę długofalowej współpracy.
Dalsze szkolenie to już koncept biznesowy firmy, odkrywanie potencjału dostawców, negocjacje itd.
Atmosfera w zespole była fajna, pełna współpraca i pomoc, wyścigu szczurów nie zaobserwowałam - ani wśród osób szkolących się, ani wśród pracowników, których pracę raz w tygodniu obserwowaliśmy.
Wspominałam na szkoleniu, że rozważam naukę francuskiego (ogólnie chcę zacząć naukę kolejnego języka, rozważałam francuski i tak, gdybym zostawała w VEO to na pewno poszłabym w tę stronę) jako przydatnego we współpracy z firmą-matką.
Szkolenia nie ukończyłam - podziękowano mi ze słodkimi słowami o dużym potencjale, o tym, że na pewno osiągnę to, czego będę chciała, gdy już będę wiedziała, co to jest; a także przede wszystkim o tym, że z punktu widzenia firmy byłabym ryzykiem, bo prawdopodobnie bym się nudziła w tej pracy i za 2-3 miesiące bym zrezygnowała sama, a to wiąże się ze zmianami baz danych klientów, co jest dla nich uciążliwe.
Rozminęło się to bardzo ze słowami Razwana z pierwszych trzech dni pracy. Aktywne słuchanie bez nakładania własnej interpretacji ze strony osoby szkolącej właśnie z umiejętności miękkich powiązanych w dużej mierze ze słuchaniem raczej też nie zdało egzaminu, bo jakoś nie usłyszano moich planów językowych, sugerujących, że raczej rozważam dłuższą współpracę, a oceny dokonano na podstawie "bo mi się wydaje".
Albo bardzo się do tej pracy nie nadawałam i nie chcieli mi o tym powiedzieć, albo ich słowa są tylko słowami, bez pokrycia w rzeczywistości.
Przyda się takie doświadczenie, za drugim razem będę już mniej naiwna ;-)