Czesc I
Witam wszystkich, a w szczególności moją ulubioną kastę "Fizoli".
Z góry przepraszam wszystkich za to, że tak długo byłem pogrążony w głębokim śnie, mimo to, że wywoływano mnie do tablicy (swoją drogą moglibyście mi oszczędzić tej traumy ze szkolnych lat). Specjalnie nie nastawiałem budzika, by nie obudzić się w lutym (wiem, wiem obiecałem).
Chciałem poobserwować dokładniej sytuację, w której pogrąża się DIF.
Również byłem ciekawy, czy tylko ja spoglądam na tę firmę w ten sposób w jaki ją opisuję. Może ktoś patrzy inaczej, może widzi coś czego ja nie dostrzegam...
Czekałem więc uśpiony, a podczas snu czytałem co ludzie klikają na GoWork, facebooku, słuchałem co osoby pracujące w DIF (zaznaczam, że nie tylko fizole) mają do powiedzenia o tej firmie (dobrego i złego oczywiście). Po obserwacji rozwijającej się sytuacji i zebraniu informacji okazało się,
że podobnie jak ja myśli zdecydowana większość osób (co mnie bardzo zadziwiło, że potwierdzają to osoby, po których takiego myślenia bym się nie spodziewał, a już na pewno nie otwartego, mówiącego na głos).
Przejdźmy zatem do konkretów moi drodzy. W firmie działo się źle już wcześniej, ale nikt nie przypuszczał, że będzie aż tak źle, no bo przecież miało być lepiej mówili. Praktycznie każdy w DIF zgadza się z opiniami ludzi,
którzy piszą na GoWork (Uff...). Ludzie mówią, że problemem firmy, są ludzie zarządzający produkcją, ale też serwisami wykrojników oraz maszyn. No tak, zgadzam się w zupełności mają tutaj rację. Dlaczego przykładowy Fizol miałby dawać z siebie 200% mocy i wkładać tyle wysiłku w pracę,
będąc przy tym gonionym przez dyrektora produkcji, który wywiera na nim presję słowami "to musi być zrobione/wysłane",
"musimy to zrobić szybko, by zdążyło wyjechać" itp. stojąc przy nim wręcz z zegarkiem w ręku, wyliczając mu czas np. przezbrojenia, skoro zawinił ktoś kto nie dopilnował pewnych spraw i podjął złe decyzje. W ogóle śmieszne jest dla mnie wyliczanie czasu przezbrojeń, wyliczanie czasu wszystkiego innego, bo wg mnie "szybko" nie idzie w parze z "jakość", a to przecież jakość jest motywem przewodnim w DIF podobno prawda? W tym momencie wielu z czytających to zerwie boki od śmiechu, albo nadwyręży kręgosłup zginając się w pół, ale prawda jest taka, że w DIF mamy taką jakość jaką mamy, czyli słabą. Nie obrażam tutaj broń Boże działu jakości, który moim zdaniem robi co może, by jeszcze te szczątki jakości zachować.
Wiem, że dużo osób psioczy na dział jakości, bo nie mogą ich obsłużyć od zaraz, bo nie mogą w tej chwili dać odstępstwa, rozwiązać problemu w tym właśnie momencie,
ale trzeba zrozumieć, że mają oni jeszcze inne obowiązki, z kolei dział jakości mógłby też troszkę zrozumienia okazać nam fizolom,
na których presję wywołują nasi przełożeni. Wracając do wyliczania czasu... każdy pracuje innym tempem i jeśli ktoś będzie wywierać presje czasową, czy też ilościową na ludziach to musi się liczyć z niższą jakością produktu wykonywanego i większą ilością reklamacji. Słyszałem, że ostatnio nawet przełożeni przyjeżdżają do firmy po nocach i patrzą przez szyby, by sprawdzać pracowników, czy aby na pewno pracują, a nie leżą. Kolejną rzeczą są szkolenia nowych pracowników...
Szkolenie powinno odbywać się zupełnie inaczej niż w DIF. Opowiem Wam coś o tym. Tutaj się przychodzi do pracy i jest się rzucanym na maszynę, a brygadzista lub fizol,
do którego Cię przypinają tłumaczy Tobie z doskoku (jak ma czas, bo przecież każdy obsługuje minimum dwie maszyny to jak ma znaleźć go aż tyle, by mieć go jeszcze dla Ciebie). Piszę ogólnie, bo na każdym stanowisku jest tak samo. Stąd też pewnie ostatni wypadek w firmie, facet mógł stracić rękę, pracował bez nadzoru kogoś doświadczonego, bo reszta kolegów po fachu miała multum roboty i nikt nie przyglądał się jego poczynaniom, brygadzisty pras na zmianie brak, kierownictwa brak, osoby wyznaczonej do doglądania jego pracy pewnie brak, a on miesiąc w firmie ze szkoleniem "z doskoku". Uprawnienia ma? Ma! To powinien sobie poradzić. Pytanie teraz ile razy widział jak ktoś montuje krąg
stali na prasie, ile razy sam zakładał w obecności brygadzisty? Jeśli raz to dla mnie stanowczo za mało. Zaznaczam, ze nie obwiniam tutaj brygadzisty, ani żadnego kolegi po fachu. Moim zdaniem winę ponosi presja czasowo-ilościowa, która jest wywierana na pracownikach. Nie potraficie sprostać zamówieniom, nie podpisujcie nowych kontraktów, nie bierzcie kolejnych projektów i ratujcie firmę. Także presja czasowo-ilościowa w dodatku przy braku obsady na stanowiskach produkcyjnych spowodowana złą organizacją,
podejmowaniem złych decyzji przez przełożonych, a no i jeszcze niesprawne, zaniedbane maszyny. Jak już jesteśmy przy maszynach to warto wspomnieć,
że maszyny nie są odpowiednio serwisowane, a na pewno ich większość, no i bardzo awaryjne.
VERTE