Rodziłam w 2018 roku i nie polecam Pani Wioletty Galuby. Do tej pory mam łzy w oczach, gdy to wspominam. Była opłaconą położną, a mimo to potraktowała mnie naprawdę źle. Byłam bardzo zestresowana porodem, bo rozpoczął się przed terminem. Nie otrzymałam wsparcia. Pani Wioletta krytykowała wszystko, Była złośliwa i arogancką. Gdy zadzwoniłam do niej po odejściu wód, przez telefon tylko westchnęła, że ona nie wie, co to będzie, bo z trzema czy czterema pacjentkami jest na telefonie. Na sali porodowej, gdy zadawałam pytania, nie chciała odpowiadać, nie udzielała mi informacji, wykazywała irytację. Powiedziała, że mam nie zadawać pytań, ona będzie robiła swoje i dodała: zapłaciła Pani położnej z 30 letnim doświadczeniem, a nie jakiejś babie z ulicy. Potem gdy bylo mi zimno, to skrytykowała mój szlafrok, mówiąc że mam w torbie wszystko, tylko nie to co trzeba. Odpowiedziałam, że w szkole rodzenia mówili, że w szpitalu jest ciepło i nie trzeba brać grubych rzeczy. Odpowiedziała: to widocznie slabo Pani słuchała. Zmusiła mnie do wejścia do wanny pełnej wody, mimo że mówiłam, że kiedyś się topiłam i boję się dużej ilości wody. Gdy przyszła druga polozna, to powiedziała do niej: ta pacjentka nie ma za grosz zaufania do personelu. Podczas porodu straciłam duzo krwi, gdyż Pani Wioletta zbyt wcześnie mnie nacięła. Po porodzie nawet do mnie nie zajrzała, podczas gdy do kobiet obok położne przychodziły. Nie polecam.
Trzy lata później rodziłam drugie dziecko, z inną położną, która była cudowna i ciepła, więc mam porównanie, jak to powinno wyglądać.