Na wstępie swojej opinii chciałbym zaznaczyć, że zakończyłem pracę w Muellerze w maju 2012 roku, więc mogło się tam dużo zmienić, ale ja osobiście miło wspominam pracę na prasach w tej fabryce.
Faktycznie na początku doskwierał upał i często dość mocny - choć w sumie przyjemny - zapach używany przy produkcji świeczek zapachowych, ale do tego po czasie szło się przyzwyczaić.
Jeśli chodzi o samą pracę, to jednak trzeba to lubić, bo praca na prawach wymaga myślenia i zrozumienia na czym polega działanie falownikow, sensorów, itp. Jeśli jesteś typem 'wciskacza guzików', to możesz tam mieć ciężko. Ja nie miałem, bo umiałem sobie wszystko ładnie ustawić.
Panie pakujące, jak to typowe kobiety. Trzeba umieć z nimi rozmawiać i po prostu dobrze żyć. Trzeba zrozumieć, że ona też jest członkiem Twojego dwuosobowego teamu i zadowolona Pani pakujaca często oznaczała sprawnie działająca linkę ;)
Nie wiem co prawda jakie są dysproporcje w płacach między operatorami a pakujacymi, ale jeśli są jakieś kolosalne, to niezbyt to uczciwy układ, bo jak się dobrze ustawi prasę i podkręcić tempo, to te kobiety naprawdę mają tam zajob.
Jeśli chodzi o ludzi, to przekrój umysłowy różnorodny. Od naprawdę ogarniętych po życiowo sponiewieranych, ale z każdym potrafiłem sobie jakoś ułożyć relacje. Na tamten czas ekipa więc, mogę to tak powiedzieć, była bardzo OK.
Teraz mój ulubiony temat. A więc szeroko pojęty management :D
I tu mamy do czynienia z rzeszą wstrętnych dwulicusków. Jedyny, którego bardzo, ale to bardzo dobrze wspominam, jako gościa z zasadami i naprawdę szczerego, dobrego faceta, to był K.
Byli jeszcze T. i P., którzy na początku wyglądali na spoko kolesi, ale z czasem okazali się właśnie dwulicowymi koczkodankami. Nie ładnie, Panowie! Na górze w dziupli siedziało dwóch kierowników. Nie pamiętam już ich imion. Jeden typowo od produkcji a drugi jeszcze zajmował się mechanikami i ten od mechaników był OK. Konkretny facet, z którym nie było bullshitu. Jak miał problem to mówił, ja mu powiedziałem swoją rację i raczej nie starał się wmawiać mi że białe jest czarne, kiedy miałem akurat rację. W przeciwieństwie do tego drugiego magika.
Był też taki młody Francuz. I z racji tego, że mówię biegle po angielsku, dość często wpadał pogadać i popytać jakie problemy mamy. Bardzo fajny, inteligentny gość, który raczej stosował zachodnie wzorce w zarządzaniu zasobami ludzkimi (czyt. traktował Cię po partnersku - o ile byłeś w stanie się z nim dogadać, bo raczej nie mówił po polsku ;) )
Panie w Kadrach też ze dwa razy, kiedy potrzebowałem pomocy, pomogły z uśmiechem na twarzy, więc dla nich też ukłony. Ciecie na stróżówce jak to ciecie. Życiowe przegrywy, lol.
To chyba tyle.
Jeśli chodzi o pensje, to już wtedy (2012) jako operator prasy z bonusem za wyrobiona normę i jakimiś nadgodzinami miałem 2200 PLN na rękę, więc zakładam, że teraz można wyciągnąć trochę więcej.
Zakończyłem swoją przygodę w świeczkach, trochę przez mój konflikt z dwoma gagatkami zwanych liderami, ale przede wszystkim dlatego, że wyjeżdżałem na jakiś czas na południe Polski, żeby ostatecznie wylądować w UK.
Decyzji oczywiście nie żałuję, bo założyłem rodzinę, kupiłem dom, mam fajny samochód, wyjeżdżamy na wakacje, żyje na dość wysokim poziomie, a takiego praca w Muellerze raczej by mi nie zapewniła.
Jednak jeśli już zdecydowałbym się kiedyś na powrót, bo stwierdze że zarobiłem już wystarczająco, i szukałbym czegoś w Grudziądzu, żeby tylko mieć na opłacenie rachunków, to z chęcią wrocilbym na prasy, żeby zobaczyć czy nadal to miejsce ma to coś ;)
Póki co nie myślę o tym. A tym, z ktorymi dane mi było pracować czy to jako sąsiad od prasy obok czy jako Pani od pakowania, przesyłam serdeczne pozdrowienia. Mam nadzieję, że Wam się wszystko fajnie w życiu ułożyło. Howk!