Przygoda z agencją Upforce w moim przypadku to niestety pasmo rozczarowań i nieuczciwych praktyk. Do Holandii wyjechaliśmy w cztery osoby. Po dotarciu na miejsce okazało się, że magazyn, w którym mieliśmy pracować, nie poszukuje już pracowników — mimo wcześniejszych zapewnień agencji, że praca jest zagwarantowana.
Poinformowano nas, że nasze CV zostały przesłane do innego magazynu. Po czterech dniach oczekiwania okazało się na szczęście, że są tam wolne wakaty. Mam jednak wrażenie, że nie był to przypadek. Przez cały okres oczekiwania musieliśmy bowiem opłacać zakwaterowanie zapewnione przez agencję.
Samo lokum również pozostawiało wiele do życzenia. Każda osoba płaciła 20 euro za dobę za dom, który nie spełniał podstawowych standardów. Na ścianach był grzyb, jedna łazienka przeznaczona dla dziesięciu osób nie działała prawidłowo, a dodatkowo mieszkaliśmy około 60 km od miejsca pracy. Nikt wcześniej nie poinformował nas, że na same dojazdy będziemy tracić niemal trzy godziny dziennie.
Według umowy agencja Upforce zobowiązuje się do zapewnienia pracownikowi 40 godzin pracy tygodniowo. W praktyce wygląda to jednak zupełnie inaczej. Jeden z nas najpierw czekał cztery dni na rozpoczęcie pracy w innym magazynie niż ten, który był obiecywany przed wyjazdem. Następnie przepracował zaledwie cztery dni i został poinformowany, że w magazynie jest już zbyt wielu pracowników, więc agencja poszuka mu innego miejsca pracy. Po kolejnych kilku dniach usłyszał, że pracy dla niego nie ma i może wracać do Polski. Oczywiście przez cały ten czas musiał płacić za zakwaterowanie, mimo że pozostawał w niepewności z winy agencji.
Odniosłem wrażenie, że priorytetem Upforce jest maksymalne ograniczanie własnych kosztów kosztem pracowników. Warto również wspomnieć, że niezależnie od wysokości zarobków różnego rodzaju opłaty i potrącenia pochłaniają bardzo dużą część wynagrodzenia. Dodatkowo pracownikom często grozi się różnymi karami, natomiast gdy próbuje się uzyskać konkretne informacje na infolinii, trudno otrzymać jasne i spójne odpowiedzi.
Komunikacja z agencją jest chaotyczna i sprawia wrażenie całkowicie niezorganizowanej. Prawdziwym kuriozum jest jednak obowiązkowa opłata w wysokości 150 euro pobierana po opuszczeniu mieszkania, niezależnie od jego stanu. Mimo że dokładnie posprzątaliśmy pokój i oddaliśmy go w stanie nie gorszym niż ten, w którym został nam przekazany, opłata została naliczona.
Mam nadzieję, że ta opinia pomoże innym osobom podjąć świadomą decyzję i sprawi, że choć jedna osoba zrezygnuje ze współpracy z tą agencją po zapoznaniu się z moimi doświadczeniami.
Nie pozdrawiam.