Miałem nieprzyjemność pracować trzy miesiące (luty-maj br.) w DKJ na odlewni. Kierownikiem jest tam niejaki gaweł szmugiel i w tym cały problem, bo to jest chłopczyk w krótkich spodenkach. Niby kierownik, ale sam z siebie nie potrafi podjąć żadnej, najprostszej decyzji, zanim cokolwiek zrobi wykonuje po kilka telefonów, w tym zawsze do tego super buca i mega buraka Janusza z głównego laboru. Sprawa tak błaha, jak podpisanie dwóch dni urlopu naszemu ”kierownikowi” zajęła aż tydzień, po którym stwierdził, że on wniosek zgubił i mam wypisać jeszcze raz. Trudno doprawdy wyobrazić sobie łatwiejszą decyzje do podjęcia, a przecież on ma koordynować pracę całego zespołu w DKJ. Najlepiej wychodzi mu siedzenie na upie i gapienie się w laptop z wykresami jakości i najlepiej, jak do niego się nikt nie odzywa, wtedy jest w swoim żywiole..
Jest też nasz chłopczyk wzorem odwagi i męstwa. Tydzień przed końcem mojego kontraktu pytam czy będzie przedłużony, on, że się zobaczy i tak dzień po dniu. Ostatniego dnia wysłał mnie do Działu Kadr, a tam te wymalowane, wylakierowane sikorki patrzą na mnie, jakbym każdej ślub obiecał i zostawił samą z dzieckiem i pytają ”to pana kierownik jeszcze panu nic nie powiedział ?”
Prywatnie zadałem mu już pytanie, czy się jeszcze moczy w nocy, w łóżeczku, teraz ponawiam je PUBLICZNIE.
Stawiam moją wypłatę przeciw jego i tego mega buca Janusza razem wziętych, że rękawicy nie podejmą.
I na koniec info natury ogólnej, Brembo nie przenosi do innych działów i nie zatrudnia ponownie, bez względu na sposób rozstania się, bo lepiej wziąć kogoś z Ukrainy, na śmieciówce lub całkiem na czarno (tak pracują ukraińskie sprzątaczki).