Z jednej strony praca uzależnia, pracujemy ze zwierzętami i to jest fajne - bo mamy takie poczucie, że robimy to dla nich, a prawda jest niestety zupełnie inna... Praca w tym miejscu jest koszmarem. Właściciel firmy stosuje (usunięte przez administratora) i nepotyzm, co i rusz ściąga kolegów oraz koleżanki do zarządzania placówką przez miesiąc, dwa, po czym gdy tamci upominają się o pieniądze zwalnia ich. Podobnie jest z pracownikami. Stale nie otrzymywaliśmy wypłat na czas. Na pytania o pieniądze właściciel obrażał się jak dziecko, by później zwyzywać nas. Jeżeli jesteś kobietą to masz tym bardziej pod górkę, bo właściciel firmy wykazuje jakieś chore kompleksy - przy kolegach zwyzywa cię od szmat i gorzej; kolegów słowo jest święte i nie ważne ile byś zrobiła, jakie miała pomysły, to jeżeli jakiś facet z ulicy przyjdzie i powie cokolwiek to właściciel firmy od razu to robi (nie ważne, że ten sam pomysł próbujesz przeforsować od dłuższego czasu). Co gorsze w placówce ciągle brakowało środków to na jedzenie, to na inne rzeczy, czy naprawy, ale sam właściciel za pieniądze placówki co i rusz kupował jakieś akwaria, jakieś owady czy gady, wyjeżdżał gdzie (usunięte przez administratora) rośnie zostawiając pracowników bez pieniędzy...
Dlaczego tam pracowałam? Po pierwsze kontakt ze zwierzętami jest uzależniający. Znosimy wiele bo wierzymy, że pomagamy. Szkoda, że nie jest to prawdą. Nie polecam tego miejsca jako miejsca pracy właśnie ze względu na to co napisałam powyżej. Nie wchodź w ten nałóg. Nie daj się omotać. Pójdź pracować gdziekolwiek, choćby do żabki, biedronki, gdziekolwiek byle nie tu. Wiele dziewczyn przez pracę tu nabawiło się depresji - sama też jestem jedną z nich...