Pracowałem poprzez Otto w Holandii 15 miesięcy na magazynie Jumbo w Nieuwegein, koło Utrechtu. Wyjechałem tam po raz pierwszy przez tą agencję. W biurze magazynu zostałem ciepło przywitany. Szkolenie, jak okazało się potem, odbiegało troszkę od realnej pracy. Szybko przekonałem się jednak, że to najlepsza praca w Holandii poprzez agencję, jaką miałem. Praca, to ludzie przede wszystkim. Kiedy atmosfera w pracy jest do (usunięte przez administratora) to największe pieniądze zniechęcą każdego.
Miałem pomieszane wówczas w głowie. W ciągu ostatnich 4 lat, chciałem kilka razy zabić się. Nawet będąc w pracy, robiłem przygotowania. Przyniosłem ze sobą małe co nieco. Po upływie 4 miesięcy mojej pracy tam, miałem akurat takiego mega doła od kilku dni. Przyszedł niespodziewanie do mnie obecny wówczas Job Coach, Maciej. Przyszedł potem jeszcze raz, obserwował mnie z odległości. Chyba coś wyczuł. Ja wówczas zastanawiałem się, jak skończyć ze sobą. Miałem nawet upatrzone "bocianie gniazdo", czyli odpowiednio wysokie miejsce, niedaleko mojego stanowiska pracy. Maciej "wspaniały" nie odpuszczał, zwłaszcza jak opowiedziałem mu swoją historię. Przychodził do mnie kilka razy, nawet tak z (usunięte przez administratora) Pewnego dnia miałem dość. Nikogo nie było w pobliżu wtedy. Wyciągnąłem ..., aby skończyć ze sobą. Obracam głowę a tam idzie Maciej w moją stronę. Pogadaliśmy trochę. Ta kolejna rozmowa z nim sprawiła, że zacząłem inaczej patrzeć na swoje życie. Minęło od tamtej pory trochę czasu. Zawsze jednak, kiedy wchodziłem do pracy, patrzyłem, czy siedzi w biurze. Kiedy miałem gorszy dzień, nie mogłem wyprostować pleców, na jego widok nagle szedłem prosto. Był jedną z nielicznych osób, na które mogłem zawsze liczyć. Zgłaszałem mu problem. Nie musiałem iść kilka razy do biura. Maciej "wspaniały" przychodził do mnie i udzielał mi wyjaśnień. Bardzo często więcej, niż chciałem w danej chwili wiedzieć. Jego osoba sprawiała, że czułem się tam bardzo dobrze. Kolejną osobą był Proces Lead Bartek. Widział we mnie człowieka, nie pracownika. Zwolnił się jednak. Wtedy powiedziałem sobie, że odeszli najlepsi ludzie, to i czas na mnie. Biłem się z własnymi myślami poznając inne osoby. Niektóre bardzo w porządku, jak wszędzie. Mimo mojego "średniego" wieku, nigdy nie słyszałem złośliwych uwag. Wszyscy pracownicy odnosili się do mnie z szacunkiem. Prezes magazynu widząc mnie, pierwszy witał się ze mną z daleka. Wiele osób dawało mi tam mniejsze wsparcie, ale nie mogę ich pominąć. Może zacznę od blond Pauliny, 1 pracownicy czasami na CPS. Była dla mnie czasami jak córka, którą zawsze chciałem mieć. Piotrek łyżeczka był dziwny, ale pomocny, proces Lead Hans, Holender - bez komentarza. Wujek Mieciu z Sosnowca zawsze pogodny i sprawiał, że inni też mieli od razu lepszy nastrój. Moje dzieci mieszkaniowe, które truły mnie swoimi papierosami na domku. Adam, (brat fajnej Ewy) na początku był wobec mnie negatywnie nastawiony. Z czasem był jedną z niewielu osób, które witały się tak ze mną. Nie sposób pominąć Patryka z czarnego Mercedesa. Na początku mojej pracy na CPS-ie, opowiadał o mnie, że jestem cwelem. Stali niektórzy 10-20 metrów ode mnie na hotelu, na kantynie i patrząc się na mnie, tak mnie określali. Potem też witał się serdecznie ze mną.
Jeszcze chcę wspomnieć celowo na końcu kogoś również wyjątkowego. Jest to czarnowłosa Roksana. Kiedy rozmawiałem z nią, czułem takie ciepło płynące od Niej. Nawet wspominam Ją od kilku dni. Chciałbym kiedyś mieć córkę i tak ciepło z nią rozmawiać, jak z Roksaną.
Napisałem na górze, że praca to przede wszystkim ludzie. Praca to też warunki pracy i zatrudnienia. Jeśli ktoś starał się, to szybko miał umowę na stałe. Gorzej było z godzinami pracy. Jedni narzekali, ale nie zgłosili tego w biurze, jakby tam wilkami ich straszyli. Drudzy z tego powodu zwalniali się. Wiem, że agencja ma różne opinie. Zdarzało się, że osoby w porządku, były niewłaściwie traktowane moim skromnym zdaniem.
Pracowałem przeważnie na ranki. Od 26 stycznia ub.r. przez 26 tygodni miałem tylko 11 razy popkę. Narzekałem czasami jak inni, bo to było już takie zaraźliwe. Nie pracowałem 40 godzin tygodniowo, ale mimo to, mogłem odłożyć na początku swojej pracy tam 7 500 zł. Od lipca 2025 roku gorzej było z godzinami, ale ponad 6 000 zł miesięcznie mogłem odłożyć. Nie traciłem kasy na alkohol, zioło itp. Miałem też zorgtoeslag. Agencja pomagała załatwić to. Bariera językowa, brak chęci, aby coś dla siebie zrobić niektórym rzucało kłody pod nogi.
Podsumowując moje wypociny zastanów się proszę dokładnie, czy pasujesz do takich ludzi, którzy szanują się wzajemnie. Nie jest to miejsce pracy dla ludzi z łapanki, a takich niestety ostatnio spotykałem w pracy.
Zastanów się, czy chcesz pracować poprzez agencję, która nie oszukuje na salarisach.
Pamiętaj, że to Ty przychodzisz tam i musisz dopasować się do innych, nie na odwrót.