Pracuję na wtryskarkach 1,5 roku, nie było mnie podczas pożaru, ale wiem że dziewczyny miały w tym czasie ciężko. Wiele osób po tym się zwolniło. Przeżyłam pakowanie części w kartony i obowiązkowe 12 godzinówki pracy - wiele osób też tego nie przetrwało. Ekipa ciągle się wykrusza, na każdej zmianie zostały tylko po 3-4 stare pracownice, doświadczone dziewczyny uciekają z tej firmy a dlaczego? Bo jest coraz większy stres i mobbing!
Ostatnimi czasy mamy problemy z dużą ilością zwrotów, niedolewów, źle obciętych części i na zebraniach okazuje się, że wszystko jest wina operatorek! ale NIKT nie zdaje sobie sprawy z tego że doszły nowe maszyny i pare nowych pracownic. Połowa z naszej zmiany to nowe i nieprzeszkolone dziewczyny. Przez natłok obowiązków nie ma czasu patrzeć im na ręce i zdarzy im się przepuścić wadliwe części. Nawet starym pracownicom się zdarzy. Na każdej zmianie przy około 22 osobach są tylko 2 liderki!! Jak one mają to wszystko ogarnąć przy 60 maszynach!? One nawet nie mają czasu przeszkolić dziewczyny, tylko oprócz obsługi 3,4, 5 a czasami 7 maszyn, leży to dodatkowo na naszej głowie. Nikt nie zwraca uwagi na to, że sytuacja na hali staje się coraz bardziej napięta - ciągłe awarie, zepsute formy, wadliwe części, upał, stres, kontrole s5, brak suwmiarek , jeden mop na całą halę, deficyt pracowników czyt. operatorek, pośpiech przez szkolenie nowych, podkręcane cykle. Także podczas przerw nie jest ciekawie - nie idziemy wszystkie naraz bo maszyn się nie zatrzymuje - wtedy jest gorzej ogarnąć części. Z każdej alejki idzie po kolei jedna dziewczyna na przerwę i wtedy zaczyna się sajgon; dodatkowy ciężar i przypływ obowiązków - musimy podzielić się jej maszynami. Nie ma możliwości upilnowania każdej spakowanej części!
Wszystko zaczyna się od produkcji, sami dużo problemów zauważamy, wyrzucamy, zgłaszamy ale wiele części z dnia na dzień się zmienia. Jednego dnia jakaś rysa jest dopuszczona, drugiego jest to NG. Czasami nawet kontrola jakości nie wie czy coś jest w porządku. Nie wspominając o wiedzy naszych "doświadczonych" setterów.
Reasumując - apeluję do koleżanek i kolegów z montażu i lakierni - szanujmy siebie. Doceńmy swoją pracę, niech każdy robi to w czym jest najlepszy, każdy nasz dział: czy Wtryskarki, czy Lakiernia, Magazyn, Biuro czy Montaż każdy ma swoje problemy, ma swoje obowiązki i jest za coś innego odpowiedzialny. Nie "kablujcie", nie latajcie z JEDNYM niedolewem czy silverem po całym biurze, zrozumcie naszą ciężką sytuację. Jeśli znalezienie jednego problemu w boxie czy na koszu czyni z Was bohaterów to gratulacje! na pewno się podliżecie, zabłyśniecie, awansujecie i zostaniecie docenieni! ale zrozumcie że wtedy my mamy wielkie problemy! :( Zdarzy się że jest dużo źle obciętych części, niektóre błędy są często powtarzane, cała produkcja jest wadliwa oczywiście trzeba to zgłosić czy zwrócić.
Nie toleruję lenistwa czy niedbalstwa - wiadomo trzeba zwalczać produkcję wadliwych części, ale wiem że problem z pomylonym biletem, niechcący wrzucony lewy do prawego albo prawy do lewego, jakaś mała rysa jedna na 100 części albo jeden silver na całym wózku to błahostka. Ale często zdarza się że przez jedną część lub małą ilość cierpi cała produkcja.
Wiem że i tak wiele spraw "zmiata się pod dywan", za co w swoim i w imieniu koleżanek operatorek bardzo dziękujemy. Wierzę w to, że może kiedyś będziemy dla siebie bardziej życzliwi i wyrozumiali.
Niejedna osoba pewnie mi odpowie: to się zwolnij! - planuję to przy najbliższej okazji bo nie szanuje się tu kobiet które wykonują ciężką pracę fizyczną, a zarobki są całkowicie nie adekwatne do całokształtu naszej odpowiedzialności.