Oceniam sklep w Galerii Krakowskiej. Praca bardzo przyjemna i jak dla mnie ciekawa. Mnóstwo klientów, czasem 10 osób wokół jednej konsultantki. Nigdy nie narzekałam na zmęczenie, ponieważ nie miałam na to czasu. Okres przedświąteczny to apogeum ruchu w sklepie, ale też większa stawka godz (byłam na umowę zlec). Okres próbny to marne pieniądze, ale przy umowie o pracę pensja zaczyna wyglądać bardziej sensownie. Do tego dochodzą bony Sodexo, całkiem pokaźne. Ponadto pracownik YR ma prawo do znacznych upustów przy zakupie produktów firmy i bierze udział w konkursach sprzedażowych, które zmieniają się wraz z co 3-tygodniowymi promocjami i wymianami witryn. Jednak tego konkretnego miejsca reprezentującego YR nie mogę ocenić dobrze, ponieważ spotkały mnie tam ogromne problemy w związku z kierowniczką i jedną z pracownic, która była zarazem jej oczkiem w głowie. Po około 1,5 miesiąca praca tam stała się koszmarem, który charakteryzowało donosicielstwo i fałszywe oskarżenia ze strony ulubienicy, a w związku z tym moje niemal codzienne wizyty na dywaniku u szefowej. Przy czym moje tłumaczenia i łzy nic nie znaczyły i mogłam co najwyżej zrezygnować z pracy. Zwolniono mnie po 3 miesiącach, na dodatek uniemożliwiając mi pracę w innych sklepach firmowych YR do tego stopnia, że po 5 minutach od wykonania przeze mnie telefonu to danego sklepu dostawałam odpowiedź, że jednak nikogo nie potrzebują do pracy (podczas, gdy potrzebowali 5 minut wcześniej!). Wiadomo, szybkie wykręcenie numeru do kierowniczki GK i byłam spalona. Podsumowując: jedynym wyjściem zatrzymania się na dłużej w tym konkretnym sklepie jest całkowite niewybijanie się, kładzenie uszu po sobie, gdy na ciebie krzyczą (a krzyczą, oj krzyczą) i absolutne podporządkowanie się tej, którą hołubi szefowa. I z tego co wiem, od czasu jak tam pracowałam niewiele się zmieniło, co wywnioskowałam z relacji mojej koleżanki-klientki sklepu w GK, która była świadkiem jak szefowa publicznie i bardzo głośno opieprzała pracownicę, któr