Droga 1234,
Przeczytałem Twój post z zatroskaniem. To jest niestety smutna polska rzeczywistość, że internetowe fora dyskusyjne są pełne hejtu, obelg, oskarżeń. Ponieważ portal go work podkreśla, że zależy mu na dyskusji, odniosę się do kilku spraw. Niech to będzie mój list do M.
Niepokoi mnie, że ktoś w długi majowy weekend, o 7 rano w sobotę, zamiast odpoczywać albo zająć się czymś przyjemnym, pisze takie posty. Jaki musi być stan ducha i umysłu takiej osoby? Poza tym, na jakiej podstawie ktoś, kto jest poza firmą wypowiada się na temat panującej w niej atmosfery?
W każdej organizacji są ludzie zadowoleni i niezadowoleni. Moim zdaniem tych pierwszych jest w ALD więcej, ale po prostu nie zabierają głosu.
Piszesz o ogromnym przeciążeniu pracą: ocena jest zawsze względna, ale naprawdę trudno mi się z tym zgodzić. Większość osób wychodzi z biura kilka minut po 16 czy 17, przerwa na lunch liczy się do czasu pracy, nie odbijamy kart przy wyjściu na papierosa. Jasne, że są chwile, kiedy pracujemy dużo: zakończenia projektów, zamknięcia miesiąca czy po prostu spiętrzenia różnych zadań, ale to w biznesie się zdarza. Nasi pracownicy mają czas na regularne wspólne bieganie, imprezy, wyjazdy narciarskie, żeglarskie, wyjścia do teatru czy kursy sushi. Chyba nie jest więc tak źle, chociaż są też osoby, które nigdy nie mają na nic czasu ani ochoty. Taka sytuacja…
Dostrzegam trudności i staram się reagować, jeśli jest taka potrzeba. Mam raczej grubą skórę i mało wrażliwe ego. I nie obrażam się, życie mnie nauczyło, że to niczego nie załatwia. Czasem słyszałem zarzuty dotyczące zbyt ostrożnego trybu podejmowania decyzji, więc słowa o decydowaniu z szybkością światła mogę odebrać tylko jako komplement. Zmienność sytuacji jest permanentną cechą dzisiejszego biznesu i ktoś, komu zależy na pracy w niezmiennym otoczeniu powinien poszukać jej w urzędzie państwowym.
Wkrótce przenosimy się do nowego biura. Bynajmniej nie (jak ktoś kiedyś napisał na go work) „do Wilanowa czy Konstancina, bo managerowie mają fury, a reszta ich nie obchodzi”. Nie przenosimy się też do Mordoru, żeby oszczędzić na czynszu, fundując w zamian pracownikom udrękę wielogodzinnych dojazdów. Przenosimy się na Powiśle, 100 metrów od metra, bulwarów wiślanych i innych fajnych miejsc. W tej przeprowadzce chodzi nie tylko o nowe miejsce do pracy, chodzi przede wszystkim o nowe zasady współpracy. Otwarta przestrzeń, mnóstwo miejsca na formalne i nieformalne spotkania mają pomóc w stworzeniu nowej kultury pracy. Mają pomóc, ale nie zrobią tego za nas. Wiem, że nie wszystkim to się podoba, dlatego przed lipcem pewnie będzie jeszcze kilka rozstań.
Zawsze lepiej, jeśli taka decyzja wychodzi od pracownika, jeśli sam dojdzie do wniosku, że będzie mu lepiej w innym miejscu. Takie jego święte prawo. Takie samo prawo do doboru osób chcących budować coś razem ma też pracodawca. To nigdy nie są łatwe decyzje. Na szczęście obecny rynek pracy sprawia, że nikt nie jest skazany na bezrobocie i biedę.
Piszesz o „żucaniu” papierami. Naprawdę zabawne, nie tylko z powodu pisowni. Nikt na razie niczym nie rzucał, osoby chcące odejść spokojnie wyjaśniały powody swoich decyzji, a ja dziękowałem im za lata pracy w ALD, także publicznie, w obecności innych pracowników.
Co do rzekomego „linczowania” byłych pracowników na spotkaniach firmowych. Dla mnie najważniejsza jest jasna informacja. I pracownicy nie są tym zmęczeni, przynajmniej nie wszyscy. Mają do tego prawo. Mają prawo dowiedzieć się, dlaczego jakiś manager czy dyrektor nie pracuje już u nas. Nie może być tak, że ktoś był, a teraz go nie ma i tyle. Czasem to może być dla kogoś trudne, ale życie bywa trudne.
Dlatego: śmiech to zdrowie! Jeśli więc rzeczywiście reszta leasingowego towarzystwa śmieje się w najlepsze, niech im będzie na zdrowie! Ludzie, którzy zamiast bez końca grzebać się w przeszłości i snuć spiskowe teorie dziejów potrafią się śmiać są mniej sfrustrowani, przyjemniej z nimi pracować, nawet jeśli to konkurenci.
Na zakończenie: Twoje rady dla HR. Świadczą tylko o braku zrozumienia tego, co jest istotą zarządzania zasobami ludzkimi. Biurokracja w tym zakresie jest ważna, ale na pewno nie najważniejsza. Czy firma piszącego (jakoby) na tym forum Steve’a Jobsa odniosła sukces bo pracownicy dostali na piśmie zakresy obowiązków? Chyba nie, liczyła się ich inicjatywa, pomysłowość, pracowitość, zaangażowanie, a nie chowanie się za stwierdzeniem „to nie jest w moim zakresie obowiązków, nie mam tego w KPI”. Znamy to, prawda? W HR najważniejsze jest wspieranie rozwoju, pomoc w rozwiązywaniu trudnych sytuacji (także życiowych) – i to w ALD po prostu się dzieje. Poza tym strasząc nas rzekomym naruszaniem prawa, zapewne umknęło Ci, że kodeks pracy nie wymaga określenia zakresu obowiązków w formie pisemnej, ustne informacje od przełożonego są w tej kwestii absolutnie wystarczające. A gdyby coś było niejasne: wystarczy wykazać odrobinę inicjatywy i zapytać. Tylko tyle i aż tyle…