Opowiem wam historię, która przytrafiła mi się po wyjeździe do Holandii z agencji OTTO.
W zeszłym roku wyjechałam z chłopakiem i dwójką znajomych do pracy w Holandii, którą załatwiła nam Pani K.Sz. z agencji OTTO . Początkowo jak ustaliliśmy jeszcze w Polsce mieliśmy pracować w firma, która zajmowała się przedmiotami gospodarstwa domowego ( sortowanie zamówień, zbieranie zamówień za pomocą skanera itp.). Dzień przed wyjazdem Pani K.Sz. zadzwoniła do nas i powiedziała, że na tą chwilę nie ma dużo pracy w tej firmie i że możemy wyjechać za dwa tygodnie lecz może załatwić nam pracę zastępczą. Mięliśmy pracować na produkcji wyrobów mięsnych w temperaturze 5 stopni C.
Po namyśle zgodziliśmy się i następnego dnia wyjechaliśmy. Pani K.Sz. dała nam numer do mężczyzny, który miał czekać na nas w Holandii. Gdy dojechaliśmy do Venlo o godzinie 3 nad ranem czekał na nas autobus, który miał nas porozwozić po domkach w których mieśmy mieszkać bo również jechały z nami inne osoby.
Przed wyjazdem Pani K.Sz. zapewniała nas że będziemy mieli swój jeden domek w którym będziemy mieszkać tylko my w czwórkę. Jak się okazało po drodze kierowca powiedział nam, że nie zawiezie nas do domków bo "jest niedzielna noc i nikt w tej firmie nie pracuje, nawet tam nie wejdziemy i będziemy spać pod bramą". Kierowca zawiózł nas do innego domku gdzie ustąpiono nam jeden mały pokój (salon). W pokoju było nas około 20 osób, siedzieliśmy na podłodze. Rano ok. godziny 6 miały przyjechać po nas busy które porozwożą nas po domkach. Później okazało się, że busy przyjadą o godzinie 13...
Dzwoniłam pod każdy numer który znalazłam w internecie z agencji OTTO jak i pod takie które dostałam od innych osób z którymi wtedy byliśmy. Nikt nie odbierał po godzinie w końcu dodzwoniłam się do jednego Pana z agencji któremu opowiedziałam jaka jest sytuacji a on odpowiedział mi że nie ma z tym nic wspólnego i nie może nam pomóc tylko podał nam numer do innej Pani która mogła by coś wiedzieć lecz nikt nie odbierał. Po godzinie 14 busy zawiozły nas na miejsce gdzie mieliśmy mieszkać. Czekając na Pana który miał nam przydzielić domek spotkaliśmy innym mieszkających chłopaków którzy opowiadali o OTTO bardzo nieprzyjemne rzecz... Okazało się również, że nie będziemy mieszkać razem bo nie ma miejsc.
Ja z chłopakiem dostaliśmy pokój w domu w którym mieszkało 7 chłopaków a druga para w domu w którym mieszkało 8 osób. Wtedy już rozważaliśmy powrót do Polskie lecz przekonywano nas żebyśmy zostali i zobaczyli co będzie dalej, że zaraz miejsca się zwolnią i że będziemy mieszkać tak jak było to ustalone. Mieszkałam z chłopakiem w domku, który był tak brudny że trudno sobie wyobrazić. Nie dało się skorzystać z toalety ani wykąpać nie wspominając już o przygotowaniu jedzenia. Cały dom był prześmiardnięty i pełen dymu od palenia marihuany... W poniedziałek rano pojechaliśmy załatwić swój numer SOFI, który był potrzebny aby móc pracować w Holandii. We wtorek mieliśmy zacząć pracę lecz wieczorem dostaliśmy wiadomość, że mamy wolne. Tak samo było w środę, czwartek i piątek. W piątek zadzwoniła do nam pani z agencji która zaoferowała nam pracę bo rzekomo nie byliśmy nigdzie zatrudnieni...
Kobieta załatwiła nam pracę i mieszkanie, która znajdowała się 100 km od miejsca gdzie byliśmy ( ustaliliśmy że mamy mieszkać w czwórkę w hotelu pracowniczym i tak nam obiecała). Przyjechał po nas bus o godzinie 18 i nikogo nie informując pojechaliśmy. Na miejscu czekał na nas mężczyzna pracujący w tym hotelu i powiedział nam że to jakiś błąd i że on ma tylko pojedyncze wolne miejsca w pokojach. Każdy ma mieszkać osobno z innymi osobami. Nie zgodziliśmy się i byliśmy już tak zdesperowani, że poprosiliśmy tego Pana żeby ulokował nas gdziekolwiek do rana. Spaliśmy w pomieszczeniu w którym znajdowały się : miotły, materace, pralka, walizki z ubraniami, zepsute sprzęty AGD itp.
Dzwoniliśmy wszędzie gdzie się dało każdy nas zbywał, nikt nie chciał pomóc. Rano dodzwoniliśmy się do Pani K.Sz. z agencji która była "zszokowana" tym co usłyszała ale jak mówiła nic nie może zrobić. Przyjechał po nas kolegi brat mieszkający w Belgii który zabrał nas do siebie. Tak na prawdę dla OTTO nie istnieliśmy bo nikt się z nami nie kontaktował, jakbyśmy zaginęli nikt by nic o nas nie wiedział.
Myśleliśmy że mamy sprawdzoną tą agencje i możemy spokojnie wyjechać lecz po pewnym czasie i głębszym wyszukiwaniu w internecie napotykaliśmy się na różne ciekawe artykuły i negatywne opinie o tej agencji. Nie wiem czy to przypadek czy trafiliśmy na "zły czas" ale tak jak potraktowała nas ta agencje jest nie do przyjęcia. Dlatego nie polecam współpracy z tą agencją.
Pozdrawiam