Witam minął już jakiś czas jak zerwałem z tym syfem, ale są tacy którzy nadal śledzą i patrzą jak dalej robić mi pod górkę. Jeśli chcesz tam na utrzymanie ruchu przeczytaj uważnie. Jak by na to nie patrzeć jest to praca przy ludzkich odchodach i odpadach po zwierzęcych, co ci grozi zobaczysz na karteczce do badań wstępnych i okresowych. Myślę że nie jeden laborant jest w ciężkim szoku, a dodając do tego atmosferę ciągłych spisków, donosów, kłótni, należy do czynników szkodliwych dodać utratę zdrowia psychicznego. Jak wygląda samaa praca, hmmm głęboka komuna i póki zarząd się nie zmieni, lepiej nie będzie bo mają to wszyscy we krwi.
A więc pracę teoretycznie zaczynamy 6.45 jednak zanim brygadzista przyjdzie z odprawy to mamy minimum 15 minut luzu. Oczywiście jak przyjdzie to wtedy jest czas jeszcze na poranną kawę, papierosek, opowieści co tam wczoraj się wydarzyło itp. Jeśli już dojdzie do podziału prac to praktycznie godzina dniówki już minęła. Wtedy rozpoczyna się ściema.Do przygotowania do pracy, ładujesz na taczkę niby potrzebne narzędzia, potem stwierdzasz,że może jednak przeładujesz je na inny środek transportu, a czas leci. Załóżmy że o godzinie 7.30 wyruszasz w pełną wyzwań podróż i zaliczasz przystanki na wszystkich działach po kolei, bo przecież tam też masz znajomych, którzy koniecznie chcą ci zdać relacje z dnia poprzedniego, lub co więcej, nawet z całego tygodnia. Jeśli masz pecha to na miejscu wykonywania prac, jesteś o godzinie 8.30. Nadchodzi czas na wyładunek tobołka i rozpoczęcie realizacji przydzielonych zadań. Następuje ciężki okres, jakoś trzeba wytrwać godzinę po której następuje powrót do bazy na śniadanie. Oczywiście w między czasie wracasz tam ze trzy razy celem uzupełnienia potrzebnych narzędzi, jakiś dymek i w końcu upragniona przerwa lekko licząc do 10.30. Oczywiście są dni wyjątkowe gdy cała ta wyprawa się nie odbywa, a święto takie następuje gdy uda się gdzieś zajumać kawał dziczyzny, wtedy od rana cała ekipa zajmuje się przygotowaniem biesiady. Kroją mięso, pieczarki, kapustę i co tam jeszcze się do gara zmieści, solidarnie dzieląc koszty ,stojąc w kuchni przyprawiając, mieszając i rozprawiając jak to drzewiej się świętowało. Spoko, spoko wyruszamy ponownie w podróż do pracy, a że akurat daleko mamy to znów trzeba gdzieś na odpoczynek się zatrzymać, obrobić komuś cztery litery, uknuć jakiś spisek lub posiedzieć w Scania to dopiero fan. Ale co to dochodzi południe, rzucamy wszystko, kawa święta rzecz i po raz kolejny wracamy do bazy gdzie dyżurny już gotuje wodę. Wiadomo przy kawce bajera ,papierosek, może i ktoś z biura wpadnie, a tu nagle się okazuje trzeba iść zbierać tobołek który z takim mozołem gdzieś tam daleko wypakowałeś. Przecież 13.15 zaczyna robić się kolejka do prysznica, a jeszcze jakiś raport trzeba napisać z tego ciężkiego dnia orki. Całe szczęście nikt tego nie weryfikuje, nie sprawdza byle głośno będziesz krzyczeć jak to dziś ciężko było i ile trudu w to włożyłeś by ogłosić sukces. Działają tam tak dosłownie wszyscy, ty składasz taki raport majstrowi, on kierownikowi, kierownik dyrektorowi a ten samemu prezesowi jak to pod jego wodzą wszystko wspaniałe działa. Jeśli nawet wpadniesz i tak by mieć świety spokój, nikt głośno zastrzeżeń nie zgłosi, bo wyszło by,że podwładni robią go w wuja. Oczywiście, przed przyjęciem profilaktycznie zaznaczasz , że niczego nie umiesz i na niczym się nie znasz, bo jeszcze ktoś przypadkiem mógł by czegoś od ciebie wymagać. Bez skrupułów wypisuje się protokoły z napraw, bo przecież jak byłeś to wszystko działało, i musiało się zepsuć godzinę po tym jak opuściłeś stanowisko, normalna kolej rzeczy a jak co to przecież wcześniej zaznaczyłeś,że się nie znasz. Dodatkowo jak się nie znasz to nawet w trakcie dyżurów domowych nikt cię nie wezwie w sobotę, bo i po co skoro nie umiesz. Drugie zmiany to już w ogóle legenda, kiedyś robiliśmy zakłady czy da się cały tydzień przesiedzieć przy budzie nie kiwając nawet palcem, a pisząc obszerne raporty z wykonanych prac, DA SIĘ 😀. Potrafili ukarać niewinnego pracownika, bo mechanik nie miał czasu podejść zweryfikować awarie, akurat prywatna fucha się trafiła, trudno. Jeśli pokażesz że coś potrafisz, że chcesz coś osiągnąć , to zostaniesz wykluczony z towarzystwa wzajemnej adoracji, żaden z opisanych przywilejów cię nie obejmie, a i na dywaniku u prezesa szybko się zjawisz. Wszyscy są mistrzami w donosicielstwie, pisaniu wyimaginowanych pism, wszelkiej maści skarg,zniewieściałych facetów, którzy po tygodniu pracy z kobietami pewnie by się rozpłakali. Pomyśleć że kiedyś była tam fajna ekipa, która w jednym kale siedziała i się wzajemnie wspierała. Jak łatwo się domyśleć nie pasowało to kilku osobom z zarządu i podzieliła część na park część została. W zamian kolesie przyprowadzili purpurowego kardynała a ten rozpoczął swoją świętą inkwizycje i jak dżuma miedziak wykończył resztki zgranej ekipy, ale to materiał na zupełnie inny post.