Z wielką chęcią opiszę moją przygodę z Nagel Group.
Pewnego dnia, wychodząc z pracy w Polsce, otrzymałem telefon z propozycją pracy pod Berlinem w fabryce czekolady za stawkę 8,5 euro za godzinę. Czegoś takiego właśnie szukałem, ponieważ ze Szczecina mam stosunkowo niedaleko, więc zgodziłem się bez dłuższego zastanowienia ani pytań. Po otrzymaniu informacji odnośnie pracy okazało się, że podana stawka jest kwotą brutto, zatem otrzymam 6,8 euro na rękę. Natomiast za mieszkanie odciągają 210 euro miesięcznie. Co więcej miejsce pracy jest oddalone od miejsca zamieszkania o 30 km, więc dochodzą dodatkowe koszty dojazdu. Mimo tego postanowiłem nie rezygnować i przekonać się jak to będzie.
Po dojechaniu na miejsce dwaj inni pracownicy, których zastałem w mieszkaniu powiedzieli mi, że to ja mam ich wozić do pracy swoim samochodem. Nikt wcześniej mnie o tym nie informował ani niczego takiego ze mną nie ustalał. Mieszkanie zastałem w wielkim nieładzie i brudzie. W pokoju, w którym miałem rzekomo mieszkać były rzeczy innej osoby. W tym jakieś pozostałości po narkotykach. Zacząłem wszystko wynosić do innego pomieszczenia bo przecież chciałem gdzieś usiąść i się chociaż wstępnie rozpakować. Nie było żadnej szafki. Tylko krzesło, dwa materace na jakimś drewnianym stelażu (trudno to nazwać łóżkiem) oraz brudna lodówka z rzeczami innej osoby, no ale cóż... Nie spodziewałem się 5-cio gwiazdkowego hotelu. Mimo tego przydałby się ktoś reprezentujący agencję pracy, ktoś kto wprowadzi nowego pracownika i co jakiś czas pilnuje porządku.
Zaraz po zostawieniu rzeczy zacząłem sprzątać syf w łazience. Nie wyobrażałem myć się kiedy jest w takim stanie, ponieważ wyszedłbym z niej jeszcze bardziej brudny. Następnie chciałem podgrzać sobie coś do jedzenia, więc przy okazji posprzątałem w kuchni.
Kiedy poprosiłem jedną z osób, która już tam była parę dni w pracy na tym samym stanowisku i miejscu co ja miałem pracować, o pokazanie umowy, ku zdziwieniu moim oczom ukazała się cała w języku niemieckim. Nie było w niej mowy o stawce godzinowej czy miesięcznej. Jedynie to, że zapewniają 100 godzin pracy miesięcznie. Wychodzi na to, że pracuje się tylko czasami lub jedynie średnio 5 godzin dziennie. Proszę sobie samemu obliczyć ile w rzeczywistości zarobilibyśmy w takim przypadku kiedy odciągają 210 euro za mieszkanie oraz trzeba zapłacić za dojazd.
Około godziny 1-szej w nocy wpadli do mieszkania pozostali dwaj pracownicy. Byli na jakichś środkach odurzających lub po prostu pijani. Jeden z nich zaczął krzyczeć żebym wstawał bo musi ze mną pogadać. Po chwili oboje weszli do pokoju, w którym próbowałem usnąć. Jeden z nich wyciągnął spod materaca, na którym leżałem woreczek z narkotykami. Wcześniej to on spał w tym pomieszczeniu i widocznie to był jego schowek. Natomiast drugi zaczął wydzierać się do mnie cyt. "czy wiesz od czego tutaj jesteś?" i mówiąc, że jestem ich kierowcą, który wiezie ich rano do pracy.
Po tym wszystkim doszedłem do wniosku, że tracę tam tylko swój czas i nerwy. Przyjechałem tam w celach zarobkowych a nie żeby użerać się z innymi mieszkańcami. W dodatku pracując za jakieś śmieszne pieniądze. Zabrałem swoje rzeczy i wyniosłem się z mieszkania. Zostawiłem jedynie skrzynkę jabłek dla chłopaków bo nawet nie mieli co jeść.
Kiedy wróciłem otrzymałem wiadomość z oskarżeniami, że ukradłem jakąś antenę. Ponoć otrzymali taką informację od jednego z tamtych mieszkańców. Osoba, którą poczęstowałem piwem i dałem skorzystać z laptopa. Osobie, której posprzątałem w mieszkaniu, zostawiłem skrzynkę jabłek i sprzedałem na koniec chleb bo nie miała co zjeść na śniadanie twierdzi, że ukradłem jakąś antenę? Niektórzy ludzie nie mają za grosz honoru, wstydu, wartości ani godności.
Nigdy więcej nie chcę mieć nic do czynienia z takimi pracownikami oraz agencjami jak Nagel Group.