Dziesięć lat w branży bukmacherskiej to szmat czasu, szczególnie w tak dynamicznie rozwijającym się sektorze. Wojciech Szeląg, ekspert z bukmacher-legalny.pl, opowiada o metamorfozie, jaką przeszły zakłady sportowe w Polsce. Od ręcznego przepisywania kursów, po erę sztucznej inteligencji – jak wygląda praca bukmachera od kuchni?
Panie Wojciechu, bardzo się cieszę, że wreszcie udało się umówić na rozmowę. Na początek – być może nie wszyscy nasi czytelnicy Pana znają, dlatego proszę powiedzieć kilka słów o sobie, a także odpowiedzieć jak z perspektywy wieloletniego obserwatora ocenia Pan specyfikę pracy w branży bukmacherskiej?
Dziękuję za zaproszenie, przyjemność jest po mojej stronie. Co do mojej osoby – podejrzewam, że polscy typerzy mogą kojarzyć moje nazwisko, gdyż od blisko dekady przewija się ono w świecie internetowych zakładów sportowych. Oczywiście moja twarz nie ukazuje się każdego dnia na okładkach gazet, natomiast moje teksty, recenzje bukmacherów i ich produktów, poradniki skutecznego typowania oraz analizy i zapowiedzi meczów pojawiają się regularnie na większości branżowych portali. Zabawna historia dotyczy samych początków, gdyż odpowiedziałem na ogłoszenie “Redaktor sportowy”, przyszedłem na rozmowę, gdzie okazało się, że teksty mają dotyczyć zakładów bukmacherskich, które od zawsze były moją pasją. Pamiętam, że na rozmowie kwalifikacyjnej żartowałem z moich przyszłych pracodawców, że muszą być podstawieni i ktoś mnie wkręca. Okazało się, że to nie był żart, od mojego debiutu minie za moment dziesięć lat, a przez ten okres branża przeszła gigantyczną metamorfozę. Co najbardziej lubię w swojej pracy? To, że mogę łączyć dwie pasje, czyli pisanie i sport, dlatego tak długo, jak tylko będziecie chcieli czytać moje teksty, to z największą radością będę rozbierał ofertę legalnych bukmacherów na czynniki pierwsze.
Jakie kluczowe zmiany zaszły w tej branży na przestrzeni lat i jak wpłynęły one na działalność firm bukmacherskich?
Moje początki przypadły na okres tuż przed wejściem w życie nowelizacji ustawy hazardowej, która wywróciła wszystko do góry nogami i sprawiła, że nielegalne firmy bez polskiej licencji zeszły do podziemia i ustąpiły pola legalnym operatorom. Przypływ klientów sprawił rzecz jasna, że polscy bukmacherzy musieli wejść w buty topowych serwisów o międzynarodowych zasięgach i upodobnić swoją ofertę do tego, co dotychczas odnaleźć można było wyłącznie u zagranicznych gigantów. Obecnie licencjonowani operatorzy nie mają najmniejszych powodów do wstydu, ich oferta w niczym nie ustępuje produktom dostępnym w topowych firmach, a jeśli chodzi o chociażby bonusy i promocje, to kwoty darmowych środków do zgarnięcia w polskich serwisach biją je na głowę. Oczywiście legalni bukmacherzy nie kuszą graczy tylko bonusami i również ich pozostałe produkty takie jak chociażby jakość oferty zakładów, wysokość kursów czy niezawodność aplikacji mobilnych na smartfony stoją na bardzo wysokim poziomie. Niezaprzeczalnym faktem pozostaje zatem, że uregulowanie rynku i gigantyczna konkurencja w branży sprawiły, że polscy bukmacherzy muszą poniekąd “bić się o klienta”, a nie da się tego zrobić samym bonusem, gdyż polscy gracze są bardziej świadomi i wymagający, co w dłuższej perspektywie wymusza na operatorach stałe udoskonalanie własnej oferty.
Jakie są Pana zdaniem największe wyzwania związane z ustalaniem kursów, szczególnie w dynamicznie zmieniającym się świecie sportu?
Wyzwania? Jestem na tyle stary, że pamiętam, jak na przełomie wieków Pani Krysia przepisywała RĘCZNIE markerem setki kursów na pomarańczowej tablicy w lokalu naziemnym. To było wyzwanie, a uniknięcie pomyłki graniczyło z cudem! A tak zupełnie serio, to w mojej opinii w kontekście kursów na wydarzenia stricte sportowe nie jest to aż tak skomplikowane. Oczywiście, analitycy muszą trzymać rękę na pulsie i kontrolować napływające informacje, a w przypadku zakładów na żywo przebieg boiskowych wydarzeń, natomiast sporą część roboty wykonują za nich algorytmy, które dopasowują wysokość kursów względem popularności danego zakładu wśród typerów. Według mnie poprzeczka wędruje w górę w kontekście zakładów specjalnych dotyczących świata showbiznesu i mediów, a bukmacherzy, którzy brylują na tego rodzaju rynkach biorą na siebie spore ryzyko, gdyż o ile sport, szczególnie ten na topowym poziomie, jest w miarę przewidywalny, to w jaki sposób przewidzieć kolejną dramę i aferę związaną z Marianną Schreiber, Krzysztofem Stanowskim lub Książulem? Zresztą doskonale widać to w limitach bukmacherskich na takich rynkach, gdyż jeśli ktoś spodziewa się, że obstawi kolejne kroki popularnego influencera za kilka lub kilkanaście tysięcy złotych, to czeka go małe rozczarowanie.
Jak bukmacherzy radzą sobie z ryzykiem związanym z „ustawianiem” meczów i innymi formami oszustw?
Co prawda czasy “Fryzjera” i korupcji w polskiej piłce uznaje się za słusznie minione, natomiast w sporym błędzie będą gracze, którzy sądzą, że świat sportu wolny jest od korupcji i nieczystych zagrywek. Dzieje się tak z wielu powodów, natomiast główna przyczyna pozostaje niezmienna od dziesięcioleci i jest nią gigantyczny i błyskawiczny zarobek. Wydarzenia sportowe są ustawiane każdego dnia i pod każdą szerokością geograficzną, a w czasach covidu całe przedsięwzięcie przybrało tak gigantyczną skalę, że w ofercie bukmacherów pojawiały się kursy na mecze, które… w ogóle nie miały miejsca (widniały one tylko w ofercie zakładów i w relacji na Match Trackerze)! Ze swojej strony mogę jedynie ostrzec polskich graczy przed tego typu zdarzeniami. Po pierwsze 99,99% z Was nie będzie miało dostępu do insajderskiej wiedzy na temat ustawionych meczów, a po drugie bukmacherzy błyskawicznie blokują takie spotkania i jeśli pada podejrzenie, że jakieś zdarzenie odbywa się w nie do końca sportowej atmosferze, to natychmiast znika ono z oferty zakładów, a w najbardziej drastycznych przypadkach bukmacher zablokuje wypłatę wygranych.
Czy nam się to podoba, czy nie, to AI coraz mocniej ingeruje w nasze życie, także w zakłady sportowe. Jakie są Pana spostrzeżenia na temat wpływu nowych technologii (np. sztucznej inteligencji) na pracę firm bukmacherskich?
Zacznę może od tego, że jestem wrogiem numer jeden sztucznej inteligencji, gdyż w bliższej, aniżeli w dalszej przyszłości przejmie ona moją pracę i zabierze mi robotę! Już teraz coraz trudniej odróżnić można tekst napisany ręką żywego człowieka od artykułu będącego dziełem AI, a w kolejnych latach ten proces powinien zostać jeszcze bardziej udoskonalony, a zawód redaktora sportowego, czy analityka bukmacherskiego wyląduje na śmietniku. A tak zupełnie na serio, to czy nam się to podoba, czy nie, to nie uciekniemy przed postępem technologicznym, który jest nieunikniony i kto prędzej zaadoptuje się do nowej rzeczywistości oraz innowacyjnych rozwiązań, ten będzie o krok przed konkurencją. Legalni bukmacherzy już teraz bardzo chętnie wykorzystują AI chociażby w procesie ustalania kursów, czy chociażby w dziale supportu, w którym coraz częściej mamy styczność z BOTEM, aniżeli z żywym konsultantem. Takie są realia i nie ma co tupać na to nogą.
Jakie są Pana przewidywania dotyczące przyszłości firm bukmacherskich w kontekście rozwoju technologii i zmieniających się trendów?
Trudno powiedzieć, natomiast zerkając wstecz i spoglądając na ofertę legalnych bukmacherów sprzed dekady dostrzegamy, jak gigantyczny krok uczynili włodarze topowych firm. Ówczesna oferta była dość przaśna, by nie powiedzieć prymitywna, a skok technologiczny jest kolosalny. Ale skoro Pani pyta, to spróbujmy się zabawić – według mnie za dwie lub trzy dekady w ofercie bukmacherskiej będzie królował E-Sport, a firmy, które jako pierwsze postawią nacisk na jakość sekcji dotyczącej sportów elektronicznych będą o krok przed konkurencją. Obecne dzieciaki urodzone po 2010 roku coraz mniej interesują się klasycznym sportem, piłką nożną, koszykówką, tenisem, etc., a ich idolami są wirtuozi klawiatury, a nie piłkarscy magicy. Starzy wyjadacze, tacy jak chociażby moja skromna osoba, za kilkanaście lat zejdą ze sceny, a w ich miejsce nadciągnie młody narybek typerów i obstawiam, że na ich kuponach częściej będą lądowały selekcje dotyczące League of Legends, niż piłkarskiej ekstraklasy. Ciekawi mnie natomiast kwestia freak fightów. Obecnie gale z udziałem celebrytów biją rekordy popularności, natomiast jest to tak dalece niestabilny i nieuregulowany biznes, że nie mam pojęcia, czy przeżyje zderzenie z czasem.
Wiele osób kojarzy zakłady sportowe jako hazard w najczystszej postaci. Jakie są według Pana zagrożenia związane z negatywnym wizerunkiem branży?
Odczuwam je każdego dnia (śmiech). Co prawda po tylu latach moi najbliżsi już przywykli do tego, że zajmuję się tym, czym się zajmuję, natomiast na początku nie było lekko. Sporo osób w naszym kraju ciągle postrzega zakłady sportowe online i osoby związane z bukmacherami online jako szemrane towarzystwo z zadymionej piwnicy, gdzie panuje dość gęsta atmosfera półświatka. Rzeczywistość jest nieco inna, a polscy bukmacherzy to dziś gigantyczne i w 100% legalne przedsiębiorstwa zatrudniające setki osób oraz sponsorujące polski sport. W komentarzach pod moimi artykułami oraz z moich mediach społecznościowych zdarzają się wpisy, jakobym nakłaniał ludzi do hazardu i rujnował im życie. Ja tego tak nie postrzegam. W mojej opinii zakłady sportowe nie są hazardem sensu stricte, gdyż jednak poza odrobiną szczęścia wymagają sporej wiedzy i doświadczenia. To nie jest tak, że stawiasz całą kasę na czerwone i pocisz się obserwując wirującą kulkę, lecz swoje typy opierasz na konkretnych informacjach i własnej intuicji. Dokładnie tak działam przygotowując typy bukmacherskie na serwis Bukmacher Legalny. Skupiam się na statystykach, obecnej formie zawodników, miejscu rozgrywania meczu i wielu innych aspektach. Koniec końców typowanie meczów to znakomity sposób na podkręcenie emocji w trakcie sportowego widowiska i sam często łapię się na tym, że podczas oglądanego meczu ręka szuka smartfona i odpalam apkę ulubionego buka. Oczywiście wszystko w granicach zdrowego rozsądku i dobrej zabawy, bardziej dla sprawdzenia siebie, aniżeli w celu rozbicia banku i puszczenia bukmachera z torbami.
Jakie rady dałby Pan osobom, które rozważają karierę w branży bukmacherskiej?
Nie wiem, czy jestem najbardziej odpowiednią osobą pod słońcem do udzielania rad życiowych, obawiam się, że przecenia Pani moją rolę (śmiech). Według mnie praca w sektorze bukmacherskim nie różni się w drastyczny sposób od innych branż i na pewno większą szansę na odniesienie sukcesu będą miały osoby, dla których będzie to pasja, a wizja pójścia do biura nie będzie im w niedzielny wieczór skręcała żołądka. Powiem tak – ja w swoim życiu zajmowałem się różnymi rzeczami i w najśmielszych snach nie przypuszczałem, że będzie mi dane pracować przy sporcie, który od zawsze był moją pasją numer jeden. Wracając do poprzedniego wątku – z pewnością przyda się twarda skóra. Czy nam się to podoba czy nie, to sporo osób postrzega typowanie meczów jako klasyczny hazard, a osoby współpracujące z bukmacherami odsądza od czci i wiary jako podżegaczy do złego, co nie jest prawdą, wszak nikt nikomu nie przykłada pistoletu do głowy, a naszą rolą jest wyłącznie ocenianie bukmacherów i ich produktów w taki sposób, aby w momencie wyboru najlepszego operatora ułatwić zadanie graczom.
Jakie Pana zdaniem są kluczowe cechy bukmachera, który chce się bić o czołowe lokaty w każdym rankingu legalnych operatorów?
Nie będę w tej kwestii oryginalny – na pewno na pierwszym miejscu warto postawić bezpieczeństwo wpłaconego depozytu i gwarancję wypłaty wygranych środków. Szczęście polskich typerów polega jednak na tym, że nad ich bezpieczeństwem czuwa Ministerstwo Finansów i jeśli jakaś firma zdobywa jego licencję i trafia do rankingu legalnych operatorów, to można mieć pewność, że dane osobowe graczy oraz ich budżet są w dobrych rękach. Ja osobiście nie słyszałem przez poprzednią dekadę o jakiejś aferze, żeby gracz nie otrzymał swojej wygranej i pozostaje wierzyć, że ten trend zostanie podtrzymany. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że większość nowych graczy zwraca uwagę przede wszystkim na kwoty bonusów powitalnych, natomiast ja każdorazowo zachęcam, aby nie sugerować się wyłącznie pulą darmowych środków, ale także warunkami ich obrotu oraz wypłaty. Ja osobiście w pierwszej kolejności zwracam uwagę na jakość oferty, chociażby na dostępność ćwiartkowych azjanów, a także na wysokość kursów. W ostatnim roku polscy gracze zakochali się w jednej z firm, która oferuje grę bez podatku obrotowego, natomiast nikt nie zadał sobie trudu, aby sprawdzić, że nawet pomimo braku potrącenia 12% stawki wygrana na kuponie bardzo często prezentuje się podobnie lub jest nawet niższa, niż u bukmachera z podatkiem, ale pobierającego niższą marżę. Ja wiem, że to są kwestie marginalne, ale uwierzcie mi na słowo, że w dłuższej perspektywie czasu te minimalne różnice na korzyść lub niekorzyść gracza mają znaczenie, a kwestia sukcesu w bukmacherce, lub jego braku, zależy właśnie od takich małych rzeczy. Jak mawiał klasyk – to są te detale!
Artykuł sponsorowany