Firma kiedyś szukała osoby na stanowisko asystenta lub asystentki CEO. Oferowali od 5000 do 6000 zł brutto na umowie zlecenie. Wymagali znajomości języka ukraińskiego lub rosyjskiego na poziomie C2 i minimum rok doświadczenia. Do tego dawali służbowy telefon, komputer i obiecywali możliwość rozwoju.
Jak wspominacie współpracę z CEO i czy faktycznie była szansa na rozwój? Jak wyglądało wynagrodzenie – czy można było liczyć na bonusy albo premie?