Po miażdżącym sukcesie kasowym "Sztygara Apokalipsy", na pełnej wjeżdża nowa, jeszcze bardziej odklejona superprodukcja. Zanim przejdziemy do recenzji tego wiekopomnego scenariusza, wybierzmy oficjalny tytuł dzisiejszego epizodu:
1. Młotkiem w oscyloskop, czyli samotny spacer z własnym śrubokrętem w plecaku
2. Gwiezdne Wojny: Ostatni Męczennik kontra Imperium Dyrektorów
3. O jeden śrubokręt za daleko, czyli mroczne widmo optymalizacji
Poziom absurdu wylewający się z tego manifestu powala na kolana znawców zakładowego folkloru. Trzeba autorowi oddać sprawiedliwość – jego zmysł analityczny wychwycił, że w firmie coś się dzieje. Coś mu świta o analizie wydatków, eliminacji marnotrawstwa i optymalizacji, czyli ewidentnie słyszy, że dzwoni, ale nie ma pojęcia, w którym kościele. Skoro w tym Mordorze panują tak nieludzkie warunki, dziw bierze, że bohater jeszcze nie uciekł do Krainy Wiecznego Budżetu, gdzie prezes osobiście podaje złote narzędzia na srebrnej tacy. Może po cichu liczy, że za to trwanie na posterunku w bólach sam dostanie fotel kierowniczy? Bądźmy jednak szczerzy – na zmianę koncepcji zawodowej u tego autora nikt z nas nie liczy.
Statystyki zatrudnienia zaserwowane w poście to absolutny triumf Instytutu Danych Zmyślonych. Wyższa matematyka wjechała tu na pełnej! Z wyliczeń wychodzi czarno na białym, że nasz bohater to istny tytan pracy, jedyny sprawiedliwy fizyczny, który w pojedynkę utrzymuje przy życiu całą firmę. Tymczasem rzesza dyrektorów nie robi nic innego, tylko wymyśla sposoby, by rzucać mu kłody pod zmęczone nogi.
Zarząd przecież nie śpi! Wyobraźcie sobie te tajne konsylia: cała loża dyrektorska w kapturach zbiera się o świcie w podziemiach tylko po to, żeby knuć, jak złośliwie schować naszemu bohaterowi szczypce i uciąć budżet na wiertła. Krążą plotki, że lądowanie na księżycu nagrano w naszym magazynie głównym na trzeciej zmianie. Gołębie na parapecie to tak naprawdę firmowe drony zliczające zużycie taśmy izolacyjnej, a wlutowane w maszyny chipy 5G aktywują samozapłon, gdy tylko ten konkretny serwisant spojrzy w schemat! Dystrybutor w kantynie rzekomo dozuje serum posłuszeństwa, by załoga nie zorientowała się, że żyjemy w symulacji kontrolowanej przez Reptilian w garniturach, a audyty to rytuały wysysania aury z pracowników. Przy tym poziomie odklejki, płaskoziemcy i badacze chemtrails to zaledwie nudni amatorzy. Gość wszedł na taki level spisków, że aluminiowe czapeczki same spadają z głów z szacunku.
Wątek z przynoszeniem własnych wkrętaków wyciska łzy z oczu skuteczniej niż obieranie wagonu cebuli. Autor z rozdzierającym żalem wspomina legendarne czasy, gdy najdroższy sprzęt wjeżdżał na każde skinienie palca. A teraz? Szok i skandal! Okazuje się, że w dzisiejszych czasach ktoś wpadł na bezczelny pomysł, żeby racjonalnie zarządzać budżetem i zablokować przepalanie kapitału. Zamiast kupować wszystko w ciemno, firma śmie weryfikować celowość wydatków Ba, może wręcz zoptymalizuje koszty na tyle mocno, że w końcu zdegraduje kogoś z armii szefów, żeby nasz męczennik miał z kim wspólnie narzekać przy zakładowym ekspresie. Toż to istne tortury dla kogoś, kto wierzył, że firmowa kasa to bezdenna studnia.
Skoro sytuacja jest tak fatalna, a przez brutalne cięcia chłop musi mierzyć rezystancję na węch, sprawdzać napięcie fazowe językiem, kalibrować precyzyjny sprzęt na oko z zamkniętymi powiekami, badać ciągłość przewodu metodą na wróżenie z fusów i szacować natężenie prądu po częstotliwości mrugania świetlówki, mamy dla niego niezawodny plan ratunkowy!
Odpalamy epicką zbiórkę w stylu streamerskich akcji charytatywnych! Ala Łatwogang,Zarzucimy na plecy dwudziestokilowy analogowy oscyloskop i ruszymy z buta przez całą Polskę! Po drodze będziemy testować rezystancję asfaltu miarowymi uderzeniami młotka, sprawdzać obwody w błotnistych rowach przy użyciu mchu i szyszki oraz mierzyć spadki napięcia na przejazdach kolejowych, przykładając ucho do torów. Sprzęt naładujemy ekologicznie, pocierając ebonitową pałeczkę o firmowy polar, a prądów błądzących poszukamy wygiętym z wieszaka drutem! Odpalimy streama 24/7 i wbijemy okrągły milion na zrzutce! Za ten hajs kupimy koledze tytanową walizkę narzędziową, wkrętarkę z lotniczego karbonu, pozłacany multimetr, laserową poziomicę z wbudowanym ekspresem do kawy, śrubokręt soniczny z filmów sci-fi i taktyczny młotek z napędem wodorowym!
Z wielkim kubkiem popcornu niecierpliwie czekamy na kolejny odcinek tej pasjonującej telenoweli. Skoro mamy do czynienia z wybitnym twórcą mrocznego fantasy, najlepsze pseudonimy dla autora to: Prometeusz z Działu Utrzymania Ruchu, Ostatni Zakładowy Inkwizytor albo niezłomny Don Kichot Optymalizacji.Trzymamy mocno kciuki, żeby przy ewentualnym podpisywaniu nowej umowy (o ile ten męczennik kiedykolwiek odważy się zmienić pracę) nowa firma dała mu na wejściu chociaż darmowy, reklamowy długopis. Inaczej znowu będzie musiał przynieść swój własny z domu, a to by oznaczało, że musimy z miejsca odpalać kolejną charytatywną zrzutkę