xyz17.07.2025 14:14
Były pracownik
Czy karma wróciła(usunięte przez administratora) Trudno powiedzieć, ale spalenie hali idealnie podsumowuje sposób, w jaki wszystko tam funkcjonowało — chaos, brak zasad, zero odpowiedzialności.
(usunięte przez administratora) traktował ludzi gorzej niż (usunięte przez administratora). Wieczne krzyki, upokarzanie, brak jakiegokolwiek szacunku, (usunięte przez administratora) Był wybuchowy, arogancki i całkowicie zamknięty na jakiekolwiek uwagi. Każdy swój błąd zrzucał na innych, sam nigdy nie ponosił odpowiedzialności. Nic złego w swoich zachowaniu nie widział.
Instalacje? Robione przez niego samego — taki z niego był „fachowiec”, że równie dobrze mógłby to zrobić ktoś po godzinie kursu na YouTube. O BHP nawet nie wspomnę — nie istniało tam nic, co mogłoby zapobiec tragedii. Wszystko robione na skróty, po taniości, byle było. Na wszystko szkoda mu było pieniędzy — poza jego własnymi zachciankami.
Zarządzanie? (usunięte przez administratora)patrzył tylko z dnia na dzień. Nie potrafił niczego zaplanować na dłużej niż dwa dni, bo co chwila zmieniał zdanie i priorytety. Dziś coś jest "najważniejsze na już", jutro już nieaktualne, bo wymyślił coś innego. Całość działała bez ładu i składu — ciągły chaos i gaszenie własnych pożarów (tym razem dosłownie).
Z tego, co słyszałem od ludzi z biura, przez lata nie miał pojęcia, jakie firma generuje koszty, bo nie potrafił nawet przygotować sobie prostych tabelek w Excelu. Podobno dopiero ktoś z pracowników zrobił mu wszystko od podstaw, żeby w ogóle zrozumiał, na czym firma stoi.
Wprowadzał absurdalne zasady, które tylko utrudniały pracę – typowe "żeby było po jego", bez żadnego przemyślenia czy konsekwencji. A kiedy coś przestawało działać, zamiast przyznać się do błędu, od razu obwiniał wszystkich wokół. Oczerniał ludzi, podważał ich kompetencje, zrzucał winę za własny chaos na innych. Taka była codzienność.
Czytając treść zrzutki, naprawdę trudno uwierzyć, że mowa o tej samej firmie, którą znali pracownicy. Piękne słowa o „fachowcach”, „zespole”, „zaangażowaniu” i „najważniejszych pracownikach” brzmią jak ponury żart dla tych, którzy widzieli, jak naprawdę wyglądała codzienność.
To miejsce, w którym można było usłyszeć wrzask za najdrobniejszą rzecz – coś, co nie miało żadnego wpływu na efekt końcowy. Każda (usunięte przez administratora) była powodem do awantury. Zamiast rozwiązywać problemy, rzucał groźbami, że zamknie firmę, bo „wszyscy go wkurzają” – choć to on sam generował większość tych problemów.
Potrafił zwolnić kogoś z dnia na dzień, często w piątek, nie zważając na to, że ta osoba miała rodzinę na utrzymaniu. „Nie jest już potrzebny” – to była cała i jedyna argumentacja. A jeśli ktoś nie pozwolił na siebie krzyczeć, szybko tracił pracę.
Zespół? On ten zespół regularnie (usunięte przez administratora), obrażał i obarczał winą za własne decyzje. Wszyscy wiedzieli, że kiedy go nie było, praca szła szybciej, sprawniej i spokojniej. Kiedy się pojawiał – zaczynał się chaos i nerwy.
Zbiórka mówi o ludziach, którzy „tworzyli dobrą firmę” – i rzeczywiście, to pracownicy ją tworzyli, z ogromnym wysiłkiem i w trudnych warunkach. Nie dzięki zarządzaniu, ale pomimo niego.
Szkoda tych ludzi, którzy tam zostali i którzy realnie się angażowali. Ale ta zbiórka przedstawia rzeczywistość, która istniała tylko na papierze – nie w tej hali, nie w tej firmie, nie pod tym człowiekiem.