mid-junior-uj-ex-pracownik 16.12.2020 22:53
Były pracownik
Trudno się nie zgodzić z poniższymi opiniami, które szczerze i konkretnie prezentują sytuację w Integree. Każdy jest cierpliwy i tolerancyjny, ale do pewnego momentu. Pokuszę się o analizę obietnic i benefitów oferowanych przez firmę w najnowszej ofercie pracy. Dodam tylko, że oferta pojawiła się w momencie, gdy w firmie pozostało 3 deweloperów. Pozostali zostali zwolnieni lub odeszli dobrowolnie.
Zatem:
- Mid Django Developer – to Mid czy Junior? Prawda jest taka, że w Integree nie ma Juniorów. Tam nawet ludzie po bootcampie przychodzą jako Midzi, chociaż z IT mają jeszcze niewiele wspólnego. Podobną zasadę wyznaje niesłychanie memogenny, a tym samym legendarny już, polski dom oprogramowania na literkę C.
- widełki – może coś się zmieniło, ale z własnego doświadczenia wiem, że jedynie dolna wartość jest tą osiągalną. Pan prezes biedny, bo przychodzi zły dev i żąda 5k! Podwyżki? Jedynie jak panu prezesowi pali się tyłek i nie ma innego wyjścia. O wynagrodzeniu trzeba przypominać, czasem przyjmować je w transzach, a najczęściej po prostu czekać i żreć gruz w międzyczasie.
- umowa o pracę – w Integree jest to tak samo nieznane pojęcie jak code review czy zdolność nauki na własnych błędach panów prezesów.
- wielkość firmy: 10+ - chyba z psem sąsiada i ekipą z warsztatu z naprzeciwka. Za dobrych czasów firma liczyła 20 osób, aktualnie większość pracowników to już ex-pracownicy.
- remote – i nie licz na nic więcej.
- opis stanowiska – czytaj: szukamy klepacza kodu, który zrobi tak jak my chcemy. A potem przerobi, bo jednak chcemy inaczej. A potem jeszcze raz przerobi i dostanie zj**ę, że za dużo czasu mu to zajęło. A ostatecznie zostanie zwolniony, bo pan prezes potrafi „szperać w internetach” 5 minut krócej niż on.
- cytat „Integree to nie farma dev’ów - mamisynków, ale zespół wyjątkowych pasjonatów, którzy potrafią samodzielnie mierzyć się z wyzwaniami naszych Klientów.” – nie umiem tego nawet skomentować, choć zasób słów mam spory oraz sarkazm w ekwipunku.
- członek zarządu – a i owszem.
- metodologia – w skrócie: scrum/kanban – coś kiedyś gdzieś ktoś, ale jak to działa nie wie nikt. W zespołach 2-3-osobowych wygląda to dość komicznie. Własny help desk – dziura na dziurze drutem pogania. Narzędzie niestabilne, sypiące błędami, nieprzemyślane i nieintuicyjne, a do tego zupełnie nikomu niepotrzebne. Ale jak ktoś ma skłonności masochistyczne to polecam.
- opis stanowiska – również w skrócie: będziesz pracował/a na długu technologicznym, by tworzyć go jeszcze więcej. Bazą są stare technologie, a rzeczone „nowe funkcjonalności” to w rzeczywistości te, o których świat zdążył już zapomnieć. Optymalizacja codziennej pracy to największa pasja prezesa. Najlepiej gdybyś był tak zoptymalizowany, że nie kosztowałbyś nic. W innym przypadku czeka cię spowiedź z każdej godziny.
- start: ASAP – zapomnij o onboardingu, wdrożeniu, szkoleniach – tu nie ma na to pieniędzy. Ucz się w wolnym czasie poza pracą. Przy okazji szkoleń - darmowe są ok, jeśli bierzesz w nich udział w czasie wolnym od pracy. Płatne - nigdy. No chyba, że jakieś bezużyteczne widzimisie pana prezesa to wtedy ewentualnie. Ale generalnie najlepsze jest Udemy - pracownicy otrzymują dostęp do firmowego konta i są wdzięczni prezesowi, bo tak wiele wiedzy przyswajają.
- płatny urlop – jak sam sobie przelejesz kasę.
- udogodnienia w biurze – na pewno skorzystasz, jeśli pracujesz w pełni zdalnie. Ale wypisać nie zaszkodzi, bo innych benefitów po prostu nie ma.
Tak więc, drogi developerze, jeśli rozważasz aplikację do Integree – nie rób tego. Będziesz fajny dopóki będziesz pasował panom prezesom. Jak będziesz dawał z siebie wszystko to miło, ale po co? I tak nie zostanie to docenione. No dobra, możesz liczyć na uścisk dłoni, ale jeśli to dla ciebie benefit to poszukaj lekarza, dobrze radzę. I nie chwal się za bardzo, że masz z czego żyć, bo wtedy o podwyżkach możesz zapomnieć. I tak poza tym: turkus, (usunięte przez administratora) a jak nie pasuje to wynocha.