Rodząca11.07.2024 11:43
Pracownik
Trafiłam na dyżur Pani Iwony w szpitalu w Piasecznie, no i cóż, mam bardzo mieszane uczucia. Poród bez komplikacji, ja szybko doszłam do siebie, ale na ile to zasługa położnej nie wiem. Pani Iwona bardzo długo twierdziła że nie wiem co to ból, miałam skurcze krzyżowe które nie pisały się na KTG, była bardzo nie delikatna w trakcie badania, nie szczędziła również uwag typu "nie wiem jak Pani urodzi skoro już teraz tak Pani dramatyzuje". Gdy rozwarcie osiągnęło 10 cm, Pani Iwona wyszła z sali porodowej, mąż musiał ją wezwać gdy zaczęły się skurcze parte. W 2 fazie porodu mimo moich pytań i próśb o zmianę pozycji byłam ignorowana. Pod koniec porodu położna chwyciła za nożyczki i chciała nacinać krocze, gdy nie wyraziłam na to zgody, ostentacyjnie westchnęła i podsumowała to "skoro wolę się męczyć" finalnie nie doszło do pęknięcia. Zachowanie Pani Iwony względem mnie było zupełnie inne w momencie gdy byłam sama, a zupełnie inne w momencie gdy był ze mną mąż. Pomimo prośby o pomoc w przystawieniu dziecka do piersi, ta pomoc nie została mi udzielona w trakcie kangurowania, dopiero na sali poporodowej pokazano mi jak to zrobić poprawnie.
Pani Iwona przez cały czas wydawała się poirytowana faktem, że rodzę i mam jakieś pytania/oczekiwania względem niej, jednak że strony medycznej nie mam jej nic do zarzucenia.