Parę moich koleżanek będąc na studiach dorabiało w Artusie,była to zawsze okazja do zarobienia paru groszy. Był to fajny czas.
Firma Artus- kiedyś to była najlepsza tania odzież w Krakowie, za fajne pieniądze można było kupić doskonałe rzeczy, niestety te czasy minęły bezpowrotnie.Od jakiegoś czasu firma Artus wprowadziła politykę niezrozumiałą dla normalnego klienta, z taniej odzieży stała się drogim , bardzo drogim komisem.Kiedyś dostawy towaru były stałe i faktycznie w dniu dostawy asortyment był bardzo obszerny, ceny od tanich do średnio drogich tj od 10-40 zł . Można było naprawdę kupić fantastyczne ciuchy,firmowe,modne i na czasie .Był to czas kiedy w sklepie były tłumy ludzi i w związku z tym co chwilę dorzucano nowy towar bezpośrednio z worków lub czekało się kiedy ekspedientki przy ladzie wycenią towar bezpośrednio z sortowni a potem wyrzucą go do sprzedaży. Czasami przeszkadzała ilość rzucających się kobiet na ciuchy ale uważam ,że było to lepsze niż to co teraz dzieje się w tej hurtowni .Dawniej nawet ktoś kto nie miał w sobie instynktu łowcy i osoby przepychającej się i walczącej o ciuchy mógł znaleźć coś dla siebie. Sklep nastawiony był zarówno na handlarzy ( co czasami denerwowało) jak i na zwykłych detalistów. Od jakiegoś czasu szef Artusa zmienił politykę zarządzania i sprzedaży. Zmienił i to na gorsze. Z niewiadomych przyczyn w dniu dostaw tj, wtorek, czwartek i sobota dostawy nowych ciuchów są bardzo marne. Worki są dostarczane raz na parę godzin , a jak już jakiś pan dorzuci pojedynczy worek to głowa boli co on dorzucają. W workach są stare niemodne ciuchy za oburzająco wysokie ceny. Towar jest bardzo kiepskiej jakości, ciuchy są niemodne i bez jakiegokolwiek wyrazu ,czasami są to też ciuchy nowe z metkami ale widać,że są to ubrania z jakiś odrzutów ze sklepów na zachodzie,niemodne i z bardzo dawnych czasów. Sprzedawcy argumentują ,że towar jest ładny, ale co maja mówić- muszą tak mówić.Ma się wrażenie ,że Artus nastawiony jest tylko na hurtowników i handlarzy, bo kiedy oni mogli kupować towar w sklepie, dostawy towaru były fantastyczne i cały czas dorzucano nowy towar - worek za workiem ,teraz kiedy handlarze już nie przychodzą ciuchy dla zwykłych klientów są okropne. Od zmiany polityki zarządu Artusa towar jest bardzo kiepskiej jakości, żeby trafić na coś modnego trzeba mieć bardzo duże szczęście. Jak już znajdzie się coś firmowego to płaci się nie za ciucha tylko za metkę. Ciuchy z metką np. zara kosztują 65 zł i nie ma znaczenia czy jest to rzecz modna czy nie, warta tej ceny czy nie. Dawniej można było znaleźć takie ciuchy za 25-29 zł . Teraz dla szefa liczy się tylko kasa , ale myślę,że powinien się Pan opamiętać bo z kultowego miejsca zrobił Pan pusty hangar z kilkoma klientkami,które czasami z desperacji wydadzą te 45-65 zł za rzecz którą w innych ciucholandach można kupić w cenie 25-30 zł. Taka polityka jest polityką na krótką metę. Żadna mądrze myśląca dziewczyna nie kupi w taniej odzieży używanej sukienki za cenę 65zł kiedy dodając 30 zł może kupić sobie w sklepie w normalnej cenie czy tez na wyprzedaży, czy w outlecie sukienkę całkiem nową i to w takim rozmiarze jaki jej pasuje. Idea taniej odzieży polega na szukaniu okazji , dawniej wydawało się co sobotę w dniu dostawy 150 zł i wychodziło się z siatką fantastycznych ciuchów,teraz w sobotę nawet kiedy człowiek ma ochotę coś kupić wychodzi się z pustą siatką, bo albo ciuchy beznadziejne albo jak już na siłę coś się znajdzie co ewentualnie można byłoby kupić to po zobaczeniu na cenę tj 45-65 zł człowiekowi zaświeca się " żarówka" i zastanawia się czy ta rzecz faktycznie jest mi niezbędna i czy warta aż takich pieniędzy. Niech Pan sobie to przeliczy - dawniej młoda dziewczyna wydawała średnio 100 zł tygodniowo -czyli miesięcznie ok 400 zł - miała za te pieniądze wiele modnych ciuchów. Łatwiej było wydać 20 zł za jednego ciucha chociaż kupowało ich się wiele więcej -co łącznie dawało 100-150 zł .Teraz ja i moje koleżanki nie wydajemy w Artusie żadnych pieniędzy bo ceny są chore .Kiedy za jednego ciucha mamy zapłacić 45-65 zł to po prostu wolimy iść do konkurencji albo zwyczajnie do galerii.I nie przekonuje nas argumentacja często przytaczana przez personel Artusa ,że w galerii ciuchy są drogie- niestety nie jest to zawsze prawda. Czasami warto zapłacić za nową bluzkę 69 zł niż 45 za bluzkę z ciuchów -używaną i czasami z jakimiś małymi wadami
.Szef Artusa ma w Krakowie wiele innych sklepów .I co z tego ,że część sklepów Artusa w Krakowie ma ceny od 12-25 zł ,kiedy te ciuchy to już totalne dno. Przewożone ze sklepu do sklepu.Dawniej hurtownia na 29 listopada była pierwszym miejscem gdzie dorzucano towar z tzw tira teraz ciuchy są jedynie przewożone z sklepu do sklepu. Szkoda gadać!!!
Panie szefie niech się Pan zastanowi czy nie lepiej obniżyć ceny i polepszyć asortyment i tym przyciągnąć grono wiernych klientów niż dalej sztucznie zawyżać ceny i czekać na