Umowa o pracę jest, praca sprzedawcy wyceniona na nieco ponad średnią krajową.
Na tle innych sieciówek nie wygląda to najgorzej.
Zniżek pracowniczych nie ma, no nie ma i trudno.
Nie dostaniesz koszulki pracowniczej, powiedzą Ci tylko, że ma być czarna. Ale za to możesz śmiało ostentacyjnie reklamować inny sklep, mając na sobie jego logo. Nikt Ci na to uwagi nie zwróci, nikt o to nie dba.
Do pracy idziesz pół h wcześniej by w ciągu dnia mieć te pół h na przerwę.
Standard obsługi klienta i te całe materiały szkoleniowe, które czytasz w biegu… są postarzałe, ale to nieważne, w Carry i tak nikomu nie zależy na wyniku, nikt się więcej niż w 30% nie stosuje do tego co przeczytał.
Oczywiście wypowiadam się na temat salonu w którym pracowałam – jednym z 3 w Toruniu.
Praca nie jest rozwijająca, nie jest szczytem marzeń, ale przy odrobinie wysiłku pracowników, mogłaby być chociaż przyjemna atmosfera.
Na smyczkach pracowników widzimy napis "Carry Team".
Nie jest to team nawet w najmniejszym stopniu, a szkoda... bo mając przed sobą monotonny dzień metkowania, wieszakowania, składania i wypatrywania klienta (bo zdarzają się dni z ruchem minimalnym, kiedy na siłę szukasz zajęcia), można by chociaż iść do pracy z poczuciem, że są tam fajni ludzie.
Owszem, każdy do każdego się uśmiechnie… ale potem obgada, obśmieje, poniży.
Wystarczy kilka takich osób w zespole i odechciewa się wszystkiego. Mistrzowie szydzenia z innych, obgadywania - świetnie bawią się w swoim towarzystwie… ale odchodząc na bok, szydzą z siebie nawzajem – każdy z każdego.
W końcu już jesteś głupi, już nie wiesz kto tu kogo lubi i kto tu jest normalny.
Jedyne co masz, to wszystko w d***. Albo grasz w to co oni, albo odchodzisz na bok.
Można by się zapytać co w tym czasie robi kierownik – główny kierownik tylko się uśmiecha...
Bez względu na to, co się dzieje i też bez względu na to czy robisz coś dobrze, czy źle... On się uśmiecha.
Lubi też bardzo zatrudniać swoich znajomych, no cóż.
Chciałbyś się więc w tej beznadziei czegokolwiek nauczyć, czymś się zająć by czas szybciej leciał, ale nie, nie da się...
Umiesz tylko tyle, ile sam zaobserwujesz, ale i tak nieprędko będziesz mógł to wykorzystać.
Nie wytłumaczą Ci, nie dadzą materiałów i wskazówek dotyczących VMu... Ty jesteś nowy (a raczej, są starsi stażem) więc Ty stój 12h a Oni załatwią resztę i spędzą ten czas konstruktywniej. Jak już jednak coś zrobisz i będzie źle… będzie tylko FOCH i zero informacji zwrotnej, która mówiłaby Ci cokolwiek o tej sytuacji.
O tym, że wejdziesz za kasę i będziesz miał jakąś odmianę, też szybko nie marz – to jest strefa kierowniczek…
Obsługi kasy nauczą parę osób, tylko po to by mieć czas na kawkę, gadanie, zakupy i telefony na zapleczu.
Tak, są tacy, których przerwa nie trwa 30… a 50 min, potem zakupy… i pretensje do załogi, że nie angażują się w pracę. Nie nadają się do tego co robią mimo ich świętego przekonania o własnej zajebistości. Patrzysz na nie i ci się odechciewa… One w sumie same otwarcie przyznają, że nienawidzą tej pracy… więc czego chcieć więcej. Nie nadają się do pracy z ludźmi, tym bardziej do kierowania nimi.
Ludzie zwalniają się masowo, zostaje towarzystwo wzajemnej adoracji, potem znów przychodzi stadko nowych i znów nie wytrzymuje i tak w kółko.
Nie rozumiem dlaczego centrali to nie zastanawia… przecież to czynnik wyraźnie wpływający na jakość obsługi klienta.
Inwentaryzacja ręczna polega na sprzątaniu salonu od 6 rano aż do otwarcia sklepu.
Komunikacja nie istnieje - jest zmiana grafiku i nikt Cię nie poinformuje, przychodzisz następnego dnia na złą godzinę bo zwyczajnie nie wiesz.
Pamiętam mój pierwszy dzień, kiedy każdy po kolei powiedział mi, komu mam nie ufać, kto jest lizusem, kto kabluje, kto jest zatrudniony przez znajomości. Informacje wzajemnie się wykluczały… ale sporo też się powtarzało „szukam czegoś innego”, „nie polecam”, „uciekaj”.
No i w końcu uciekłam.
CARRY TEAM