Jeśli zastanawiasz się nad pracą w Tesco za pośrednictwem Staffline'u, to zastanów się sto razy.
Nie pierwszy raz pracuję w Anglii, nie pierwszy raz w magazynie, jednak z takim brakiem szacunku do człowieka jeszcze się nie spotkałam. Po pierwsze - to na pewno nie jest praca dla kobiet (chyba że dla ponadprzeciętnie silnych fizycznie) ani dla mężczyzn drobnych lub z problemami zdrowotnymi.
Kobieta nie jest w stanie osiągnąć 100% normy, w związku z czym NIGDY nie zarobisz więcej niż 6,5 na godzinę. Bez względu na fakt, czy jest to nadgodzina, czy noc, czy weekend. 6,5 i koniec. Sam system obliczający twoją produktywność (performance) jest napisany tak kretyńsko, że spada nawet kiedy jesteś na przerwie (oczywiście bezpłatnej). Normalnym procederem jest tzw. cancel shifta. W praktyce wygląda to tak: na godzinę przed rozpoczęciem pracy dostajesz smsa z informacją, że twoja zmiana na dziś została anulowana. Nierzadko dowiadujesz się tego dopiero w busie, który ma dowieźć cię do pracy. Czasem odsyłają cię do domu po dwóch godzinach. Organizacja i zarządzaniem magazynem w Snodland ze strony Staffline to jawna kpina. Jedynymi osobami, które mogą ci pomóc, są Anglicy z innej agencji pracy (za te same obowiązki zarabiają dwukrotnie więcej i nie pracują na czas).
Staffline jest bezpośrednio powiązany z agencją nieruchomości - co jest niezgodne z prawem - więc jeśli chcesz zmienić pracę, licz się z tym, że landlord może próbować wyrzucić cię z mieszkania. Ogólnie agencja traktuje Polaków jak największych debili.
Co do mieszkania: na spotkaniu w Polsce mówiono, że cena 85 funtow tygodniowo dotyczy pokoju jednoosobowego wraz z transportem. W praktyce jest to pokój dwuosobowy, w domach o wybitnie niskim standardzie. Myszy i karaluchy są normą, o grzybie na ścianach nie wspomnę. Transport to zwykły bus, który odjeżdża z przystanku. Masz szczęście jeśli do przystanku masz mniej niż kilometr. Często się zdarza, że brakuje w nim miejsca, więc na przyklad po 10 godzinach w magazynie musisz czekać kolejne dwie na busa. Firma z busami jest bezpośrednio powiązana i ze Stafflinem, i z agencją nieruchomości.
W Snodland warunki pracy są ogólnie bardzo trudne - praca polega na przechodzeniu z hali o temperaturze 14-16 stopni do hali 0-3 (o czym nie wiedzieliśmy, dopoki nie zaczęliśmy pracować).
Na terenie magazynu nie można mieć przy sobie butelki wody. Otrzymanie elektrycznego wózka na palety także nie jest pewnikiem. Towary bywają bardzo ciężkie, a w magazynie po prostu śmierdzi. Jest to robota naprawdę dla wybitnych twardzieli.
Kontuzje zdarzają się bardzo często. Nie jest prawdą fakt, iż zawsze możesz zrezygnować ze zbyt ciężkiego towaru.
I najgorsza jest ta pułapka: musisz mieć około 500 funtów żeby tu w ogóle przyjechać, pierwszą wypłatę (najczęściej w granicach 150) dostajesz po dwóch tygodniach, nie masz National Insurance'u - nie możesz zmienić pracy, a nawet jeśli zmienisz pracę - musisz szukać nowego mieszkania i twoje zapłacone z góry 320 funtów po prostu przepada.
Tylko młodzi, silni, duzi faceci są z tej pracy względnie zadowoleni.
Na pewno nie odpuszczę Staffline'owi takiego oszustwa, zarówno po stronie polskiej, jak i brytyjskiej. Spotkania rekrutacyjne w Polsce to same kłamstwa. Wykorzystam wszystkie możliwości prawne, aby im dopiec. To nie jest agencja pracy, to eksport mieszkancow wschodniej Europy.