Aktualnosci
Skandal na cmentarzu Centralnym
Napisane w Nowinach Gliwickich 2014-11-26
Tylko u nas: Stanisław S., ochroniarz, który zbezcześcił grób 19-latka, przeprasza.
Próbujemy odpowiedzieć na pytanie, czy oskarżenia matki zmarłego wobec policji są słuszne. Kobieta twierdzi, że policjanci kazali jej zamontować na cmentarzu kamerę.
To działo się w nocy. Na kilku filmach widać wyraźnie, jak dobrze zbudowany mężczyzna niszczy dekoracje, zabiera z grobu kwiaty i wieńce, szarpie dużą donicę, jakby chciał ją przewrócić. Na niektórych ujęciach pojawia się jeszcze jeden ochroniarz – policja bada jego udział w sprawie.
Od końca września okradany i niszczony był grób 19-letniego Damiana na cmentarzu Centralnym. Matka zmarłego: „wiem, kto jest cmentarną hieną, mam film, będzie pani w szoku”. Rzeczywiście, szok. Okazało się, że „cmentarna hiena” to pracownik znanej w Gliwicach agencji ochrony. Tej, która cmentarz ochrania…
Damian, syn Anny Cz., zmarł tragicznie rok temu. Ostatnio na jego grobie zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Ginęły wieńce, kwiaty, maskotki i figurki. Wszystko leżało w śmietniku. Pani Anna stwierdziła, że ktoś robi jej na złość. Nawet ochrona nie pomogła. W gliwiczance obudziła się żyłka detektywistyczna. By wykryć sprawcę, zamontowała na cmentarzu kamerę. Pokazała nam nagranie. Tłumaczy ono, dlaczego ochrona nie pomogła.
Grób plądrował… ochroniarz.
Co zmarły zawinił?
Ochroniarz to Stanisław S. Zmarły nic mu nie zawinił. Czyny wymierzone były w matkę. S. i pani Anna znali się z pracy. Kobieta od wiosny do września tego roku była zatrudniona w tej samej agencji. Też ochraniała cmentarz. Wtedy ze Stanisławem S. się skłóciła. Pani Anna twierdzi, że mężczyzna pisał na nią donosy, plotkował o niej i innych kolegach.
Od kilku informatorów dowiadujemy się także czegoś o samej pokrzywdzonej. Okazuje się, że była skonfliktowana z wieloma ochroniarzami. Że w czasie pracy na cmentarzu nie wykonywała należycie swoich obowiązków. A pewnego dnia do pracy nie przyszła, więc ją zwolniono.
Podejrzany to pracownik Certum, jednej z najbardziej znanych gliwickich agencji ochrony. Tu jego zachowaniem są oburzeni, nazywają je żenującym. Kiedy szef Certum zobaczył nagranie, decyzję podjął natychmiast. Stanisław S. nie jest już jego pracownikiem. Za naszym pośrednictwem firma przeprasza. Jej przedstawiciele obiecują, że zrobią wszystko, by zniszczony wizerunek naprawić. O pani Annie mówić nie chcą. Nic nie tłumaczy bezczeszczenia grobu.
Udało nam się porozmawiać z podejrzanym. Stanisław S. chce za pośrednictwem naszej gazety przeprosić pokrzywdzoną. Żałuje tego, co zrobił. – Sam nie wiem, co mi strzeliło do głowy – mówi. – Chciałem jej po prostu zrobić na złość – tłumaczy. Po chwili dodaje: – Nie chcę teraz źle o niej mówić, ale… ona ma wielu wrogów. Nie dało się z nią pracować. Wiedziałem, że jak jej te rzeczy z grobu wezmę, to ona się zdenerwuje. Tylko tak mogłem się odegrać. Wiem, to głupie. Chcę więc jej powiedzieć, że bardzo przepraszam i że zostałem już zwolniony.
Kto pani Annie kazał detektywem zostać
Policji też się dostało. Od pani Anny i ogólnopolskich mediów, z którymi rozmawiała zaraz po tym, jak pierwszy artykuł ukazał się w „Nowinach”. Gliwiczanka oskarża policję, a dziennikarze te oskarżenia powtarzają.
Matka Damiana zarzuca gliwickim stróżom prawa przede wszystkim lekceważenie. Gdy zgłosiła im sprawę bezczeszczenia grobu, stwierdzili ponoć, że szkodliwość czynu za mała i przydałyby się dowody. Mundurowi mieli kobiecie powiedzieć, by wynajęła detektywa lub wszystko nagrała. Wtedy zakupiła kamerę. To jej wersja dla prasy i telewizji. Okazuje się jednak, że inną podała podczas przesłuchania.
Mówi komisarz Marek Słomski, of