Opiszę moją krótką przygodę z tą firmą. Podpisuję się imieniem i nazwiskiem, aby potwierdzić swoją wiarygodność.
Zacznę od rozmowy kwalifikacyjnej. Aplikowałem na stanowisko specjalisty ds. organizacji eventów. Pierwszy etap to rozmowa z prezesem. Była to standardowa rozmowa o moim doświadczeniu, a także pytanie co skłoniło mnie do pracy w firmie. Następnie prezes opowiadał o tym czym zajmuje się firma i jak wygląda praca. I tu uczciwie zostałem poinformowany, że większość pracy polega na zdobywaniu klientów /partnerów do współpracy. Choć niewiele ma to wspólnego z organizacją eventów, postanowiłem, że sprawdzę jak to wygląda w praktyce (choć już wtedy zapaliła mi się czerwona lampka). Podczas rozmowy o warunkach zatrudnienia dostałem odpowiedź, że jest to podstawa (minimalna krajowa na umowie zlecenie, z możliwością przejścia na umowę o pracę, gdy się "sprawdzę") + prowizja (8-10% od kwoty sprzedaży). Wydało mi się to okej. Pod koniec rozmowy zostałem zaproszony na drugi etap oraz otrzymałem kartkę ze skryptem, którego miałem się nauczyć. Całą rozmowę oceniam pozytywnie, a sam prezes wydał mi się osobą miłą, kulturalną i kompetentną.
Drugim etapem była rozmowa z panem Tomaszem (nazwiska nie podaje ze względu na RODO), moim potencjalnym, przyszłym kierownikiem. Było to sprawdzenie moich umiejętności sprzedażowych, na podstawie skryptu, który otrzymałem. Nie było to zbyt wymagające, także zostałem pozytywnie oceniony i zaproszony do trzeciego (ostaniego) etapu rekrutacji.
Trzeci etap to ponowna rozmowa z prezesem. W gruncie rzeczy było to powtórzenie etapu drugiego, czyli sprawdzenie i ocena moich umiejętności pozyskiwania potencjalnych partnerów. Tutaj ponownie zostałem oceniony pozytywnie i mogłem rozpocząć pracę już następnego dnia. Dostałem też informację, że pierwszą rzeczą po przyjściu do biura będzie załatwienie spraw papierkowych i podpisanie umowy. I tutaj zaczynają się schody.
Otóż po przyjściu do pracy nie dostałem od razu umowy do podpisania, ponieważ nie było księgowej (żony prezesa), ani także samego prezesa, bo cytuję kierownika "utknął na jakimś ważnym spotkaniu". Zostałem jednak zapewniony, że następnego dnia prezes i jego żona będę, i żebym się nie martwił (mimo wszystko jednak trochę się martwiłem). Zamiast tego dostałem krótkie (ok. 30 min.) szkolenie, podczas którego kierownik opowiedział trochę więcej o firmie, o metodach działania i pozyskiwania partnerów, a także o podmiotach, z którymi firma współpracuje. Dostałem też info, że na początku dostanę tzw. bazę - listę potencjalnych klientów, natomiast później będę musiał znajdować ich na własną rękę. Oczywiście żadnej takiej listy nie otrzymałem, mimo że się o nią upomniałem. Tak też do końca dnia (mimo braku umowy), pracowałem nad budowaniem bazy potencjalnych klientów.
Drugiego dnia również nie otrzymałem umowy od razu, jednak mimo to skrupulatnie pracowałem. Pomimo braku odpowiedniego przeszkolenia miałem wykonywać już telefony do potencjalnych klientów, co robiłem. Mniej więcej w połowie dnia otrzymałem wreszcie umowę. Przeczytałem ją dokładnie i ze zrozumieniem i nie podpisałem jej, ponieważ zawierała ona kilka niekorzystnych z mojej perspektywy zapisów. NIe chcę zdradzać dokładnie jakich, ponieważ mogę mieć z tego tytułu nieprzyjemności. Polecam jednak każdemu przed podpisaniem tej umowy dokładnie ją przeczytać i przeanalizować. Po tym jak nie podpisałem tej umowy, miałem omówić tę sprawę bezpośrednio z prezesem, który jednak do końca dnia przeprowadzał rozmowy rekrutacyjne, mimo że czekałem na niego ponad pół godziny po czasie pracy.
Następnego dnia jednak telefonicznie udało mi się skontaktować z prezesem. Rozmowa trwała ponad pół godziny. Nie chcę wchodzić w szczegóły rozmowy, zaznaczę tylko, że prezes dość mocno trzymał się swojego stanowiska, że umowa jest korzystna i propracownicza. Ja jednak byłem innego zdania i dlatego nie doszliśmy do porozumienia i tak zakończyła się moja krótka przygoda z PAP. Dodam jeszcze, że prezes utrzymywał stanowisko, że umowę zlecenie obejmuje prawo pracy. Po mojej rozmowie z pracownikiem PIPu dowiedziałem się jednak, że tak nie jest, a umowę zlecenie obejmują zapisy Kodeksu Cywilnego, a nie Kodeksu Pracy. Dziwię się, że prezes o tym nie wiedział.
Słowem końcowym - ja osobiście pracy w PAP nie polecam, jednak wiem, że są tam pracownicy, którzy pracują tam już kilka lat i są zadowoleni. Także moją opinię też polecam zweryfikować, najlepiej samemu przyjść na rozmowę i zobaczyć jak to wygląda na własne oczy. Pozdrawiam wszystkich pracowników PAP i pana Prezesa.
Jeśli ktoś ma jeszcze jakieś pytania/wątpliwości to zapraszam do kontaktu ze mną pod numerem tel. 784 611 194.