W tym oddziale kuratorium panuje zasada zniszczyć ucznia byle tylko za wszelką cenę ukryć to co wydarzyło się w szkole ucznia. Wolna amerykanka w której wszystkie chwyty są dozwolone byle tylko niewygodna dla kuratorium prawda o szkole ucznia nie wyszła na jaw. Jak ma się do czynienia z tymi ludźmi to trudno nie zgodzić się z opinią, że są to znajomi jakichś królików, jako że trudno sobie wyobrazić takie rzeczy żeby w ogóle działy się w Służbie Cywilnej która ma jednak jakby nie patrzeć rygorystyczne wymagania co do poziomu wiedzy zatrudnianych urzędników oraz wysokich standardów moralnych które taki urzędnik powinien posiadać. Nie przewiduje się w SC, żeby urzędnik nie znał przepisów prawa, mataczył a kłamał w żywe oczy w pismach co do stanu faktycznego to już w ogóle niedopuszczalne jest a tak w tym oddziale kuratorium bywa. Urzędnicy w tym oddziale kuratorium po prostu kłamią w żywe oczy i są w tym bezkarni. Jest to przykre, gdy kłamstwa dotyczą spraw dzieci które nie są w stanie same obronić się. Ponadto wizytatorzy pozatrudniani w tym oddziale kuratorium to są w większości jacyś bardzo poszkodowani przez życie ludzie mocno ograniczeni intelektualnie z zaawansowaną ślepotą i głuchotą - to widać jest już po samych tragicznych pismach jakie piszą – Kali jeść Kali spać Kali (usunięte przez administratora) błyszczą w nich niczym gwiazdy na ornamencie niewiedzą i brakiem znajomości przepisów, no chyba że tylko udają że ich nie znają, a jak im się zwróci uwagę to jeszcze zamiast przeprosić stają się bezczelni w stylu i co mi narobisz możesz mi naskoczyć, notorycznie rżną przysłowiowe przygłupy z nadzieją że rodzic z innego źródła nie dowie się jak powinno być albo co należy zrobić, a to nie jest przecież w dzisiejszych czasach jakoś szczególnie utrudnione jak się chce sprawdzić jak powinno być, tylko chyba nie na tym to polega żeby uczeń i rodzic bujali się od Jonasza do Kajfasza żeby się dowiedzieć jak powinno być i uzyskać pomoc, bo od tego wszystkiego ustanowiono w szkole kuratora. Ponadto wizytatorzy uprawiają jakiś nowy typ turystyki za służbowe pieniądze - po mieście od szkoły do szkoły w niewiadomym celu, gdyż trudno te ich wycieczki nazwać kontrolami które ustalają stan faktyczny – no chyba że w takiej kontroli chodzi o ustalenie stanu niefaktycznego albo daleko rozmijającego się ze stanem faktycznym. Dojście praw ucznia i dziecka w szkole jest przy pomocy tych urzędników bardzo utrudnione pomimo że to jest podstawowy obowiązek tych urzędników zapewnić żeby wszystkie prawa ucznia i dziecka były w szkole respektowane i jak jest jakaś w tej sprawie skarga od ucznia albo rodzica to mają obowiązek ją uczciwie rozpatrzyć i im pomóc. Na dzień dzisiejszy na pewno nie jest to miejsce do którego uczeń albo rodzice ucznia mogą zwrócić się o pomoc gdy prawa ucznia i dziecka są łamane w placówce oświatowej, no chyba że sprawa dotyczy ucznia albo rodziców z gangu znajomych królika to wtedy problemów może nie być ale to zależy jeszcze jaki to królik. To znaczy tacy z ulicy też zwracać się mogą tylko tak zobaczą pomoc jak jakaś randomowa świnia niebo.