Witajcie,
Minęło już kilkadziesiąt miesięcy, odkąd się pożegnałem z Briluxem, więc można liczyć na mój bezemocjonalny stosunek.
Zacznę krótko - komu życie miłe, niech się trzyma od tej firmy z daleka. Z jednym wyjątkiem - osoba świetnie przygotowana, która przyjmie wszystkie wpisy tutaj za dobrą monetę, może trochę zyskać. Zyskać finansowo - np niskim kosztem trochę zarobić, a potem uciekać po kilku miesiącach, żeby się nie zmarnować.
Konkrety:
1) zdecydowanie należy podpisać umowę przedwstępną. Potwierdzam, że sprawy "dogadane" na rekrutacji nie mają przełożenia na fakty już po zatrudnieniu. Ja także straciłem na tym finansowo.
2) Brak szkoleń, brak inwestowania w pracowników, brak... czegokolwiek.
3) Zarządzanie jednoosobowe, z domieszką "szarej eminencji" czyli żony prezesa. To kobieta poniżej jakichkolwiek standardów. Historie podejrzane na rekrutacjach znajdą się w mojej książce, którą kiedyś napiszę o firmach rodzinnych. Kabaret! Szymon Majewski mógłby pozazdrościć pomysłów, które ta kobieta ma!
4) Wszyscy są tak zastraszeni, że inwencja własna od dawna nie ma tam prawa bytu. Decyduje tylko prezes. Trzeba się nabiegać, by zdobyć furę podpisów do zrealizowania najmniejszego projektu. Nie mozna nawet swobodnie zamówić cateringu, bo podobno dostawcy nie mają prawa wejść z jedzeniem na teren firmy. Recepcjonistka była na telefonie z dostawcą pizzy, który krążył dookoła a wpadał szybko do firmy dopiero wtedy, gdy dowiedział się, że prezesowa jest w odległym kącie budynku.
Na wiele rzeczy ma niestety wpływ fatalna inwestycja odszkodowania za pożar z 2006 r. Połowa zakupionego wówczas towaru chyba nadal leży w magazynie... Kilka milionów wywalone w błoto :-(
Jedyne, co działa, to brak nadgodzin. Być może faktycznie są one przesunięte, ale nie zauważyłem tego. Natomiast 8 godzin co do minuty to raczej standard. W sumei całe szczęście, bo nie ma tam co robić...
Ach, działa też magazyn! Przepraszam - nie tylko działa, ale wygląda naprawdę imponująco! Owszem, zdarza się tam mnóstwo błedów, ale generalnie sprawia wrażenie, jakby należał do zupełnie innej firmy.
Byłem tam na stanowisku kierowniczym. Czy wręcz nawet dyrektorskim. Sam nie wiem - to co mówił i wypisywał w dokumentacji prezes, było dziwnie nijakie. Ale to i tak nie ma znaczenia, bo kompetencje na stanowisku dyrektorskim w Briluksie miałem niższe, niż w poprzedniej pracy na stanowisku młodszego specjalisty ds. eksportu. Niczego się w tej firmie nie nauczyłem, nic jej wielkiego nie dałem, bo nikt nie był gotowy na przyjęcie czegokolwiek. No i ta wszechobecna inwigilacja! Kamery przemysłowe, pluskwy w telefonach, podgląd monitorów komputerowych... Wszędzie strach i przerażenie...