Witam. Pracowałem jako kierowca w krakowskim oddziale firmy Farutex niecały rok. Zatrudnienie jest na umowę o pracę, ale uwaga. Dodatkowo należy podpisać weksel in blanco. Dalej to tak jak ktoś już tutaj wcześniej wspomniał - robota tylko dla osób samotnych niewidzących nic poza pracą. Nienormowany czas pracy. Niby praca od 6 do 14 jednak w rzeczywistości przychodzi się na 5 lub nawet 4(tak mają kierowcy jeżdżący na rynek), jeździsz aż rozwieziesz wszystko. W sezonie po 14-15 godzin dziennie przez 6 dni w tygodniu. Teoretycznie pracuje się co drugą sobotę w miesiącu jednak brak ludzi do pracy sprawia, że trzeba przepracować ich znacznie więcej. Dodatkowo firma ma zamiar wprowadzić jeszcze wywóz w niedziele, wtedy będzie już praca non stop. Oczywiście przychodzisz i sam pakujesz auto, na kategorie B praktycznie codziennie jest przeładowane. Pracujące tam osoby są nie do ruszenia i zgadzają się na wszystko. Zjeżdżają z własnej trasy, szef każe rozwieźć jeszcze 2 punkty i oni je biorą i wywożą, mimo że jest już dawno po 14. Oczywiście nie wypisują nadgodzin, mają jakieś inne układziki z szefostwem. Wypisujesz nadgodziny, jesteś zbędny bo przecież znajdą innych, którzy będą jeździć je gratisowo. Jeśli chodzi o ludzi to jest tam grono całkiem fajnych osób(kierowcy, magazynierzy) jednak są też tacy z którymi nie chcesz mieć wiele wspólnego. Starzy wyjadacze codziennie marudzący jak to wiele mają punktów i tylko kombinują jak tutaj je wepchnąć nowemu, bo przecież oni tyle jeździć nie mogą. Wy możecie. Co do logistyki to w tej firmie próżno takowej szukać. Są trasy na których punkty przypisane są całkowicie bez sensu(po kilka punktów w różnej części Krakowa i każdy z nich MUSI dostać towar przed 9, inaczej dzwonią i się skarżą że kierowca nie dojechał, skargi na wasze konto i niepochlebne patrzenie na was gratis). Za wszelkie straty w towarze płacisz z własnej kieszeni. Stajesz na zakazie bo dostawę trzeba zrobić, mandacik również na wasze konto. Poza stałymi pracownikami nikt nie ma tam swojej trasy, codziennie możesz jechać gdzie indziej. Gdzie pojedziesz następnego dnia dowiadujesz się o godzinie 22 dzień wcześniej, czyli nic nie zaplanujesz. Jeśli jednak zaplanujesz, przyjdziesz wcześniej, zapakujesz auto i zbyt szybko pracujesz chcąc zdążyć gdzieś tam, zjeżdżasz na firmę o 14 to na 100% coś ci jeszcze boss dorzuci, żebyś zbyt wcześnie nie skończył. Czasami można przyjść wcześniej z nadzieją że dzięki temu skończy się wcześniej ale dzięki braku dobrej organizacji pracy na magazynie towar możesz dostać dopiero np. o 7 rano więc przez dwie godziny(zakładając że przyszedłeś na 5) jesteś w plecy. Zdarza się praca również na nocki jeśli jedziesz z towarem na przerzut do innego miasta. Jedyne co się w firmie zgadza to kasa na jaką się wcześniej umówiłeś i to że 10 dnia każdego miesiąca masz ją na koncie. Tak jak już wyżej ktoś pisał często robią zebrania na linii kierownictwo-kierowcy i wmawiają, że będzie lepiej. Tylko głupi chyba w to wierzą. Poza sezonem jest trochę lżej jeśli jesteś starym pracownikiem i masz własną trasę. Jeśli nie, jeździsz tam gdzie akurat dziś jest najwięcej punktów/towaru do wywiezienia. Za nic mają tam człowieka, liczy się tylko kasa i to czy towar dojechał do klienta. To, że Ty nie masz życia, bo ciągle jesteś w pracy ich nie interesuje. Dodatkowo poza wywozem towarów z firmy do klientów, trzeba odbierać mięso z innych zakładów. Jedziesz w trase robisz swoje i dodatkowo jedziesz odebrać mięso dla Farutexu bo bardziej im się to opłaca niż jakby mieli zamówić z dostawą z tamtej firmy. Oczywiście to kolejne twoje nadgodziny i czas spędzony w pracy. O tym że masz dodatkową „fuchę” dowiadujesz się w trakcie swojej pracy na trasie, bo nikt jeszcze nie pomyślał by dać znać wcześniej. Od razu informuje, że próby uzyskania informacji dzień wcześniej za każdym razem kończyły się fiaskiem, stąd też nigdy nie wiesz czy oprócz tego co masz na aucie nie wpadnie Ci coś jeszcze. Kilka razy zdarzyło się zjechać na firmę przed 14 i nagle ktoś dzwoni i każe jechać po mięso za Trzebinie, dojeżdżasz na miejsce i okazuję się że towaru dla Ciebie nie ma i wracasz z niczym bądź czekasz 3 godziny aż zrobią zamówienie. Raz na jakiś czas może się trafić dostawa na Słowacje, kolejne nadgodziny, ale jakby tego było mało w telefonie służbowym nie masz roamingu, a to oznacza że płacisz za dodzwonienie się do klientów z własnej kieszeni, jeśli oczywiście w prywatnym telefonie masz roaming. W firmie jest takie wielka rotacja osób, że nie wiem czy jest sens się tam w ogóle przyjmować. Jeśli nie masz „pleców” i chcesz normalnie pracować to wylatujesz jako pierwszy i nie ważne że obiecują ci gruszki na wierzbie na samym początku. Taką mają politykę firmy, że zatrudniają na sezon mówiąc że to jest stała praca, kuszą nawet możliwością awansu, a potem się z wami ozięble żegnają. Co do awansu to nie ma się co oszukiwać, trzeba być dobrym podpierdalaczem własnych kolegów do kierownika żeby pójść wyżej. Inni pracujący sumienni