Bardzo mieszane uczucia po rekrutacji. Przedstawię swoja historię. Do Ericssona aplikowałem jakieś dwa tygodnie temu, zostałem odrzucony na ostatnim etapie w dość dziwnych okolicznościach dlatego moja opinia jest tutaj negatywna. Dodam, że nie byłem osobą stricte po studiach ale mającą już ponad dwu letnie doświadczenie w AI w jednym z krakowskich centrów R&D i na finishu doktoratu.
Do Ericssona startowałem na stanowisko C++ Developer. Miałem ostatnio mocne ciągoty w kierunku własnie C++ a wcześniej mi tego brakowało, zobaczyłem więc ofertę w Ericssonie więc pomyślałem sobie czemu nie. W ofercie było nawet zaznaczone, ze wystarczy min jeden rok doswiadczenia, w C++, tymczasem niekomercyjnego doświadczenia miałem więcej i w C++11 do tego doświadczenie w Pythonie, pomyślałem więc sobie że to przecież wystarcza z nawiązką. Wysłałem wiec CV i na drugi dzień faktycznie była odpowiedź - dostałem zadanie do wykonania na Codity. Zadanka były relatywnie łatwe. Jedno na dopisanie odpowiedniego zakresu ASCII w kodzie, potem napisanie funkcji liczącej symbol Newtona z pewnymi ograniczeniami i trzecia część to kilka ogólnych pytań z C++. Całość poszła gładko aczkolwiek popełniłem kilka błędów. Ostatecznie uzyskałem wynik na poziomie ok 65% co spokojnie wystarczyło do przejścia do kolejnego etapu. Drugim etapem była krótka rozmowa z HR na temat mojej motywacji pracy w firmie, doświadczenia, krótka część po angielsku i oczekiwania finansowa. Rzuciłem więc stawko nieco poniżej stawki dolnego pułapu stawki rynkowej na mid C++ w Krk. Pomyślałem sobie, że komercyjnie tak dużo w C++ nie pracowałem wiec trochę zejdę z tonu tym bardziej, że zależało mi na tej pracy. Dostałem się ostatecznie do finalnego etapu. Najpierw rozmowa miękka z managerem i product ownerem. Mnóstwo pytań np o metodologie pracy w zespole. Wiadomo, że każdy zespół wyrabia sobie swoje własne metody które są w ich przypadku najbardziej efektywne. Nie zawsze jest to czysty SCRUM czy AGILE. Miałem wrażenie jakby starano się mnie na siłę dopasować do ich wypracowanych metod ale tak się nie da. Po to jest ten okres trzech miesięcy żeby się właśnie dotrzeć do zespołu i nowych metod pracy, myślę, że powinno się dać szanse takim nowym osobom tym bardziej że umiejętność dopasowania się do nowego otoczenia jest cenniejsza niż wypracowanie pewnych schematów ale to może tylko moje zdanie. Dalej znowu sporo pytań motywacje i... doktorat. Tego ostatniego kompletnie nie rozumiem, doktorat robiłem dla siebie z tematu kompletnie nie związanego z branżą. Dla mnie był to pewien etap z życiu ale teraz idę inną drogą, zwłaszcza mając już przecież komercyjne doświadczenie w IT. No ale ok, zrobili tysiące linii notatek po czym w końcu nastała ta rozmowa techniczna. Rozmowę przeprowadzało dwóch bardzo młodych pracowników (a przynajmniej na takich wyglądali). Rozmowa przebiegała całkiem spoko, dostałem 5 zadań do rozwiązania. Tutaj muszę zaznaczyć, że nie byłem tutaj jakimś turbo kozakiem i nie rozwaliłem wszystkiego w 5 min ale generalnie jakoś sobie poradziłem z tym sądząc po zachowaniu rekrutujących całkiem dobrze. Zresztą liczy się podejście do rozwiązania problemu i wiedza jak to zrobić niż sama implementacja która i tak wychodzi już w praniu podczas pracy w projekcie. Do tego było sporo innych pytań z głównie z C++11, troche z praktyk dobrego programowania, GIT-a i wzorców projektowych (tutaj akurat miałem braki). Odniosłem wrażenie, że rozmowa była pomyślna a sam rekrutujący nawet powiedział, że pewnie się wkrótce spotkamy. Cztery dni później przyszła odpowiedź z podziękowaniem za rekrutację. Był to zwykły szablonowy mail typu no-reply. Żadnego wyjaśnienia czego zabrakło, że nie dostałem się na to stanowisko. Piszę ta opinię także dlatego, że naprawdę zastanawia mnie to jak mocnym trzeba być koksem żeby na tego typu pracę można było sobie zasłużyć. Z jednej strony tak się trąbi, że brakuje ludzi do pracy w IT, że kandydaci są słabo przygotowani, że brak im motywacji i że nie ma w czym wybierać z drugiej strony dostanie pracy nawet na takiego Mida czy nawej juniora jest naprawdę ciężkie. Nie uważam się za jakiegoś mastera, mam świadomość, że żeby być dobrym programistą to muszę jeszcze sporo się nauczyć i jestem jak najbardziej otwarty na taką naukę, z drugiej strony też nie uważam, żebym nic nie umiał. Mam doświadczenie w tym komercyjne w IT, wiem coś o programowaniu, jestem na etapie finalizacji pracy doktorskiej a mimo to znalezienie pracy w krakowskich firmach IT jest ekstremalnie trudne...