Pewnie napiszecie że kłamię XD 27.03.2019 22:24
Inne
Pracowałem w tej firmie prawie rok, na różnych punktach. Zarówno na wyspach jak i w lokalach
Powiem krótko: stanowczo odradzam.
Opowiem swoje wrażenia, jeśli ktoś chciałby wiedzieć jak sprawa wygląda z punktu widzenia pracownika nie pracującego tam zaledwie tydzień czy miesiąc:
Atmosfera pracy toksyczna, wyżsi stanowiskiem ( mówię tu głównie o menadżerkach, które mają płacone niewiele więcej od przeciętnego podawacza bułek, natomiast nakład pracy i stresu, mają niebotycznie większy, ale spoko ich wybór) są tacy sami.
Nie daj Boże coś złego powiedzieć o produkcie, na przykład o chlebie który przyjechał spalony/płaski / z zakalcem, w każdym razie było z tym produktem coś bardzo nie w porządku. Od razu patrzą na Ciebie jakbyś im zrobił coś bardzo złego. Mają, jak ja to nazywam bakterię Vincentową XD ( takie mikroskpijne V wbijące się im od lat w mózgi i przekazujące rozkazy od centrali, zwanej dalej "górą"
Większość pracowników albo odchodzi jak tylko łapie się co i jak albo zostaje i daje sobie wejść na głowę tym chorym umysłom. Niestety ja też się dałem, choć dzięki pomocy paru osób się opamiętałem. To wszytko idzie od góry(tu chylę czoła właścicielom za tak perfekcyjne kontrolowanie menadżerek, które potem przelewają swoją złość, a niekiedy nawet frustrację na pracowników. Nie radzą sobie z emocjami, bo są wyzyskiwane co później przekładają na podwładnych. Licytują się kto miał większy dzienny/miesięczny/roczny utarg na swoim punkcie. Czytaj kto musiał więcej zapie*szać żeby dużo zarobić dla góry.
Progi, które mieliśmy przekroczyć aby uzyskać premie w wysokości około 1500 na cały zespół (około 10 osób, tutaj dodam że dzienne utargi to zależnie od pory roku i od punktu ale średnio około 5000 zł) były ustalane po danym miesiącu. Wtedy się dowiadywaliśmy że zabrakło nam coś rzędu 400 zł aby dobić do progu. Pp prostu śmiech na sali.
Dalej. Firma jest niewypłacalna, wiem o tym z własnego doświadczenia, nakład pracy jest zdecydowanie nieodpowiedni do wysokości zarobków. 8h zmiany zabierają człowiekowi cały zapas energii. Po powrocie do domu nic tylko, umyć się, zjeść i lulu żeby jutro z uśmiechem na ustach pójść i wciskać to badziewie ( tu wiem co mówię, raz nawet z porannej dostawy sam wyjąłem pióro gołębia, na co kierowca mi powiedział że codziennie zanim pieczywo znajdzie się w samochodzie dostawcy jest oblegiwane przez całe stada różnych ptaszków, mmmm, pycha!) za istnie gargantuiczne sumy. Ile razy patrzyłem na ludzi pukających się w głowy gdy widzieli te ceny. 9 zł najtańszy chleb, najdroższy 118 zł. Nie żartuję jest w sprzedaży 7kg chleb za 118 zł, jest sprzedawany na części po 10 zł i jest to najgorszej jakości pieczywo jakie w życiu widziałem, ale sprzedaje się znakomicie, taki paradoks.
Jak ja się z tymi ludźmi utożsamiałem... Już o tonach wyrzucanego jedzenia nie wspominam.
Utknąłem w tym mordorze z powodów od siebie niezależnych, i do dzisiaj tego żałuję. Praca ciężka też psychicznie, klienci okropni, patrzą na Ciebie jak na kupę, w którą weszli, a przecież buty mają za co najmniej 1000.
Mobbing i upadlanie to na większości z punktów prawie codzienność. Jest duży ruch, ledwo co nadążasz nakładać i sprzedawać a tu przychodzi kontrola i za chwilę, jak nikogo nie ma ( broń Boże przy kliencie) syczy na Ciebie z nienawiścią w oczach, że obok croissantów są okruszki, albo że kartka z ceną jest przekrzywiona i masz to ogarnąć, TERAZ!
Jednemu, notabene bardzo spoko kierowcy tak zryli głowę że jeździł po 150 w zabudowanym żeby nadążyć z dostawami i w końcu go złapali. Gość z miejsca stracił prawko a tym samym pracę.
Kiedyś się tym jeszcze przejmowałem, serio myślałem że to ze mną może jest coś nie w porządku, a nie z nimi. I tu tkwił mój błąd myśleniowy.
Ludzie zastanówcie się, czy jeżeli jakiś klient (najczęściej klientka, i najczęściej z dzieckiem, niektórzy pewnie wiedzą ocb.) przychodzi i wydziera się na Ciebie bo coś jest nie w porządku z produktem albo z działaniem firmy (czytaj brak obiecanych faktur itp. ) to z Tobą jest coś nie w porządku czy z nim/nią ? Czy to nie jest przypadkiem tak, że to ta biedna na tyle niekumająca osoba nie jest w stanie zrozumieć że nie ma w tym absolutnie Twojej winy? Że jesteś ostatnim ogniwem w łańcuszku, ogniwem który do powiedzenia ma tyle co nic, a jest wystawiony na działanie ludzkich, często bardzo negatywnych emocji?
Jeśli ktoś by chciał tam mimo wszystko jednak aplikować to powiem jedno: "May the force be with you."