Kilka miesięcy temu, pełen entuzjazmu i dobrych myśli, zdecydowałem się podjąć pracę na jednej z pomorskich stacji Orlenu jako 'pracownik obsługi klienta'. Z góry wiedziałem, jak wyglądają płace na orlenowskich stacjach, więc celem tej wiadomości nie jest wylanie swojej frustracji dotyczącej zarobków na prowadzącego stację, managera czy kogokolwiek innego.
Głównymi motywacjami, które skłoniły mnie do podjęcia tejże pracy, były chęć popracowania nad PR i grafik 2-2, który wydawał się być wręcz idealny względem moich innych zajęć.
Teraz, tydzień po odejściu z Orlenu, 'doszedłem do siebie' i zdecydowałem podzielić się z Wami swoimi przemyśleniami. Kilka miesięcy - tyle wytrzymałem w tym łagrze.
Pracujesz pośród niezadowolonych z życia ludzi, wszyscy patrzą ci na ręce, nieustannie słyszysz narzekania dotyczące pracy. Na jednej zmianie jesteś w stanie znaleźć sobie przyjaciela, ale i wroga, który będzie rzucał ci kłody pod nogi przy każdej nadarzającej się okazji i sukcesywnie odbierał ci chęci do życia. O każdym, nawet najmniejszym potknięciu, na drugi dzień wie cała stacja, wszystkie cztery zmiany.
Obsługa klienta - bo taką nazwę nosi to stanowisko, wprawdzie obowiązków jest o wiele więcej.
Co godzinę musisz sprawdzać czystość toalet (po wejściu do jednej z nich, uderza w ciebie taka fala smrodu, że robi ci się ciemno przed oczami). Sprzątasz odchody pozostawiane przez klientów, myjesz lustra, pisuary.
Robisz jako kucharz. Dziennie jesteś w stanie przyrządzić kilkadziesiąt kanapek. Klient stoi pół metra przed tobą i z uwagą obserwuje twoje poczynania. Musisz trzymać się z góry narzuconych limitów, tzw. gramatury. Jeżeli rzeczywiście się ich trzymasz, kanapka, za którą klient musi zapłacić nieraz dychę, wygląda tak, jakby ją ktoś psu z gardła wyciągnął. Jeżeli olewasz limity i robisz po swojemu, prowadzący stację odpowiada za braki w składnikach. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że orlen wymaga od pracowników trzymania się limitów (wtedy kanapki wyglądają tragicznie), ale przy tym stawia chore wymagania i oczekuje, że sprzedaż będzie szła w górę. Nie sprzedajesz wyznaczonej ilości kanapek? Nie dostajesz premii, voila!
Obsługujesz klientów według określonych schematów. Każdemu musisz coś wcisnąć. Na przykład płyny do spryskiwaczy, które w biedronce kosztują dychę, a tutaj trzy razy więcej. Jakość w żadnym stopniu nie przekłada się na cenę, ale i tak musisz je sprzedawać, robić z klientów idiotów mówiąc, że warto.
Uśmiechaj się, bądź miły, nieważne, że jesteś wyczerpany po 10 godzinach pracy. Klient na ciebie naskoczył bez powodu? Twoja wina. Zapytałeś się klienta przy kasie, podczas gdy kupował jakiś produkt, czy tankował paliwo, a on skłamał zaprzeczając? Nieważne, to ty zapłacisz za jego tankowanie, bo on do kasy podszedł i to TWOIM obowiązkiem jest, żeby do tego dojść.
Mógłbym wymieniać w nieskończoność, ale już mi się nie chce.
To wszystko może i byłoby do przełknięcia, praca jak każda inna. No ale niezupełnie tak jest. Tak naprawdę każdy musi na własnej skórze przekonać się, co znaczy praca na orlenie.
Zakres obowiązków nie jest w żadnym stopniu proporcjonalny do wynagrodzenia, jakie otrzymujesz. Jako nowa osoba starałem się wyrabiać najlepsze wyniki w sprzedaży i udawało mi się to, nie pieniądze mnie motywowały, a statystyki. Niemniej nie zmienia to faktu, że pomimo najlepszych wyników, przez te kilka miesięcy moja najwyższa wypłata wyniosła 1900 zł. Nie założysz za to rodziny, nie kupisz własnego mieszkania, nie wyjedziesz nigdzie na weekend, nie zatankujesz do pełna. Nie będziesz cieszył się z życia. Każdy kolejny dzień spędzony w orlenie będziesz mógł uznać za doszczętnie zmarnowany. Robienie hot-dogów i smród parówek, obok których spędzasz 12 godzin dziennie, będzie ci się śnił po nocach.
A więc czy warto podejmować pracę w orlenie? Dla mnie - nie. I szczerze odradzam jej każdemu. Praca na orlenie to praca dla ludzi bez ambicji, dla ludzi mierzących najniżej, jak się tylko da. Dla ludzi, których nie obchodzi fakt bycia deptanym i poniżanym przez jednostki stojące na najwyższym stopniu tej orlenowskiej hierarchii.
Dwa słowa podsumowania. ZADOWOLONY pracownik, to wydajny pracownik. Jeśli orlen traktowałby swoich pracowników choć w połowie tak dobrze, jak traktuje klientów, wzrosłaby sprzedaż, ludzie nie uciekaliby po kilku pierwszych miesiącach, mało kto byłby tak pesymistycznie nastawiony do pracy jak ma to miejsce teraz.
Kilka miesięcy pracy w orlenie, o kilka za dużo. Nigdy więcej!