@Mas - masz sporo racji, przede wszystkim w odczuciu, że pracowałeś w innym miejscu. Naprawdę wiele się pozmieniało w ostatnich miesiącach, żeby nie nazwać tego małą rewolucją. Rewolucje mają to do siebie, że niosą ze sobą ofiary, ale w przypadku OpusCapita (Itelli) to strzelanie sobie w stopę... i to wielokrotnie. Zamieszanie z nadgodzinami to farsa i kpina z ludzi, zakładanie targetów przy tego typu pracy to deliryczne majaczenie. Oczywiście, w tych zabiegach chodzi o zrobienie suchego wyniku finansowego, ale jakim kosztem?! Nie ma co się zatem dziwić, że współpracownicy szukają innej pracy, niektórzy w ogóle się z tym nie kryją. Największym problemem jest toruński rynek pracy, który nie oferuje zbyt wiele. Pamiętać jednak należy, że spora część pracujących w "Opusie" to studenci i młodzi ludzie z innych miast, którzy - jeśli coś się w tej firmie nie zmieni na lepsze - zwiną się gdzieś w Polskę, lub dołączą do rzeszy w exodusie za granicę. Przypuszczam jednak, że ktoś wychodzi z założenia, że skoro miasto uniwersyteckie, to taniej siły roboczej nie zabraknie i rotacyjnie, ale niedobory będą uzupełniane. Pomijam już, że niedoświadczone osoby nie utrzymają wysokiego poziomu (co jest zrozumiałe, wyszkolenie bądź co bądź troszkę trwa), ale warto by się zastanowić nad opinią, na jaką firma pracuje. Ta (opinia) w ostatnich kilku/kilkunastu tygodnia dramatycznie spada, co zresztą widać w komentarzach. A ile opinii przekazywanej ustnie rozchodzi się między pracującymi w "Opusie" a szukającymi pracę? Zresztą, wiem po sobie, że na pytanie "czy warto szukać tam pracy" odpowiadam wprost: nie. Nie dlatego, że obawiam się o konkurencję, tylko po ludzku, jeszcze ktoś będzie miał mi za złe kiedy znajdzie tam zatrudnienie. I pomyśleć, że jeszcze pół roku temu miałem zgoła inne nastawienie. Dziś czuję się zwyczajnie wypalony, bez motywacji, z poczuciem braku perspektyw. Człowiek stara się jak może, podnosi wydajność, przejmuje coraz więcej obowiązków a zarabia tyle, co nowo zatrudniona osoba z jedną różnicą - dodatkiem kwartalnym w postaci jakieś premii. I to są tak naprawdę śmieszne pieniądze, które wystarczają na wegetację, bo budżet domowy i wszelkie inne niezbędne wydatki pochłaniają znakomitą większość wypłaty. Ok, można liczyć na podwyżkę po przepracowaniu dłuższego czasu, ale podwyżka nie jest przyznawana z automatu, tylko z wyboru. A wybór ten pada na osoby, które trzymają palec najgłębiej w du...ie u kogo trzeba, przodują "humorem" poziomem wprost z gimnazjum, bądź są na inne sposoby rozrywkowe i brylują w towarzystwie specjalistów i team liderów. Ci, którzy chcą po prostu możliwie najlepiej wykonać swoją pracę, w skupieniu, których nie bawi żałosny poziom humoru... cóż, podstawa + niewielka premia... i tak, daje się odczuć dysproporcje w traktowaniu poszczególnych osób. Niby nie powinno mieć to miejsca, ale (jak wszędzie chyba) tak niestety jest. No nic, nie ma co się rozpisywać, chociaż już za późno na taką refleksję ;) "Opusa" zdecydowanie NIE polecam, chyba, że ktoś ma nóż na gardle, braki w ambicji, wywalone na stabilne zatrudnienie w jednej firmie. Ja - całe szczęście - mam umówione spotkania w sprawie pracy w moim rodzinnym mieście i trzymajcie kciuki, żeby udało mi się wyrwać ze struktur tej firmy :)