Wiem z autopsji. Na początku oferują ci przyzwoity zarobek, oczywiście na czarno lub na umowę ale na umowie najniższa a reszta do ręki. Pod warunkiem że nie chorujesz i jesteś na każde zawołanie, o każdej porze dnia i nocy. Grafik istnieje tylko na papierze, w przypadku pracowników hotelu, pracownicy gastro nie maja nawet takiego. W każdym razie, dostajesz np info o 23 że jutro masz być w pracy mimo że wcześniej ugadane miałeś wolne. Listy obecności kpina, wpisują takie godziny pracy żeby pip nie miał się do czego przyczepić a czasem bywa tak że nie masz nawet 12h przerwy między jedna zmiana a drugą. Z czasem dociera do ciebie że zakres twoich obowiązków jest o jakieś 200procent większy niż to co obiecał Ci właściciel na początku, nie pasuje? To wypad. Żona właściciela to czysty przykład (usunięte przez administratora), teksty typu: zgrubleś, brzydko wyglądasz, co z twoimi włosami itp itd, i ciągłe insynuację typu... Tego było więcej a zaczęło znikać. Oszczędność na środkach i sprzęcie, sprzątasz? Dostajesz zdarte (usunięte przez administratora) i stara miotłę, gotujesz? Musisz używać produktów ze sklepu(mają też sklepy) o wątpliwej dacie przydatności. Wlasciel mocno roszczeniowy, uważa że jest Panem i władca każdego kto przekracza próg tego pięknego budynku, jeśli masz inne zdanie jesteś burakiem i idiotą. Praca świątek, piątek i niedzielę. Ogromną odpowiedzialność na recepcji, fakturujesz, rozliczasz zagranicznych gości, dogadujesz się z nimi na migi bo nie ma tam już ani jednej osoby wladającej angielskim lub niemieckim. Jeśli mówisz wprost że to za dużo obowiązków dla jednej osoby to usłyszysz tekst typu... A co to takiego?! Włącz translator, masz telefon. Musisz być człowiekiem orkiestra a i tak będziesz się czuł jak (usunięte przez administratora). Takie moje odczucie, i kilku innych osób które tam pracowały, dłużej lub krócej. Nie wierzysz? Napisz post na jakimś spotted i poproś o prywatny kontakt. Wiele się dowiesz.