Pracowałem tam przez jakiś czas. Na pierwszy rzut oka firma - przepraszam, „organizacja” - jak każda inna. Nic szczególnego. Stara się kreować na nowoczesną: wszyscy są równi, każdy jest ważny, każdy może współdecydować o losach firmy, itd. Tyle że w praktyce wygląda to zupełnie inaczej.
Zarządzana jest przez osoby decyzyjne, tzw. „headów”. To programiści, PO/PM, itd. Mają realny wpływ na kierunek i działania firmy. Ich zachowania bywają bardzo różne. Dla klientów oczywiście są uprzejmi i profesjonalni, ale wobec pracowników potrafią być opryskliwi i wywierać presję całkowicie nieadekwatną do sytuacji. Coś, co w nowoczesnych firmach powoli zanika, tutaj ma się nadal całkiem dobrze.
System gratyfikacji opiera się na ocenach. Wszyscy wzajemnie wypełniają ankiety, a uzyskany wynik wpływa na wynagrodzenie i poziom zawodowy. Skala jest określona: np. 1–2 to intern, 2–4 junior, 4–6 regular, 6–8 senior. Problem w tym, że oceniają Cię również osoby, z którymi nie masz żadnej styczności, a headowie często po prostu nie biorą udziału w procesie bo im się nie chce. Równość i poważne traktowanie...
I teraz pytanie do Ciebie - jak sądzisz, co jeśli Twoja ocena wyniesie np. 5,9. Logicznie zakładasz, że to wystarczy, by awansować na poziom seniora. Przecież to tylko 0,1 różnicy, masz doświadczenie, dobrą opinię w zespole. Otóż nie. System jest święty i nie awansujesz. Mam wrażenie, że ten mechanizm stworzono właśnie po to, by awans był trudniejszy do osiągnięcia. „Brakuje Ci tylko trochę”, „Następnym razem na pewno się uda”, „Pokaż wszystkim swój poziom”. Problem polega na tym, że większość pracowników (w tym ja) traktuje te ankiety jak zło konieczne. Chcą je po prostu odbębnić i wrócić do pracy. W efekcie oceny jakie uzyskasz mogą być przestrzelone w każdą stronę.
Drugim, poważnym problemem jest ideologizacja środowiska pracy. Prezentacje o feminizmie, równości, nowoczesnych wartościach, do tego komentarze polityczne - to wszystko staje się elementem pracy w U.K. Jeśli przychodzisz do pracy, by pracować, a nie słuchać wykładów z zakresu poprawności politycznej, warto się zastanowić, czy to miejsce jest dla Ciebie i czy będziesz w stanie wytrzymać to na dłuższą metę.
Podczas jednej z rekrutacji do mojego zespołu padło stwierdzenie: „Fajnie byłoby zatrudnić dziewczynę, ale żadna się nie zgłosiła”. Naprawdę? Czyli ważniejsze jest, by zatrudnić kobietę, niż po prostu kogoś kompetentnego bez względu na takie czy inne cechy? Gdzie tu równość?
Podsumowując: to kolejna firma z serii „mała, ale z wielkim ego”. Praca tam nie przyczyniła się do mojego rozwoju. To typowy software house, w którym jakość usług jest adekwatna do ceny.
Jeśli chodzi o współpracę i atmosferę - szczerze i bez złośliwości - pracowałem w lepszych miejscach.
Trzeba uczciwie przyznać: nie oszczędzają na dodatkach. Są przekąski w biurze, pakiet medyczny, oczywiście opieka psychologiczna. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda bardzo dobrze. Ale z czasem zaczynasz odczuwać, że ta firma po prostu męczy.