Po 5,5 miesiącach pracy w Biedronce postanowiłem podzielić się swoim doświadczeniem – zatrudniłem się na część etatu by dorobić się na studiach, pracowałem w sumie na trzech sklepach
Zaznaczę na początku że opinia dotyczy w większym stopniu pracujących na umowie o pracę, bo koledzy z agencji pracujący na zlecenie są traktowani jak chłopi w czasach pańszczyzny. Niektórym tak ułożono grafik, że pracują 6 dni w tygodniu po 10 godzin nocne zmiany straight, bez wyjątku, z 15-minutową przerwą. Kodeks pracy? Pffff, to Biedronka
Ja pracowałem na umowie o pracę więc miałem jednak coś do powiedzenia, nie mogli mnie traktować w 100% jak robola, ale te punkty poniżej wciąż są aktualne:
1. Braki kadrowe – są stałe i mocno odczuwalne. Mimo że w sieci pracuje 67 000 osób cały czas na sklepie brakuje ludzi do wszystkiego – niekiedy jest tak że na cały sklep są trzy osoby, jedna udaje się na kasy, druga robi wypieki a trzecia przyjmuje duże dostawy. Ciągle się nie wyrabiasz, musisz pracować za trzech. Po jakimś czasie odczuwalnie pogarsza się twoje zdrowie fizyczne, bo zdrowie masz jedno, a palety trzy ;)
2. Brak minimalnego szacunku – dotyczy w większym stopniu nie samych klientów (wbrew powszechnie panującej opinii większość z nich jest ok), ale kierownictwa – mało tego, że ledwo żyjesz, przychodzisz do pracy chory (żeby nie stracić dodatku za obecność rzędu kilkaset złotych do wypłaty, który tracisz nawet idąc na L4), pracujesz za trzech, ale zawsze jest im źle, zawsze za wolno, zawsze mógłbyś jeszcze coś zrobić póki kierowniczka pali na dworzu. O docenianiu zapomnij – premie są uznaniowe i dostają je kumple kierownictwa, ty możesz liczyć maks na kilkaset złotych za 100% obecność, więc przyjdziesz do pracy chory, od tego zależy przecież twoja wypłata. Tak więc jeżeli mało było szkody zdrowiu fizycznemu to macie również uszkodzone zdrowie psychiczne – ciągłe poniżanie zostawia ślady na waszej samoocenie i poczuciu własnej wartości
3. Wielozadaniowość za jedną wypłatę – w Biedronce jesteś jednocześnie kasjerem, sprzątaczką, magazynierem, piekarzem itd., pracujesz za trzech, dostajesz jedną wypłatę. Rozumiem że kasjer może dokładać towar czy wyrzucić śmieci z kas, ale żeby mopować kibla to gruba przesada, tym bardziej śmieszy mnie reakcja kierownictwa gdy posprzątałeś nie tak jak oni sobie życzą, patrzą na ciebie z nieukrywaną wrogością, mając gdzieś że jesteś kasjerem sprzedawcą i mycie kibla czy mopowanie podłogi na całym sklepie nie jest twoim obowiązkiem służbowym
4. Szkolenia – są ponurym żartem. Na rozmowie obiecują że nie rzucą cię na sklep, wszystkiemu nauczą itd. Jak to wygląda w rzeczywistości? W pierwszym dniu przez 10 godzin czytasz jakieś książki (albo udajesz że czytasz a realnie masz telefon w ręku, ja akurat przeczytałem to dziadostwo), w drugim dniu rzucają cię na sklep mówiąc „idź tam pomóc komuś”. Powiedzieć że ten „ktoś”, mianowicie starszy kolega, jest zdziwiony, że masz mu „pomagać”, to mocne niedomówienie. Więc czujesz się jak szkodnik ucząc się samodzielnie bo nikt ani nie potrzebuje twojej pomocy ani sam nie zamierza marnować czas by ciebie uczyć. Jedynie jeżeli powiodło wam się z opiekunem to będzie w miarę git, ale generalnie wszyscy mają cię gdzieś i nie wiesz co masz robić i po co. Szkolenie z kas wygląda podobnie – obok ciebie przez dosłownie półgodziny stoi jakaś ciotka i zgrzytając zębami mówi co masz robić, dalej radź sobie sam
5. Kolesiostwo – to plaga tej sieci. Kumple kierowniczki mogą sobie pozwolić na wszystko – ci dwaj mogą terroryzować cały sklep swoim chamstwem, zaczepkami, a niekiedy groźbami, i nikt nic z tym nie zrobi – po prostu nie ma procedur jak walczyć z mobbingiem (czyli są ale tylko na papierze), więc pozostaje tylko postawić się i nie pozwalać siebie traktować w ten sposób – będą zgrzytać zębami za twoimi plecami ale jak się przeciwstawisz to już otwarcie nie będą ciebie nękać. W momencie gdy zacząłem walczyć z mobbingiem w swoją stronę (ci dwaj poniżali mnie otwarcie i krzyczeli na mnie, rzucali się obelgami i rzeczami) od razu znaleźli sobie nową ofiarę, która już nie była tak pewna siebie żeby się postawić i znosiła takie traktowanie
6. Niby powinieneś dostać buty ochronne od pierwszego dnia, ale dostałem je po 4 miesiącach w pracy, cały czas pracując na magazynie i ryzykując swoje nogi, bo paleciak to nie pluszak, jak wjedziesz nim wraz z towarem se w nogę to będziesz żałował, ale kogo obchodzi? W Biedronce nic nikogo nie obchodzi ;)
To chyba wszystko co powinniście wiedzieć o pracy w Biedronce – oczywiście jest wiele rzeczy niedopowiedzianych ale nie wystarczy mi miejsca żeby wszystko to opisać. Nie miałem wygórowanych oczekiwań ale po przeczytaniu tej opinii powiedzcie sobie szczerze czy tak powinna wyglądać praca? To pytanie retoryczne. Wstawiam jedną gwiazdkę za wypłaty na czas i paczki świąteczne (ja zresztą nic nie dostałem bo „nie wypełniłem na czas deklaracji o dochodach”, ale koledzy którzy dostali chwalą)
Pozdrawiam