Witam
Chciałabym podzielić się swoim doświadczeniem związanym ze współpracą z bardzo znaną agencją pracy - Covebo.
W czerwcu ubiegłego roku intensywnie, wraz z koleżanką, poszukiwałyśmy pracy w Holandii.
Byłyśmy zorientowane głównie na zajęcia przy pieczarkach czy jakichkolwiek warzywach/owocach, ewentualnie pracy na produkcji ciastek czy kosmetyków. Dzwonienie, wysyłanie maili niestety nie przyniosło żadnych rezultatów.
Jedyną, konkretną odpowiedź jaką uzyskałyśmy to była praca przy filetowaniu kurczaków.
Z powodu braku perspektyw, przyjęłyśmy tę ofertę.
Suma sumarum udało nam się wyjechać do miejscowości Putten.
Jest to malutka mieścinka, w której większość sklepów funkcjonuje do godz. 18.
Podczas rozmowy telefonicznej z dziewczyną pracującą w Covebo, nie dowiedziałyśmy się niczego, co mogłoby jakkolwiek nas zaniepokoić. Umowa również nie zawierała żadnych istotnych informacji, poza wynagrodzeniem i kosztem mieszkania w domku.
Dodam, że do Holandii jechałyśmy na własną rękę, autokarem (ze względu na bardzo przykre doświadczenia z firmami przewozowymi, oferowanymi przez agencje). Kiedy dotarłyśmy pociągiem na stację Putten, NIKT z tzw. koordynatorów nie zainteresował się by nam pomóc dotrzeć do miejsca, w którym znajdowały się domki. Mimo, że znajdowały się one kilka kilometrów od stacji i nawet okoliczni mieszkańcy nie wiedzieli dokładnie jak tam się dostać.
Niezrażone jednak same dobiłyśmy, mimo wielu trudności do domków.
Niestety na miejscu również okazało się, że pojawił się problem z tym który domek jest nasz.
Jeden z pracowników, dość antypatyczny, zły, że obudziłyśmy go o godzinie 11 rano z wielką łaską próbował wskazać nam miejsce gdzie mamy zamieszkać. Próbował, gdyż znowu ŻADEN z koordynatorów nie pofatygował się by choć odebrać telefon, nie mówiąc o pokazaniu nam domku. W końcu dobiłyśmy do mało estetycznego miejsca, z bardzo ciasnym (2 na 2) pokoikiem i mocno niechlujną łazienką (jej wielkość 2 m na 1m).
Na miejscu najbliższy sklep znajduje się 1,5 godziny drogi od domku. NIESTETY, NIKT Z POLAKÓW nie powie Wam jak tam dotrzeć. Osoby, które mieszkały tam rzekomo po 2 lata NIE WIEDZĄ GDZIE SĄ SKLEPY lub twierdzą, że SĄ ONE ZBYT DALEKO BY MOGLI NAM POMÓC. Nie zdziwcie się jednak kiedy po wielogodzinnej wędrówce i poszukiwaniach spotkacie uśmiechniętych POLACZKÓW wracających z podobno nieznanego nikomu, sklepu na rowerkach.
Na drugi dzień miałyśmy zapoznanie z pracą. O godzinie 10 rano przyjechała po nas koordynatorka, która zawiozła nas na miejsce czyli jakieś 30 km od Putten do zakładu, w którym miałyśmy pracować.
Pokazała nam, że praca będzie polegać na zrywaniu polędwiczek (praca o tej godzinie była bardzo powolna, my robiłyśmy tylko 30 min, nie wydawało nam się to specjalnie trudne).
Dowiedziałyśmy się natomiast, że zamiast, oczekiwanych 8 godzin pracy, będziemy robić godzin 11 od godziny 6 rano do godz. 17.
Z przerwami 10 minutowymi na jedzenie, co kilka godzin.
W praktyce wyglądało to tak i teraz OSTRZEGAM WSZYSTKICH, KTÓRZY SIĘ NA TO DECYDUJĄ:
- Pracujesz faktycznie 11 godzin, przez większość czasu stoisz przy bardzo szybko chodzącej maszynie, zrywając polędwice.
Przy czym po kilku godzinach takiej roboty dostajesz oczopląsu i zawrotów głowy. Nie ma opcji, że zmienią Ci stanowisko.
Co ciekawe Panowie pracują dużo lżej, wożąc sobie spokojnie palety z kartonami i właściwie obijając się przez większość czasu.
- Przerwy są za krótkie. Nie da rady porządnie się najeść, szybko pijesz swoją kawę (lub tonę energetyków jak niektórzy) i z powrotem zapierdzielasz do pracy.
- NIE GWARANTUJĄ NAWET JEDNEGO CIEPŁEGO POSIŁKU - gdzie w temperaturze poniżej 0 stopni nie da się robić, bez zjedzenia choćby zupy, zapiekanki czegokolwiek ciepłego. Na stołówce możesz sobie jedynie wykupić jakąś szajską chińską pseudozupkę, ale nawet nie zdążysz jej zjeść, bo przerwa trwa max. 15 minut i jest to najdłuższa przerwa w całym dniu.
- Maszyny działają jak oszalałe od samego rana, dopiero po kilku godzinach trochę zwalniają kiedy ludzie padają jak muchy, wszystko trzeba robić bardzo szybko i dokładnie - kierownictwo patrzy Ci na ręce i pogania.
- Strój roboczy wzbudza wiele kontrowersji. Chodzi głownie o ręce i BRAK MOŻLIWOŚCI założenia pod lateksowe, cieniutkie rękawice jakichkolwiek ciepłych. Za coś takiego MOŻNA WYLECIEĆ Z ROBOTY.
- PIERCING. Osoby, które noszą kolczyki gdziekolwiek na twarzy - MUSICIE JE ZDJĄĆ. Jeśli dowiedzą się, że masz kolczyk w pępku również MUSISZ GO WYJĄĆ. Poza tym NIE WOLNO CI NOSIĆ ŻADNYCH ŁAŃCUSZKÓW, MEDALIKÓW CZY INNEJ BIŻUTERII.
- ZA ZBYT POWOLNĄ, NIEWYDAJNĄ WEDLE KIEROWNICTWA PRACĘ - WYLATUJESZ. MOŻESZ ZACZĄĆ PRACOWAĆ NORMALNIE O 5 RANO, A ZWOLNIĄ CIĘ PRAKTYCZNIE ZA NIC O GODZINIE 10.
Z innych minusów POLACTWO. Niestety to prawda, Pola