Pracowałem w firmie, która formalnie wyodrębniła się ze SkyGate (ob. Mindpal) jako Fullstack Software Engineer, natomiast zarząd, miejsce pracy i praktyki były te same, co w głównej firmie. Generalnie chaotyczna i przesycona etapami procedura rekrutacji, problemy komunikacyjne i toksyczna atmosfera w firmie. Kłamstwa na rozmowie na temat stanu projektów (np. deklaracja, że robione są testy z całej piramidy, a w rzeczywistości to ja musiałem je dopiero wdrożyć w projekty, które wyglądały na pisane przez stażystów i wymagały całkowitego refaktoringu; CI/CD czy dokimentacja miały stanowić 'standardowo stosowane przez zespół praktyki', a wyszło, że dopiero się pojawiły, gdy je zrobiłem). Absolutnym kuriozum z perspektywy czasu było zrzucenie na mnie odpowiedzialności za rozwój 3 produktów jednocześnie, choć formalnie miałem stanowisko i stawkę juniorską. Nie wspominając, że trzeba było jeszcze wyrabiać się za kolegę, który na daily nie zgłaszał żadnych problemów, a gdy przychodził deadline, to prawie nic nie było zrobione z deklarowanych elementów. (usunięte przez administratora)ani nie panował nad zespołem, ani nie miał bladego nt. najbardziej podstawowych kwestii związanych z projektami. Szczególnie negatywne odczucia (usunięte przez administratora), który nie przyjmuje odmiennych opinii, co weekly był w stanie rozwalać cały plan pracy zespołu pod wpływem pomysłu, na którym się w danej chwili zafiksował. Wystarczyło nie przypasować mu z jakichkolwiek powodów i się już nie dało normalnie pracować. Okoliczności zakończenia pracy odrażające, najpierw przez kilka tygodni (usunięte przez administratora)urabiał mnie, żebym został i zapewniał, że przedłużenie umowy to formalność. Zrezygnowałem więc z dwóch propozycji, które miałem wtedy na biurku. Podpisaliśmy umowę, a po tygodniu (usunięte przez administratora) się "zmieniła koncepcja" i (usunięte przez administratora)chciał, żeby potraktować przedłużenie jako "niebyłe". Tak się nie stało, bo wszystko ma swoje granice i znam prawo pracy na tyle, żeby się w miarę obronić przed takimi praktykami. Natomiast wiem, że wiele osób może nieświadomie pod presją się ugiąć, zwłaszcza przy obecnej sytuacji w tej branży, dlatego może ten wpis komuś pomoże nie popełniać tego błędu i darować sobie kandydowanie. Mnie to bardzo wiele kosztowało od strony mentalnej, zdrowotnej i czasowej (grubo ponad 8 godzin dziennie), a pieniądze były niespecjalne plus regularne stręczenie przejściana B2B (po tej akcji na koniec już wiem, dlaczego, poza obniżeniem sobie kosztów działalności przez obejście prawa pracy, podatkowego i ubezpieczeń). Są normalne firmy w IT, do których warto aplikować.