PracownikTymczasowy12.12.2014 16:39
Inne
/Wrocław Medicine - oddział zachodni/
Praca w sklepie Medicine jest dla osób, które to naprawdę muszą lubić branżę odzieżową. Z mojego punktu widzenia jest to praca typowo dla kobiet, panom tej pracy nie polecam, chyba że ktoś jest w dołku finansowym.
Rzeczy jest mnóstwo, ponieważ jest to największy oddział - ale podobno na innych jest to samo. Co chwile zmienia się ustawienie sklepu. Magazyn jest przepełniony dostawami. To samo dzieje się na wieszakach, towar cały czas musi wisieć/być na półkach, co kończy się lądowaniem na ziemi podczas przechadzek klientów po sklepie.
W tygodniu jest mały ruch, więc przyjmujemy głównie dostawy, wypakowujemy, klipsujemy, metkujemy, prasujemy i rozwieszamy towar. Jeżeli nie masz co robić, rozwal to co ułożyłeś/ktoś ułożył i złóż to na nowo. Klienta trzeba zagadywać, informować o promocjach, pomóc dobrać ubranie, doprowadzić go do przymierzalni, poczekać na niego, doradzić a następnie odprowadzic do kasy.
Jak to w tego typu firmach bywa - wszyscy patrzą na tabelki - ilość wejść, koszyk itd itd.
Umowa o pracę - 6,5 zł netto /h , umowa zlecenie - 10 brutto/h - umowa na miesiąc. Wypłaty - Umowa o pracę 10, Umowa Zlecenie - do 14 dni od podpisania rozliczenia godzin.
Ogólnie praca wydaje się w miarę przyjemna, tak samo klimat panujący na sklepie.. jednak po czasie zaczynają się uszczypliwości od ZK, następnie od samej K.
Na początku kierownictwo pokazuje, jak to dobrze, że jesteś - można dogadać się jak potrzebujemy później przyjśc, bo przecież dobrze, że ogólnie będziesz. W pierwszym miesiącu trafiamy na czyiś grafik, więc nie oczekujmy, że można mieć jakieś życzenia. W następnym miesiącu niestety też nic nie mogłem sobie życzyć i grafik był ułożony tak, że miałem cały czas drugie zmiany, po 6dni w tyg pracujących, 0 wolnych weekendów. Na początku jesteśmy informowani, że dostaniemy kartę rabatową na ciuchy dla siebie.. ja takiej karty nie zobaczyłem /niby od 30 do 40 %/.
Do sklepu często przychodzą nowe osoby, które podpisały umowę ale po dwóch dniach odchodzą lub się w ogóle nie pojawiają, ponieważ 'praca jest nudna'. Niestety, nie ma siedzenia, 8 - 12 h stania, z możliwością zejścia na przerwę od 15-30 minut z zegarkiem w ręku.
Na kasie nie obsługują osoby, które są na UZ, więc nie liczcie na wyniki w sprzedaży - K i ZK przejmują Wasze transakcje, nabijając wam małe kwoty, ponieważ to im się liczy premia i to Wy dla nich pieniążki zarabiacie, a nie dla siebie. Mnie ten sposób podejścia zdemotywował do pracy. Nie dość, że pracujemy na czyiś rachunek, zarabiając 6,5 zł, to jeszcze dodatkowo podbijamy pensję K lub ZK, które to po czasie 2 tygodni przestają być miłe i sympatyczne, a zaczynają być tj. pisałem upierdliwe, czepliwe, nie obchodzą ich wasze tłumaczenia itd itd.
Gdy wiadomo o przyjeździe kogoś z góry, a pracujemy w sklepie, w który jest więcej dziewczyn nie zdziwcie się jaka nagle zostanie rozsiana panika. Najgorsze co można w tej sytuacji zrobić. Zamiast ze spokojem i ogólnym opanowaniem wszystko zrobić, to każda sieję panikę i nagle każda chce być szefową każdego i robi się niepotrzebny ferment na sklepie.
Szczerze powiem, że po 2-3 dniach stania na sklepie, składaniem w kółko tych samych ubrań, ciągłej uszczypliwości góry odechciało mi się pracy w takiej atmosferze. Dodatkowo /jeszcze za te pieniądze/ kręgosłup po takich meetingach kilkudniowych dostaje tak w kość, ze się odechciewa wszystkiego.
Jedną fajną zaletą tego sklepu jest brak kamer - jakiś spokój psychiczny jest, ze nikt z góry nie patrzy na Was ale i tak nie można na chwilę przystanąc, zamienić słowo z drugim pracownikiem.. trzeba zapier*alać. A no i nie można ładować telefonu w pracy, a najgorzej jak przyjdziecie na styk do pracy.. wtedy dopiero są awantury.