Ja26.01.2026 20:49
Były pracownik
Może zacznę od zarządu. Było nam od początku wypominane, że,,nic nie robimy" i że mamy za dużo płacone.
Obniżanie etatu (z tego, co wiem, to nie mi pierwszej) i w ostatniej chwili, dzień przed, informowanie o tym pracownika, i to w dodatku przez pośrednika to norma tam. Kiedy weszłam do gabinetu, chcąc się dowiedzieć czegoś o swojej przyszłości, zwłaszcza widząc wiele osób, które przyszły na rozmowę o pracę na m.in. moje stanowisko, to prezeska się śmiertelnie obraziła za ,,brak szacunku", kłamała, że ,,wparowałam bez pukania do jej gabinetu" (kompletna nieprawda) i ,,zaczęłam wygłaszać swój monolog". Tak osoba, która jest prezeską nazywa zwykłe i asertywne pytanie o swoją przyszłość. Obiecywanej rozmowy informującej, co dalej nie było nigdy żadnej ani ze mną, ani z koleżanką. Wszystko jest załatwiane jakby w konspiracji, bez normalnego, rzetelnego podejścia do człowieka.
Zresztą jakiekolwiek normalne pytanie czy postawienie granicy, kiedy kobieta, która jest prezeską na za dużo sobie pozwalała, było uznawane jako atak.
Śmiertelna obraza była też za to, że jeden jedyny raz, będąc po chorobie, nie włożyłam firmowego t-shirta, tylko siedziałam w swetrze. Mimo próśb i tłumaczeń, że jestem po chorobie, jest mi zimno i mam osłabioną odporność, dostałam ochrzan, że ,,mam włożyć t-shirt i na to żakiet oraz włączyć klimatyzację, bo tu wcale nie jest zimno". Najlepsze i najśmieszniejsze jest to, że ten straszny czyn, jakim było jeden raz siedzenie w swetrze po chorobie zamiast w t-shircie, był mi jeszcze później wypominany - jako moje ,,robienie na złość".
Na złość robiło się podobno też wtedy, kiedy nie wyrobiło się chorych norm narzuconych przez górę, i to w szkole bez reklamy i sensownej promocji, słyszałyśmy, że nam się nie chce pracować i jesteśmy niezadowolone. Osoba niezadowolona raczej nie wydzwania z prywatnego telefonu do konkurencji, nie robi grafik po godzinach i nie prosi znajomych z Ukrainy o przetłumaczenie posta na ukraiński. Jakiekolwiek pomysły na promocję szkoły czy kursów były od razu odrzucane, a w zamian słyszało się, że nie mamy polotu i nic nie robimy.
Tu tajemnica: niezadowolonenie było widać na mojej twarzy, ale w temacie EGZAMINÓW JĘZYKOWYCH dla obcokrajowców, ale o tym trzeba napisać osobną opinię.
Ponadto często słyszałyśmy od pani dyrektor, że nauczyciele są na nas cięci, narzekają na naszą pracę i piszą skargi. Jest to o tyle dziwne, że sekretariat nie miał z nimi, poza wydawaniem kluczy, niemalże żadnego kontaktu, więc albo faktycznie chowają do nas nieokreśloną urazę albo ktoś tu szerzy dezinformację.
Najmniejszy błąd, nawet w początkach pracy i przy słabym wdrożeniu (!) urastał do rangi czegoś strasznego, nawet na początku przy dość słabym wdrożeniu. Zdarzały się nawet komentarze i podśmiechujki do słuchaczy I prawdopodobnie do nauczycieli, co było już żenadą totalną.
Zwłaszcza, że przełożona TEŻ popełniała błędy. 😉
Inną sprawą było wypominanie nam ,,niewykształcenia", mimo że nawet w ogłoszeniu był zaznaczony wymagany status ucznia lub studenta.
Intrygi były tam na porządku dziennym - do mnie mówiono jedno, do zarządu co innego, do współpracownicy jeszcze co innego. Przypominam, że jesteśmy dorosłymi ludźmi.
Taki jeden z mocniejszych przykładów: jedną z dezinformacji było to, że rzekomo przyszła na nas skarga z ministerstwa z powodu tego, że ludzie są niezadowoleni z naszej obsługi. Skarga dotyczyła w rzeczywistości warunkowaniem udziału na egzaminie językowym kursami, do czego przełożona się później dopiero przyznała. 😉
Nie pisałabym tej opinii, ale pewne sprawy zaszły za daleko. Jeśli ktoś lubi pracę w takiej dziwnej atmosferze, z wieloma dziwnymi zależnościami i intrygami, to pewnie się odnajdzie.