Cześć. Pracowałem 2 lata z Wolt we Wrocławiu jako kurier — najpierw samochód, później skuter. Rozpocząłem pracę na samym początku działania firmy.
Początki były bardzo ciekawe. Fany support, całkiem dobra aplikacja, sprzęt bez kaucji, umowa bezpośrednio z Wolt. Przepracowałem 2 lata i byłem bardzo zadowolony, ale niestety pomimo tego, że firma zwiększała ilość restauracji, szukała nowych klientów — warunki się pogorszyły. W pewnym czasie zauważyłem nagły spadek zleceń, jeżdżąc skuterem. Czy był to brak zleceń? Raczej nie. Widziałem, jak kurier rowerowy jeździł cały czas, a kurier samochodowy i skuterowy stał na miejscu. A więc temat przydzielania zleceń na 100% nie jest taki, jak o tym mówi firma.
Skuter. Czy warto wypożyczyć w Hop City, współpracując z Wolt? W rzeczywistości wyglądało to tak, że Wolt przekazywał kontakt do Hop City i umowa na wynajem była podpisywana bezpośrednio przez kierowcę. Dużego zysku nie było - 50 zł brutto taniej, a sam skuter — stary elektryk z czasów Strava w nie zbyt dobrym stanie technicznym, serwisowany "byłe się nie rozpadał", z uszkodzoną nóżką i słabymi hamulcami, gdzie jedna bateria - 40 km, a po 25 kilometrach moc skutera spadała i jechał maksymalnie 27 na godzinę, co już było dość niebezpieczne. No i oczywiści Hop City współpracuje z firmą zewnętrzną, która obsługuje skutery — przywaciarz, straszny dziad i nie zbyt miła osoba. Oczywiście kaucja za wynajem skutera była, więc biorąc pod uwagę osobę — cały czas z tyłu głowy, czy dostaniesz ją z powrotem.
Nie miałem możliwości jeździć swoim środkiem transportu, więc tylko wynajem skutera wchodził w grę.
Stawki gwarantowane. Po bezsensownych rekrutacjach w ogóle nie było mowy, żeby na nich się dostać. Po 2 sekundach od udostępnienia — wszystko zajęte. Osoby, które pracowały więcej mogli zapisywać się o 2 minuty wcześniej, więc jeżeli nie wyjeżdżałeś w tygodniu pewnej ilości godzin — zapomnij o stawkach. Czy to jest równe traktowanie w systemie "elastycznego czasu pracy"? Raczej nie.
Biorąc to wszystko pod uwagę — zdecydowałem się odejść. Nie było sensu stać po 4, a nawet 6 godzin, bez żadnego zlecenia lub 2/3 na 6 godzin pracy, bez stawek gwarantowanych. A stałem przez pewny czas, bo bardzo lubiłem tę pracę i liczyłem, że wszystko wróci do normy. Niestety. Uwielbiałem po pracy na etacie wracać na miasto z plecakiem, włączać aplikacji, spędzać czas na mieście. Odczuwałem miłe wsparcie od supportów i dużą wyrozumiałość.
Po pewnym czasie zdecydowałem się wrócić, bo tęskniłem. W pewnym stopniu było to jak dziecko, z którym jesteś od samego początku, nie patrzysz na jego wady, a po prostu lubisz. Tak było i z Wolt. W trakcie pierwszej współpracy próbowałem nawet dostać się na stanowisko koordynatora, dostałem nawet pozytywny odzew, ustalony termin rozmowy, ale niestety w tych czasach obecny koordynator nawet się nie pojawił. Czekałem z 1,5 godziny, odłożyłem wszystkie sprawy, a późno wieczorem dostałem SMS, że był on zajęty i że skontaktuje się w sprawie nowego terminu. Rekrutacja była cały czas otwarta. Pewnie były koordynator bardzo nie chciał nikomu oddawać swoich obowiązków, bo przecież kto chce mniej zarabiać? Lepiej łączyć obowiązki w Warszawie i jeździć do Wrocławia co jakiś czas, otrzymując większą pensję. Oczywiści, po jakimś czasie dowiedziałem się, że jego kolega zajął stanowisko. Było to duże rozczarowanie, bo nie oczekiwałem takiego traktowania i podejścia, a słowa "stawiamy na ludzi" okazały się kłamstwem.
Wracając do tematu chęci powrotu. Byłem nawet na on-line spotkaniu. Oczywiści warunki się pogorszyły — brak bezpośredniej umowy (cześć Uber), co oznaczało współpraca z dziad-firmami, gdzie nie wiadomo kto i jak rozliczał Twoje podatki, pobierając miesięcznie kwotę z Twojej wypłaty (płacić, żeby otrzymywać pensję — genialne rozwiązanie), a w razie jakichkolwiek trudności — brak pomocy; kaucja za sprzęt — pracujesz pierwszy miesiąc, a dostajesz mniej, bo jest ona pobierana z wypłaty (będąc osobą, która jeździ tylko hobbistycznie, całkiem możliwe, że nawet tych 150 zł będziesz płacił przez 2 miesiąca, a więc odczucie, że pracujesz za darmo, jak najbardziej ma miejsce). Biorąc to wszytko pod uwagę — nie zdecydowałem się ponownie nawiązać współpracę.
Dzisiaj, oglądając nowy promocyjny film na YT, rozumiem, że bardzo tęsknie. Ale jednocześnie widzę, że firma dużo ukrywa, stosuje dziwne praktyki podrabiana opinii i raczej stawia na nowych i naiwnych ludzi, a nie na stałych pracowników, które uwielbiają tę pracę bez różnicy, czy pada deszcz, śnieg, czy jest gorąco, czy zimno, czy jest weekend, czy 21-a wieczorem, a ty jedziesz skuterem po etatowej pracy i wieziesz ciepły posiłek, myśląc tylko o tym, żeby się nie uszkodził/rozlał i dojechał do klienta.
Czy warto? Raczej nie. Chyba że coś się zmieni.
Ale tęsknie. Naprawdę tęsknie.