• Na początku każdego dnia musisz robić „commit wejściowy” w Tortoise SVN. Serio, Excel – wpisujesz godzinę, kiedy zacząłeś pracę i co dokładnie robisz. Na koniec pracy „commit wyjściowy” – znowu Excel i dane z Jiry o zalogowanym czasie. Po prostu papierologia dla papierologii, zero zaufania.
• Jak pracujesz zdalnie, to dodatkowe logowanie czasu. Kanał na Mattermost do logowania obecności: zaczynasz dzień – wpisujesz, że jesteś zdalnie i numer zadania. Zmieniasz zadanie – logujesz. Kończysz dzień – logujesz. Cały czas musisz udowadniać, że faktycznie pracujesz, jakby cię podejrzewali o siedzenie na kanapie.
• Na koniec miesiąca, jeśli jesteś na zleceniu, wypełniasz grafik godzinowy co do minuty, mimo że firma może pobrać dane z Jiry. Przerost biurokracji nad efektywnością, ale jak widać – oni to lubią.
• Praca zdalna na UoP to tylko 24 dni w roku. Na zleceniu też kończy się możliwość pracy zdalnej, bo firma chce wszystko przenieść na pracę stacjonarną. Chyba że siedzisz tam 10 lat – wtedy masz „przywilej” pracy zdalnej. Podwójne standardy, równość traktowania pracowników na najwyższym poziomie…
• BRAK prywatnej opieki medycznej. Oferują jedynie ubezpieczenie w PZU, które mają wszyscy. Tak wygląda „benefit”.
• BRAK firmowej siłowni. Jedyne, co oferują, to ćwiczenia na świeżym powietrzu, jak jest lato. Zero sprzętu. Ale niech im będzie, może to dla nich „siłownia”.
• Komunikacja? Możesz zapomnieć. Odpisywanie po kilku godzinach, czasem nawet dniach, to tutaj norma. Jak potrzebujesz czegoś na już, lepiej się nie łudzić.
• Oczywiście, ponaglanie na grupowym czacie, dlaczego coś trwa tak długo, to standard. Jeśli czegoś nie umiesz, licz się z tym, że będziesz publicznie ponaglany, bo przecież oczekują, że wszystko zrobisz na czas, bez pytań.
• Zero daily, zero jakiejkolwiek metodyki zarządzania – zadania przypisywane bez żadnego planu. Zaczynasz moduł, wiesz już, jak to zrobić, nagle przerzucają cię do innego, a twój moduł przejmuje junior. Potem ciągle cię pyta, jak to zrobić, a ty tracisz czas na szkolenie, zamiast kończyć swoje zadania. Chaos organizacyjny na najwyższym poziomie.
• Zadania merge’owane bez code review! Jak zacząłem robić code review, kazali mi przestać, mimo że jestem midem z dwuletnim doświadczeniem w tej firmie. Ktoś tu nie rozumie, po co jest quality assurance.
• Brak obowiązku pisania testów – jakieś 90% pull requestów nie ma testów. Możesz coś zepsuć i nawet się o tym nie dowiesz, bo testy to tutaj luksus.
• Zarobki? Śmiech na sali. Jako mid po dwóch latach w tej firmie zarabiam tyle, co junior w większości innych firm. Serio, to są „standardy” wynagrodzeń.
• Jeśli nie masz zadania, to twój problem. Nawet nie ma gdzie zalogować godzin pracy. Byłem odpowiedzialny za utrzymanie produkcji, nie miałem zadań, PM nie odpowiadał mi przez kilka godzin, więc sam wziąłem się za naprawę błędów z produkcji. Dostałem upomnienie, że sam sobie przydzielam zadania, mimo że rzekomo sami sobie mogliśmy je przydzielać. Totalny brak logiki.
• Zepsuty dystrybutor – przez trzy miesiące na naszym piętrze nie było wody. Jeśli chcesz pić, albo przynieś sobie butelkę z domu, albo idź na 4 piętro po kubek wody. Takie to „komfortowe” warunki pracy.
• „Elastyczne godziny pracy” to fikcja. Wyjście do sklepu w trakcie pracy? Musisz to zalogować u PM i HR w Mattermost. Tak, tak wygląda „elastyczność”.
• Wisienka na torcie – firmowe bluzy na 15-lecie miały być we wrześniu, ale dostaliśmy je jako prezent na święta. Sprytne, co?
• Wigilia firmowa była równie „oszczędna” – sala bez miejsc siedzących, tylko wysokie stoliki, więc wszyscy staliśmy. Firma dba, żeby było jak najtaniej, ile się da.
Na początku naprawdę wierzyłem, że jeśli pokażę się z dobrej strony, to ktoś to doceni. Wydawało mi się, że ciężka praca, nauka nowych rzeczy i zaangażowanie to klucz do tego, żeby w końcu zobaczyli we mnie kogoś wartościowego. Ale teraz widzę, jak naiwny byłem. Podwyżka jest tutaj po prostu „z urzędu”, dostaje ją każdy co rok, bez względu na to, czy się przykłada, czy tylko odhacza swoje godziny. Po co więc było się starać? Dlaczego w ogóle wierzyłem, że moje wysiłki coś zmienią?
Jestem zły na siebie, bo mogłem już dawno odpuścić, robić minimum i nie przejmować się, tak jak inni, a zamiast tego starałem się jak głupi, myśląc, że zasłużę na coś więcej. Okazuje się, że dla tej firmy jesteś tylko numerem w Excelu. Cokolwiek byś nie robił, twoje starania i tak znikają bez śladu.
Podsumowanie: Jeśli jesteś studentem albo desperatem, który nie może znaleźć pracy nigdzie indziej – śmiało, to firma dla ciebie. Ale jeśli masz wybór, nie idź tam. Szkoda nerwów i zdrowia.