W świecie pełnym niepewności, napięć i dynamicznych zmian coraz częściej zadajemy sobie pytanie, czy w takich realiach w ogóle da się być szczęśliwym? Odpowiedzi na nie szuka Kasia Matyjewicz w rozmowie z dr Ewą Woydyłło – cenioną psycholożką, terapeutką uzależnień, autorką licznych książek i jedną z najbardziej rozpoznawalnych popularyzatorek wiedzy psychologicznej w Polsce.

Jak świadomie budować szczęście na co dzień? Rozmowa z dr Ewą Woydyłło

Dr Woydyłło od lat pokazuje, że szczęście nie jest efektem sprzyjających okoliczności, lecz kompetencją, którą można świadomie rozwijać. W rozmowie, prowadzonej przy okazji Międzynarodowego Dnia Szczęścia, dzieli się swoim doświadczeniem i podejściem do radzenia sobie z lękiem, niepewnością oraz codziennymi trudnościami. To spojrzenie osadzone w psychologii, ale jednocześnie bardzo praktyczne i skupione na tym, co realnie możemy zrobić tu i teraz, by odzyskać spokój oraz poczucie wpływu na własne życie

Rozmowa dotyka również kontekstu pracy i relacji międzyludzkich, czyli obszarów, w których napięcia, stres i poczucie braku kontroli są dziś szczególnie widoczne. To ważna perspektywa, zwłaszcza w dyskusji o dobrostanie psychicznym pracowników, gdzie coraz częściej okazuje się, że kluczowe nie są wyłącznie procedury, ale codzienne postawy, sposób myślenia i jakość relacji, jakie budujemy wokół siebie

Kasia Matyjewicz:  Pani Doktor, żyjemy w ciekawych, ale trudnych czasach: za wschodnią granicą trwa wojna, właśnie na bliskim wschodzie zaczęła się kolejna. Na rynku pracy panuje niepewność: AI „zabiera” pracę, część stanowisk przenosi się do Azji, firmy zaczynają zwalniać. Czy przy tylu trudnościach i niepewnościach da się być szczęśliwym?

Ewa Woydyłło:  Tak, żyjemy w trudnych czasach ale czy jak się będziemy zamartwiać, czy cokolwiek zmieni się na lepsze? Czy zna Pani choćby jeden przypadek w historii, by martwienie się zapobiegło jakiemuś nieszczęściu?

Oglądamy wiadomości i widzimy wojnę, ale po to mamy intelekt i dojrzałość by racjonalnie ocenić zagrożenia. Nasze płaty czołowe i skroniowe to najwyższa forma struktury białkowej w naszej części wszechświata, wykorzystujmy je jak wpadamy w pułapkę lęku. Działania wojenne nie toczą się w naszym kraju. Nasze bezpieczeństwo na razie nie jest bezpośrednio zagrożone. Jeśli jesteśmy niespokojni – miejmy przygotowany plecak ewakuacyjny. I tyle na razie możemy zrobić.

A poza tym trzeba żyć.

KM: A jak ktoś mówi: Pani Doktor, ale ja jestem tak niespokojny, że nie mogę spać….

EW: Ja jestem przeszkolona w strategiach pomocy sobie, w takich momentach trzeba zrobić coś, by rozładować napięcie. Najlepiej pomaga wysiłek fizyczny – idź pobiegać, popływać, ćwicz na siłowni, a najlepiej zrób to w grupie. Bobrze jest ze znajomymi wybrać się na wycieczkę rowerową lub w góry, czy po prostu na dłuższy spacer. Wtedy poczujemy, że ta sytuacja dotyka innych również, wszyscy mamy obawy, ale jesteśmy w tym razem. Zresztą wykorzystajmy takie spotkanie do rozmowy na jakieś ciekawe tematy, niezwiązane z zagrożeniami.

Ruch, wesoły nastrój i przede wszystkim śmiech bardzo pomagają, natleniają i odżywiają mózg. Jeśli go dotlenimy i rozruszamy się, to wyprodukujemy nowe endorfiny. Taka strategia polega na racjonalnym myśleniu: oceniam sytuację, sprawdzam, czy jest bezpośrednie zagrożenie i jeśli nie – to kieruję swoją uwagę na to, co mnie uspokaja i dodaje sił, a nie osłabia.

Zabawa z dzieckiem, pogłaskanie psa, spacer, rozmowa z pogodną osobą, pośmianie się razem, ugotowanie czegoś smacznego – szukajmy aktywnie zadowolenia i przyjemności.

KM: W naszym kraju to chyba niezbyt popularny sposób życia, my bardzo długi czas lubiliśmy narzekać…

EW: Tak, niestety Polacy bardzo dużo wycierpieli (ale inne narody też!) i jakoś do tego cierpienia się przyzwyczailiśmy, a nawet polubiliśmy je. Do tego nasza religia od ponad 1000 lat mówi nam, że życie jest ciężkie, a dobrze to nam będzie dopiero w niebie. Nie jesteśmy nauczeni, by szczęścia szukać tutaj, w tym życiu. 

Szukajmy okazji, by się cieszyć. Samo życie jest pełne trudności, więc by to zrównoważyć szukajmy radości. I znów: używajmy naszego intelektu, naszej wiedzy o tym, co nam sprawia przyjemność, co nas buduje i wpisujmy te czynności w naszą rutynę, w naszą codzienność.

KM: Pani Doktor, rozmawiamy przy okazji Międzynarodowego Dnia Szczęścia. Czy szczęścia możemy się nauczyć?

EW: Oczywiście! Nawet książkę napisałam na ten temat! W największym skrócie: trzeba nauczyć się cieszyć tym, co mamy a nie martwić się tym, czego nie mamy.

Zawsze znajdzie się ktoś, kto ma więcej od nas i ktoś, kto ma mniej, zatem porównywanie się do innych nie ma sensu. Zamiast tego skierujmy naszą uwagę na „proste” rzeczy, jakie mamy: na to że żyjemy, nasze zdrowie, ludzi wkoło nas, przyjaźń, miłość, troskę. Uznajmy też naszą rolę w byciu szczęśliwym- nie czekajmy aż zdarzy się coś wielkiego, co nas uszczęśliwi tylko sami uszczęśliwiajmy siebie drobiazgami, bo to te drobne, podstawowe rzeczy są sumą naszej codzienności. Dobra kawa, przyjemny spacer, to że napiję się orzeźwiającej wody jak jestem spragniona. Życzliwy gest od kogoś, ale też mój do kogoś. Jak komuś pomagamy – od razu rośnie nasze samopoczucie i poziom szczęścia, bo dobrze myślimy o sobie.

Szczęście tak rozumiane to nasz wybór, nasza postawa, nie dar losu. To umiejętność, czy też kompetencja – zatem można ją rozwijać.

Pomaga w tym tez przeformułowanie trudnych przeżyć z przeszłości, które pewnie każdy z nas ma. Zamiast tkwić w roli ofiary, po prostu wyciągnijmy z nich jakąś naukę i idźmy do przodu.

Świadomie skupiajmy swoją uwagę na naszych zasobach i uczmy się wdzięczności.

A przede wszystkim – odwołujmy się do naszej racjonalności: właściwie oceniajmy zagrożenia, nie wciągajmy się w pułapkę dramatycznych wiadomości w mediach, nie panikujmy, tylko posługujmy się rozumem i przezornością. Otaczajmy się życzliwymi i pozytywnymi ludźmi i świadomie dbajmy o jak najlepszą jakość naszych relacji z bliskimi.

I na koniec: poznajmy a raczej poznawajmy siebie, bo to jest proces. Każdy z nas ma nieco inną definicję szczęścia, co innego przynosi nam radość i daje satysfakcję. Dowiadujmy się tego o sobie, sprawdzajmy- a może taniec mi się spodoba? A może spróbuję lepić w glinie?

Niech to będzie nasz cel – odkrywanie co nas czyni szczęśliwymi i włączanie tego do naszego życia w sposób konsekwentny. W dużej mierze mamy nad tym kontrolę, jak będzie wyglądał dzisiejszy dzień czy kolejny tydzień. Planując zadania – wplatajmy tam też chwile radosne dla nas. Zatem – bądźmy szczęśliwi.

KM: Pani Doktor, dziękuję za rozmowę.