Dzień dobry. Pracowałem w Capie niecały rok. O rekrutacji nie będę pisał, bo chyba wszystko zostało już w tym wątku wyjaśnione, w każdym razie trafiłem do "księgowości", ale nie była to powtarzalna i łatwa praca, sporo trzeba było się nauczyć i ogarniać, nawet jakaś wiedza ze studiów się przydawała. Angielski na poziomie B2 spokojnie wystarczył, w moim projekcie używało się go dużo, ale tylko w formie pisanej.
Była to moja pierwsza (i jak dotąd, jedyna) praca w korpo. Jako świeżak po studiach, uważałem (i nadal uważam), że kasa była znośna, i nie to było powodem rozstania się z firmą. Problem tkwił w czymś innym : wymagania były nieadekwatne do płacy. Mieliśmy kilka deadline'ów na różne zadania w miesiącu, co wiązało się z nadgodzinami. Były one. rzecz jasna, do odbioru, co było w ciekawy sposób tłumaczone : płacono za te"nie z naszej winy", natomiast te "z naszej winy" były do odbioru. Domyślacie się, jak było to załatwiane : coś, co w praktyce było nadmiarem obowiązków w krótkim czasie, uznawano za nadgodziny do odbioru, bo przecież teoretycznie mogłeś się z tym odrobić. Czasem było inaczej, od czego to konkretnie zależało, nie wiem. Przyznam tyle, że wraz z nabywanym doświadczeniem pracownik faktycznie zaczyna radzić sobie lepiej i nie nabija już 10, tylko 2 nadgodziny w miesiącu (no chyba, że awansuje, wtedy już nie uniknie OT).
Druga sprawa : rozliczanie czasu pracy w zasadzie co do minuty, za sprawą oprogramowania na PC. Nie wiem, na ile jest to powszechne w różnych korpo rozwiązanie, jak dla mnie to jest patologia, tym bardziej, że specyfika projektu sprawiała, że i tak w niektóre dni siedziało się po czasie, a w inne pół dnia nudziło (rzadko). Na koniec miesiąca byliśmy rozliczani z konkretnych statystyk, a presja na zaliczenie wszystkiego na 100 % była ogromna, więc liczenie komuś minut przerwy w danym dniu wyglądało śmiesznie.
Kolejna sprawa : liderzy. Wiadomo, ludzie są różni, ja trafiłem na osobę, która na dłuższą metę ani mnie ziębiła, ani grzała, była raczej profesjonalna, parę razy zirytowała swoim podejściem ("nie pasuje, to zmień pracę", łatwo mówić, bo to innym przybywało obowiązków po odejściu pracownika), ale jedno wszyscy mają wspólne : poddańcze podejście do klienta . Dochodziło wręcz do absurdalnych sytuacji, kiedy przerzucało się na pracowników kolejne obowiązki, robiło rzeczy nadprogramowe "żeby klient był zadowolony". Klasyczna nadgorliwość w stosunku do przełożonych i czasem zwyczajny strach, ale to akurat powszechne w innych firmach.
Generalnie czułem się tam zwyczajnie źle, stres był nagminny, a sama specyfika pracy, co zrozumiałem z czasem, po prostu była nie dla mnie.
Plusy : otaczają nas w większości młode osoby, także przekłada się to na atmosferę (oczywiście to też kwestia szczęścia, na kogo się trafi). Swoją drogą, proporcje ilości zatrudnionych w całym Capie kobiet do mężczyzn to 3:1, i wiedzcie, że to też ma swój wpływ na ogólny sposób zarządzania i pracy.
Dalej : praktycznie brak dress code'u (dżinsy i tshirt), zaplecze socjalne (w korpo to standard, ale wierzcie mi, nadal w wielu firmach w bufecie/szatni/jak zwał tak zwał, nie ma nawet dozownika z wodą, nie wspominając o cukrze, także herbatka, kawa i mleczko w CG to luksusy), mimo wszystko kasa, łatwość w dostaniu się tam jako osoba bez doświadczenia, czy nawet bez wykształcenia wyższego, ogólnie pojęta kultura i higiena. Tyle, że część tych rzeczy to już dzisiaj w dużych firmach norma i nie ma tu za bardzo czym się chwalić, a doceniać to będą głównie osoby, które zasmakowały pracy w firmie o marnych standardach. Większości minusy przesłonią plusy i po jakimś czasie każdy i tak będzie szukał większych pieniędzy. Myślę, że Cap o tym wie i jest to w jakimś sensie element ich strategii, może to i dobrze.
Pozdrawiam.