AW28.10.2024 09:47
Były pracownik
W 2014 dostałem propozycję pracy w firmie, którą przyjąłem i pracowałem w niej do 2017, 33 miesiące. Niedługo później okazało się że wbrew wcześniejszym zapowiedziom czas pracy kierowcy nie jest tam przestrzegany, a wymagane jest pełne oddanie się firmie często bez prawa do czasu wolnego nawet w trakcie pauzy 9 godzin w domu. Wiele razy w ciągu 4-5 godzin w domu między wyjazdami musiałem przejechać się lipową zobaczyć czy na znajdującej się tam stacji paliw stoi samochód właściciela, gdyż firma była tam tak zadłużona że w trakcie jego obecności nikt nie pojedzie tankować. Była to moja pierwsza praca w branży, nie mialem wiec rozeznania finansowego. System wynagrodzeń dawał mi ok 25-30gr/km, gdzie według innych przewoźników i kierowców stawka rynkowa wynosiła 42-45gr/km. Wszelkie wątpliwości co do uczciwości takiego systemu rozliczeń były natychmiast wyjaśniane wiarą w kłamstwa i głupoty. Praktycznie co tydzień musiałem upominać się chociaż o 100zl na jedzenie na trasę. Kiedy potrzebowałem odzyskać większe kwoty musiałem dokładnie wytłumaczyć na co chce wydać swoje pieniądze, często było to ocenione jako "coś sobie ujebałem we łbie" i nie należało mi się nawet wyjaśnienie, cały czas za to słuchałem kazań "jak bardzo trzeba sobie pomagać...", jak to nie można myśleć tylko o sobie, a trzeba myśleć też o innych...", "nie można myśleć tylko o pieniądzach...", "bo ma długi i tak trzeba...", "jak nas tato wychowywał..." itp itd, na każdą okazję mądrość się znalazła. Po latach kiedy sam byłem na podobnym etapie rozwoju własnej działalności i dopadł mnie podobny kryzys, miałem wypominane długi przez właściciela owej firmy. W momencie kiedy żona leżała w szpitalu z zagrożoną ciążą, zwróciłem się o pomoc. Nie jest możliwe opisanie słowami uczuć i emocji towarzyszących groźbie straty dziecka. W odpowiedzi usłyszałem "po co pomagałeś?było nie pomagać, ja tobie nie pomogę". Okazało się również że jakbym miał honor to nie przyjąłbym złożonej mi propozycji pracy w 2014. Obecnie powinienem stawiać się na wycięcie guzów w jelicie czego zaniedbanie wiadomo czym grozi, ale nie mogę z racji comiesięcznych kosztów. Jak widać dzisiaj można już myśleć tylko o sobie i nie trzeba o innych wiec obojętny mu los mój i mojej rodziny. Plusem tej sytuacji jest fakt że nie słyszę już ciągłych umoralnień i odniesień do tata. Na ówczesne motto "oszukać najłatwiej swojego, obcego tak łatwo się nie oszuka" mogę odpowiedzieć że to prawda, jednak być oszukanym przez swojego boli bardziej niż przez obcego.