hej, w te wakacje miałam ,,okazję" popracować w ośrodku wypoczynkowym Słowiniec w Łebie. To była moja pierwsza ,,prawdziwa" praca gdzie musiałam dojechać itd i nie spodziewałam się luksusów. Niestety to co zastałyśmy tam z koleżanką przerosło nasze najśmielsze koszmary dotyczące pracy. Postaram się wymienić wszystkie niedogodności jakie nas tam spotkały:
-pani właścicielka (?) -bo na dobą sprawę nikt mi się nie przedstawił, nie chciała podpisać z nami umowy, pytałam o tę kwestię innych pracowników-wszyscy pracowali ,,na czarno", bardzo często mieli spore ilości nadgodzin, których im nie opłacono.
-na początku zabrano nam dokumenty, ale książeczki sanepidowskie zostały nietknięte. Co więcej wyjeżdżając z ośrodka okazało się, że pani zgubiła legitymacje i ,,nie ma ich nigdzie "
-zakwaterowanie: jako, że przyjechałyśmy w połowie miesiąca, a nie na przełomie, dostałyśmy z koleżanką osobny pokój (inni musieli się kotłować po 6/7 osób w pokojach z 2/3 łóżkami. To, że nie każdy/a był/a zadowolona z koedukacji było mało istotnym faktem. Niektórzy ,,radzili" sobie śpiąc na plaży lub balangując całą noc by nie przebywać w ,,pokoju").
Opis pomieszczenia, w którym dane nam było przebywać:
łóżka z ,,materacami" ze spleśniałej, podziurawionej i wygniecionej gąbki ; szafa bez drzwi czy półek, szuflady bez dna, okno, którego nie dało się zamknąć ani nawet zasłonić, podłoga lepiła się od niezidentyfikowanej substancji, której zapach przypominał mocz, ściany obdrapane, brudne z powypisywanymi wulgaryzmami. Czułam się tam jak w celi, wracając po pracy wieczorem nie dało się odpocząć przez huk dyskoteki i wracających z imprez współpracowników (jakby zaśnięcie w tym brudzie nie było wystarczającym wyzwaniem).
Na zarzuty,że mogłam posprzątać- owszem, gdyby nie fakt, że ,,pracownicy nie mogą korzystać z detergentów, sprząta się tylko pokoje gości "...
Łazienka- to, że była publiczna mnie nie dziwi, dziwi mnie jednak to, że zamknięcie było zepsute co było sporym dyskomfortem podczas brania prysznica chociażby. Można się ,pocieszyć" faktem, że wiecznie lodowata woda uniemożliwiała długie kąpiele.Toaleta była ciągle zapchana, a jej zawartość potrafiła wylewać się na podłogę cały dzień zanim ktoś mógł posprzątać; umywalka była również zapchana, tyle, że papierosami. O braku papieru/ręczniczków/suszarki czy mydła nie muszę wspominać?
Kwintesencją mieszkania w tym ośrodku był korytarz łączący łazienkę z pokojem. Przez całą jego długość walały się wszelkiego rodzaju ubrania, siatki z butelkami po alkoholu lub same butelki, do tego paczki po prezerwatywach i brudna zastawa.
Tak, wiem, że to sprawka pracowników, ale chyba po to jest szef żeby zerknąć co jakiś czas i postawić do pionu, nie?
Sama praca w sobie nie była ciężka. Cieszę się, że dostałam pracę w kuchni ponieważ mogłam wiedzieć co jest tego dnia zjadliwe, a czego się wystrzegać ( sensacje w stylu-zetrzyj rzodkiewkę na tarce to nie będzie widać, że robaczywa / -umyj tylko ten garnek porządnie bo do niego zagląda kierowniczka zawsze).
Samego wyżywienia (choć takie zapowiadano w ofercie) nie otrzymałyśmy. Sprzątając po kolacji zdarzało mi się ,,przemycić " coś na zmywak skąd kumpela tylnym wyjściem zabierała jedzenie do naszego pokoju. W rzeczywistości więcej wydawałyśmy na jedzenie/picie/papier i inne potrzebne do życia środki niż zarabiałyśmy.
Moja koleżanka musiała pracować na zmywaku ( chociaż przez telefon zapewniono nas, że będziemy sprzątać w pokojach) i wykonywać prace przynależne do mężczyzn (noszenie ciężkich koszy z talerzami itp). Na nic
zdały się prośby o zmianę pracy z powodu jej problemów z plecami.
Pewnego dnia postanowiłyśmy zwolnić się i skończyć z takim traktowaniem. Pani kierowniczka po naszej uprzejmej przemowie nazwała nas nieodpowiedzialnymi szczeniakami, które za dużo sobie wyobrażają. Próbowała zmusić nas do pozostania w pracy ,,tak długo aż nie znajdziemy same kogoś na swoje miejsce bo taka jest umowa". Na informację, że przecież nie podpisałyśmy umowy odwróciła się na pięcie. Za czas przepracowany nie dostałyśmy ani grosza czy słowa podziękowania.
Mam nadzieję, że komuś pomogłam i za wczasu zrezygnuje z pracy w tym miejscu. Stawka 1400 nie jest tego warta (o ile udałoby się wam ją zobaczyć). Bez znajomości z ,,kadrą" nie ma co liczyć na lepsze warunki.
p.s.
Po pobycie w Słowińcu wróciłam pogryziona przez jakieś robaki, a na twarzy i jamie ustnej pojawił się trądzik. Szkoda zdrowia na ten rozpadający się budynek...