Przestrzegam wszystkich lektorów przed podejmowaniem tutaj pracy. Można być naprawdę wysokiej klasy fachowcem, pracować w tej firmie blisko 6 lat, przeprowadzić w tym czasie ponad 20 kursów, zbierać dobre opinie od uczestników tychże itd., itp. Wszystko to okaże się w pewnym momencie niewarte funta kłaków. Dlaczego? Otóż istotną (właściwie to zbyt istotną) pozycję w firmie zajmuje kobieta tytułująca się "dyrektorem metodycznym". Osoba ta uznała najwyraźniej siebie samą za specjalistkę w skali galaktycznej, jeśli chodzi o nauczanie języków obcych. Łatwo się domyśleć, że wynikła między nami różnica zdań w kwestii prowadzonych przeze mnie zajęć. Dopowiem tutaj, że zawód nauczyciela i lektora wykonuję bez mała 34 lata. Pracowałem i pracuję w różnych placówkach. Do tego jestem autorem kilku podręczników i - co za paradoks - także metodykiem w innej szkole językowej, o czym pani specjalistka nie wiedziała. Oczywiście do głowy by mi nie przyszło tytułować się "dyrektorem metodycznym". Ale wracając do rzeczy - po wymianie ponad 20 maili, owszem, straciłem cierpliwość i poprosiłem panią specjalistkę, używając oczywiście o wiele bardziej oględnych sformułowań, żeby się wreszcie odczepiła i dała spokojnie pracować. Pani napisała do mnie jeszcze jednego maila, gdzie były już zawarte zawoalowane groźby i zapadła cisza, ale nie na długo. Po upływie niespełna 2 tygodni otrzymałem mail od właścicielki firmy, pani Kasperek, w którym to mailu informowano mnie o "zakończeniu współpracy". Mail ten zawierał tylko kilka obłudnych frazesów. Pani właścicielka nie śpieszyła się zresztą ze swoją wiadomością. Znacznie wcześniej miałem informacje od zaniepokojonych kursantów, że nie będziemy już mieli zajęć. Padły też pytania - dlaczego? Podsumowując - firma zerwała zawartą ze mną umowę, która obowiązywała jeszcze dobre 4 miesiące (śmieciówka to, ale zawsze). Narażono też kursantów na niepotrzebny dyskomfort. Jedyną przyczyną tego działania było obrażone (i rozdęte) ego pani "dyrektora metodycznego". Dlatego ponawiam na koniec swoją przestrogę z początku. Niech Państwo dobrze rozważą, czy warto wiązać się z firmą, gdzie panuje takie "widzimisię" pani "dyrektora metodycznego". Można wylecieć z roboty nie tyle z dnia na dzień ile z godziny na godzinę. Przysłowiowy Meksyk a nie żadna tam Unia Europejska.