Operator na start 5000 brutto na 3 miesiące okresu próbnego, potem całe 5500 brutto, premii brak. Obowiązkowa pracująca sobota raz w miesiącu. Benefity typu PZU czy Multisport dopiero po 3 miesiącach, a książeczkę sanepidowską wyrabiasz na własny koszt, więc już na wejściu dokładasz do interesu.
Restrykcji jest tyle, że można zapomnieć, że istnieje świat zewnętrzny. Na halę nie wniesiesz telefonu, picia, jedzenia, biżuterii ani własnych ubrań. Wchodzisz praktycznie „na golasa” i to dosłownie, bo na miejscu dostajesz kitel i fartuch, które dawno mają za sobą lata świetności, plus kilka par obuwia do obowiązkowej zmiany.
Wyjście do toalety to cała procedura: zgłoszenie, przebieranie, zmiana obuwia kilka razy. Szybkie siku nie istnieje, wszystko pod kontrolą i zgodnie z procedurą.
Przerwa 30 minut liczona co do minuty, realnie krótsza, bo zanim się przebierzesz i dojdziesz, zostaje może 20 minut. Przerwy przydzielane „rzutami” i bez możliwości zmiany, więc można spędzić nawet 6 godzin bez jedzenia, bo grafik wie lepiej kiedy człowiek przymiera głodem.
Premii brak, szkoleń w praktyce brak, przyuczenie polega głównie na obserwowaniu innych, o ile ktoś akurat ma chwilę. Każdy skupiony na normach i ratowaniu własnego wyniku, więc o wsparciu można zapomnieć.
Maseczki, czepki, rękawiczki i ciągła dezynfekcja to codzienność. Do tego duży hałas przy maszynach, przez który w maseczkach jeden drugiego nie słyszy, więc komunikacja działa na zasadzie domysłów.
Rotacja młodych pracowników ogromna, zostają głównie starzy wyjadacze, którzy wolą się nie odzywać i godzą się na wszystko, bo „zawsze tak było”.
Jak na produkcję leków wymagania i restrykcje z kosmosu są zrozumiałe, ale wynagrodzenie zupełnie nie z tej planety. Skoro oczekuje się od człowieka absolutnie wszystkiego, można by się spodziewać czegokolwiek w zamian.
Typowy strefowy (usunięte przez administratora) w sterylnym wydaniu.