Kategorycznie odradzam miejsce, które mianuje się nazwą kliniki weterynaryjnej..
Przyjechaliśmy z psem po atakach (myśleliśmy, że duszności okazały się napadami padaczkowymi).
Sama procedura postępowania z napadami padaczkowymi, jak i śpiączka farmakologiczna wykonana zgodnie z procedurami. Jednak dalsze postępowanie, podawane leki, brak informacji o stanie zdrowia psa, brak odpowiedzi na pytania, brak diagnostyki oraz proponowane rozwiązania pozostawiają wiele do życzenia.
Zatem psu z atakami padaczkowymi podawano dodatkowe leki opioidowe w celu ,,uspokojenia duszności”, których pies nigdy wcześniej nie miał.
Co za tym idzie pies podawany na odwiedzinach był totalnie otumaniony, po prostu spał.
Klinika miała się kontaktować w celu podawania informacji o stanie zdrowia psa- których praktycznie totalnie nie było, jak wykonali jeden telefon dziennie to był maks rzucając szczątkowe informacje.
W informacjach tych nie było także dalszego planu działania i diagnostyki (który musieliśmy my wyciągać od Pani lekarz prowadzącej).
Po kilku dniach, kilku sugerowanych badaniach przez naszego lekarza prowadzącego zdecydowaliśmy się na stanowczą rozmowę z Panią doktor..
Przyjechaliśmy specjalnie wcześniej do kliniki aby udało się tą rozmowę wykonać.
Pani doktor już na wstępnie widziała nas w poczekalni, przy czym totalnie olała naszą obecność (rozumieliśmy to, są inne zwierzaki do uratowania i to naturalne) jednak przy rejestrowaniu się na odwiedziny zaznaczyliśmy, że chcemy z nią porozmawiać. Całe odwiedziny pies znów spał, nafaszerowany lekami a Pani doktor nie pojawiła się w gabinecie. Gdy pies został zabierany na szpital ponownie poprosiliśmy o rozmowę, zaznaczając, że mamy prawo prosić o taką rozmowę.
Pani przyszła- powiedziała, że ma ciężki przypadek i możemy albo jutro zadzwonić z pytaniami, które spiszemy albo napisać e-mail.. po 5 dniach hospitalizacji psa, bez dalszego planu diagnostyki i leczenia można napisać e-mail, czy Państwo są poważni? Po pierwsze nie każdy może sobie finansowo pozwolić na hospotalizacje psa- tak długą i totalnie z Waszej strony nieowocną.
Po drugie- w niektórych przypadkach liczą się nie dni a godziny dla tych zwierząt..
Po rozmowie, która wybłagaliśmy dowiedzieliśmy się, że Państwo nie znają przyczyn padaczki, że pies ma ciągle duszności i UWAGA kolejnym punktem leczenia w tej KLINICE jest zabieg wykonania plastyki podniebienia…
Przy braku wiedzy na temat rokowania psa chcieli go ponownie usypiać i wykonywać zabieg…gdzie nie wiedzieli czy on ten zabieg przeżyje….
Pytaliśmy także o te padaczki no to odpowiedź była już nam znana mri głowy.
Personalnie- mam ogromy żal do Pani doktor prowadzącej, która wiedziała, jak ważne jest dla nas zdrowie psa, że pieniądze nie grają roli i ona patrząc nam w oczy chciała to wykorzystać.. jako człowiekowi- nie wiem jak może Pani spojrzeć na codzień w lustro.
Po tej rozmowie na następny dzień zabraliśmy psa z tego przybytku.
Pies został zdiagnozowany kilka dni później z guzem pochodzenia glejowego po wykonaniu mri.
Ile w Państwu jest bezduszności, chęci zarobku na zrozpaczonych właścicielach i braku empatii w stosunku do cierpiącego zwierzęcia to się w głowie nie mieści.
Inny lekarz po objawach przed wykonaniem mri podejrzewał diagnozę, a Państwo trzymając psa 5 dni u siebie na hospitalizacji nie wiedzieli co z nim dalej robić? Naprawdę plastyka podniebienia to kolejny krok w postępowaniu leczenia padaczki?
Dlatego ku przestrodze- do wszystkich właścicieli zwierząt.. omijajcie szerokim łukiem. Jeśli ktoś z Państwa ma w ARCE zwierzę dłużej niż 2 dni- bez diagnostyki, planu, jeździcie na odwiedziny i nie ma żadnego pomysłu na leczenie a sam widok zwierzaczka nie zmienia się a jego stan nie polepsza…lepiej zabierzcie swoją pociechę, bo tam nie jest bezpieczna.
Jedźcie lepiej do amvetu, gdzie mają pełną diagnostykę, wspaniały personel, wiedzę i szanują Wasz czas, pieniądze i odpowiednio i z szacunkiem zajmą się zwierzęciem!!!