Nieopodal Silverymoon
Saliva siedziała na okrytym błękitną materią fotelu wachlowana przez służące. Obydwie trafiły do niej za długi rodzin i wiedziały, że za najmniejsze nieposłuszeństwo zapłacą ich bliscy. Czuła drżenie ich dłoni, kiedy podawały jej pucharek wina. Dostrzegała niepewny wzrok skierowany w podłogę, chyba, że poleciła inaczej. Oraz usta. Spieczone usta, które, ułożone odpowiednio, trwały w sztucznym uśmiechu. Tak, służące się bały, zarówno o krewnych, jak i o siebie.
- I słusznie – posłała uśmiech do swoich ponurych myśli. Saliva lubiła od czasu do czasu zmienić służbę. Kiedy uznawała, iż któraś z dziewcząt za mało się stara, albo po prostu ją nudzi, starała się wymyślić coś rozkosznie ekscytującego i równie wrednego. A potem dbała, żeby ową karę widziały pozostałe. Nic tak wpływało na służbę, jak strach, a Saliva lubiła, żeby się jej bano.
Miała przeszło 40 lat, ale drobne zabiegi kosmetyczne oraz magia pozwoliły jej zachować urodę młodej kobiety. Jej oczy świeciły blaskiem, który potrafił rozpalić w mężczyźnie żądzę, nawet, jeśli nie czuł w sobie potęgi ogiera, lecz co najwyżej wyliniałego wałacha. Tak, jak ten rudowłosy młodzik przed chwilą, który teraz stał przy wyjściu z obwisłą męskością, przypominającą podpleśniały, niewielki ogórek oraz miną zbitego psa. Owszem, jako syn strażnika więziennego bywał użyteczny, dlatego od czasu do czasu pozwalała mu się posiąść i wystrzelić tym jego marnym nasieniem, którego nie potrafił utrzymać przez dłuższą chwilę. A on? On był jej wdzięczny, gdyż żadna inna kobieta nie potrafiła sprawić, by jego sflaczała męskość zmieniała się w twardego, plującego jadem węża.
- Gdybyż ten idiota wiedział, że to właśnie mnie zawdzięcza, iż jest prawie eunuchem – zastanawiała się. Ale nie wiedział, zaś ona dbała, by zawsze, kiedy do niej przychodzi, pił wino przyprawione odpowiednimi ziołami. Przez pewien czas działały one pozytywnie na potencję i młody Josol czuł się niczym heros. Ale to wszystko krótko trwało i, zaraz po wystrzale, chłopak znowu zmieniał się w impotentnego dupka. Tak, jak dzisiaj. Teraz stał i ubierał się niezdarnie wciąż spoglądając na swoją niedawną kochankę, która poza narzuconą na biodrach chustą oraz pięknie cyzelowanym zestawem ozdób, dalej nic na sobie nie miała.
Gdyby posiadała w sobie współczucie, zapewne dostrzegłaby w chłopaku ból odtrącanego przez swego właściciela psiaka.
- Koooochana – wybąkał podchodząc – popozwól mi jeszcze zoooostać z tobą, proszę – chłopak się nieco jąkał. - Nieee mogęęę wprawdzie … - spuścił głowę – ale …
- Miałeś swój czas, mogłeś go lepiej wykorzystać – prychnęła ironicznie. - Dlaczego niby miałabym ci pozwolić jeszcze na cokolwiek? Jesteś zwykłym nieudacznikiem.
- Ale ja cię koc (usunięte przez administratora) ! - wybuchnął. - Słyszysz! Koc (usunięte przez administratora) !
- Taaaak? No to udowodnij to – rzuciła obojętnie, ale podniecony chłopak nie dostrzegł w jej głosie zimna.
- Tak? Jak, powiedz, moja najcudowniejsza. Jak? - rozgorączkowane słowa przecinały powietrze niczym petardy.
Saliva wstała lekko owijając się szeroką chustą. Stanęła przed nim, opierając swoje nagie piersi na lekko zapadniętym, pokrytym rudymi włoskami, torsie chłopaka.
- Jeszcze zobaczę – powiedziała filuternie przesuwając zmysłowo dłoń po jego karku i plecach. - Kobiety, takie jak ja nie mają zwyczaju się spieszyć, tak jak niedorosłe dzieciaki.
- Saliva, ja … - usiłował wybąkać coś na usprawiedliwienie.
- No, no – poklepała go po policzku, wymykając się z ramion, którymi pragnął ją otoczyć. - powiedziałam, nie tak prędko.
- A kiedy? Kiedy? Każda chwila bez ciebie jest …
- Chyba jasno wytłumaczyłam ci, że nie lubię egzaltowanych chłopców, tylko silnych mężczyzn, na których słaba niewiasta może polegać, ale czy ty jesteś takim mężczyzną?
- Tak, tak. Zrobię wszystko – chłopak nie wyczuł ironii.
- Zatem czekaj na polecenie. Wezwę cię.
- Ale …
- Jesteś chłopaczkiem, czy mężczyzną?
- Tak, tak, idę. Wybacz – młodzieniec próbował grać twardego wiarusa, ale jego drżące wargi oraz przygaszony głos dowodziły, jak wielka to dla niego próba. Ubierając się jeszcze próbował coś zacząć. - Ja … wiesz …
- Do zobaczenia – przerwała mu Saliva, a gdy wreszcie wyszedł, ziewając rzuciła jednej ze sług. - Naprawdę, dzisiaj przeszedł samego siebie w przynudzaniu.
- Wydaje się, że bardzo panią kocha – nieśmiało odpowiedziała dziewczyna.
- Tak powinno być – uśmiechnęła się zimno Saliva. - być kobietą, to wielka potęga, jeśli jest się kobietą taka, jak ja – oceniła dumnie. - A teraz natychmiast idźcie stąd – służące spojrzały na nią niepewnie, czy dobrze zrozumiały polecenie. - Wynocha. Teraz – obydwie dziewczyny rzuciły się za drzwi na główny korytarz pałacu.
- Spóźniłam się – Saliva mruknęła do siebie niemal