Moja przygoda z MONDI Agencją Pracy i wyjazd do pracy do Monachium
Jestem z zawodu elektrykiem, ale ciężko jest mi przyzwoicie wyżyć z pracy własnych rąk i głowy w naszym ukochanym kraju. Postanowiłem zatem wyjechać do pracy do Niemiec, aby tam przełożyć moje umiejętności na normalne godziwe pieniądze. Ponieważ nie znałem języka niemieckiego musiałem zdać się na pośrednictwo agencji pracy, których wiele oferowało zatrudnienie dla elektryków w Niemczech nawet bez znajomości języka. Długo przeglądałem opinie o agencjach pracy oferujących zatrudnienie w DE i mój wybór padł na MONDI Agencja Pracy w Poznaniu.(usunięte przez administratora)
Rozpoczęły się negocjacje z Agencją polegające na dograniu warunków zatrudnienia, podpisaniu umowy o pracę i wszelkich potrzebnych dokumentów do wyjazdu. Udało się dobrać partnera do wyjazdu znającego język niemiecki, który jeździł do Niemiec przez 10 lat mając swoją firmę handlującą z Niemcami...
Po dograniu formalności przed wyjazdem spotkaliśmy się z wyjazdowym kolegą w Łodzi i na następny dzień wyjechaliśmy do Monachium. Jak większość ludzi, którym Polska dała wiele swoich dóbr wyjeżdżaliśmy za ostatnie pożyczone pieniądze w nadziei na to, że się odrobimy. Dojechaliśmy na miejsce zakwaterowania w nocy, którym okazał się być garaż przerobiony przez zaradnego Turka na kwatery dla pracowników. (zdjęcia poniżej). Pracownicy, którzy tam mieszkali już spali, bo na drugi dzień szli do pracy, więc nie dowiedzieliśmy się niczego ani o firmie, w której mamy pracować, ani o specyfice pracy w Niemczech jako elektrycy.
Nie obawiałem się pracy w nowym miejscu gdyż prowadziłem już wiele budów, zarządzałem pracownikami, a jednocześnie często sam wykonywałem zlecenia, aby trochę więcej zarobić. Kilkanaście lat praktyki na różnych budowach - od małych mieszkań czy domków po wielkie obiekty przemysłowe czy handlowe. Pracowałem też w największej w Polsce firmie prefabrykującej rozdzielnie dla klientów z całej Unii Europejskiej. Nie było się zatem czego obawiać...
Cóż jednak rzeczywistość okazała się inna...
Z rana nastawiliśmy na GPS podany nam adres firmy i pojechaliśmy odpowiednio wcześniej do jej siedziby. Nie chcieliśmy się spóźnić w pierwszy dzień, bo Niemcy tego nie lubią (my zresztą też nie lubimy się spóźniać). Na miejscu zastaliśmy szefa, który po niedługiej rozmowie dał nam adres budowy 50 km dalej gdzie mieliśmy się zgłosić i dowieźć również pewne materiały...
Znowu GPS, autostrada (w tym dziwnym kraju wszędzie są autostrady) i za jakiś czas byliśmy na miejscu. (budynek na zdjęciach). Tam powitał nas kierownik, do którego mieliśmy się zgłosić i jeden współpracownik tej firmy (mający chyba własną działalność) składający szafę sterowniczą budynku (tego piętra).
Kierownik mówił po niemiecku tak, żeby mój kolega go nie zrozumiał, więc udało mi się porozumiewać z nim w języku angielskim (kiedy już wydukałem po niemiecku, że nie znam niemieckiego i się go uczę). Trochę przestawienie ról ale co tam niech będzie... Sam niejednokrotnie byłem kierownikiem robót więc wiedziałem co należy do obowiązków osoby, pod którą pracowałem.
Tu spotkało mnie pierwsze zdziwienie - kierownik miał dla naszej dwójki narzędzia = jedną starą drewnianą drabinę i stary metr drewniany rozkładany I NIC WIĘCEJ !!! Potem kiedy okazało się, że aby zamontować lampy należy wyrównać tynk gipsowy na suficie usłyszeliśmy czy mamy swoją szpachelkę - zatkało mnie... Kierownik objaśnił nam co mamy zrobić, pomijając zupełnie kwestię czym mamy to zrobić, zostawił nam plany i pojechał... Po godzinie czasu, przyjmując dwu nowych pracowników z Polski oddalonej 1000km pojechał sobie,(usunięte przez administratora)
(usunięte przez administratora) zadzwonił do nas po godzinie i powiedział: "jak będziecie jedli śniadanie pootwierajcie okna"... co pozostawię bez komentarza...
Miałem ze sobą swoje narzędzia i z racji doświadczenia wiedziałem jakie będą mi potrzebne w pracy (poza szpachelką) i przy ich pomocy wykonaliśmy część poleceń - przynajmniej te, które były wykonalne...
Schody zaczęły się przy montowaniu puszek... Powiecie banalna sprawa... i będziecie mieli racje, bo wystają kable, jest dziura, montujemy puszkę wyciągamy kable obrabiamy je i zabezpieczamy przewód fazowy... Tak zgadza się. Tylko wszystko jest ok kiedy są kable... a kiedy na planie jest gniazdo, a ze ściany nie wystają kable ?? Cóż tutaj moja inwencja się skończyła - pomyślałem, że turecka firma, która robiła regipsy coś poknociła i będą poprawiać czy też odkręcać płyty i wystawiać kable w miejscu gdzie one mają być. Tym bardziej, że ściana była zrobiona z wu warstw płyt i pod tym była wełna mi